2007-10-21 11:42
Dziś na Mashable! Pete Cashmore [swoją drogą, adekwatne nazwisko do tematu] dość uroczo zastanawia się: "Co jeśli czołowi blogerzy dostają pieniądze za reklamę bez oznaczenia jej treści?".
W komentarzach do najbardziej znanych blogów takie podejrzenie często pojawia się w komentarzach, jednak zwykle czytelnicy nie traktują go poważnie. BusinessWeek pisze o dochodach najbardziej znanych blogerów. To nie są małe pieniądze. BoingBoing ma podobno ponad milion dolarów z reklamy rocznie.
"Czy zaryzykowałbyś taki roczny dochód za jeden większy zastrzyk gotówki?"- pyta Cashmore. Przecież taka wykryta fałszywa informacja zmniejszy oglądalność i wpływy z oficjalnych reklam. Dla Amerykanina to oczywiste.
"Czy na pewno oszustwo zmniejszy dochody także w Polsce?" Czy przestaliście czytać ZjadamyReklamy, albo AK74 po tym jak oszukali nas wszystkich? Czy zauważyliście, żeby oni mieli mniej zleceń? Bo mi się wydaje, że jest wręcz przeciwnie. Teraz są znani i zapraszani, prowadzą kolejne projekty. Może właśnie dlatego, że sprzedali nasze zaufanie.
Czytacie ich dalej, nawet ja czytam Artura (Ireny nigdy nie czytałem).
Dlatego nie mogę się zgodzić z Cashmore'm. Ryzyko polskiego blogera-reklamiarza jest niewielkie, jeśli ktoś straci to nabrany czytelnik a nie blogger.
Jest jeszcze cisza wyborcza, więc nie będę się rozwodził nad tym, że to specyficznie polskie zjawisko, zasiane na początku naszej nowej demokracji. To się zaczęło zaraz po odejściu rządu Mazowieckiego, kiedy otoczenie prezydenta Wałęsy a zwłaszcza partia Porozumienie Centrum braci Kaczyńskich, zaczęła proces przyzwalania na korupcję.
Na rady nadzorcze obsadzane przez ministrów i urzędników ministerstwa, na "dorabianie", "zabezpieczanie partii" przez przejmowanie mienia państwowego. Niestety nikt tego nie przerwał, nikt nie powiedział, że tak nie wolno, że urzędnik ma swoją pensję i honor służby cywilnej i zakazane mu są inne synekury.
To się rozlało na nas wszystkich, wszyscy myślimy, że to normalne, że ktoś "dorabia", że jeśli nie ma przepisu to wolno, że jeśli jest przepis to można go obejść. Że kasa usprawiedliwia. Naprawdę tak myślimy, czy tylko coś nas zaćmiło na chwilę?
Czy to nie jest "pomroczność jasna" całego społeczeństwa?
Polecam Wam wszystkim zbiór felietonów Jacka Żakowskiego pt. "Nauczka".
Mamy nauczkę, ale jeszcze nie tak dużą. Jeszcze nie do końca wiemy, że uczciwość to ważna sprawa. Ważniejsza niż szybki zysk. Także na blogach. I z dwojga złego, używajcie znaczka Krytyków, zamiast nas oszukiwać.
W komentarzach do najbardziej znanych blogów takie podejrzenie często pojawia się w komentarzach, jednak zwykle czytelnicy nie traktują go poważnie. BusinessWeek pisze o dochodach najbardziej znanych blogerów. To nie są małe pieniądze. BoingBoing ma podobno ponad milion dolarów z reklamy rocznie.
"Czy zaryzykowałbyś taki roczny dochód za jeden większy zastrzyk gotówki?"- pyta Cashmore. Przecież taka wykryta fałszywa informacja zmniejszy oglądalność i wpływy z oficjalnych reklam. Dla Amerykanina to oczywiste.
"Czy na pewno oszustwo zmniejszy dochody także w Polsce?" Czy przestaliście czytać ZjadamyReklamy, albo AK74 po tym jak oszukali nas wszystkich? Czy zauważyliście, żeby oni mieli mniej zleceń? Bo mi się wydaje, że jest wręcz przeciwnie. Teraz są znani i zapraszani, prowadzą kolejne projekty. Może właśnie dlatego, że sprzedali nasze zaufanie.
Czytacie ich dalej, nawet ja czytam Artura (Ireny nigdy nie czytałem).
Dlatego nie mogę się zgodzić z Cashmore'm. Ryzyko polskiego blogera-reklamiarza jest niewielkie, jeśli ktoś straci to nabrany czytelnik a nie blogger.
Jest jeszcze cisza wyborcza, więc nie będę się rozwodził nad tym, że to specyficznie polskie zjawisko, zasiane na początku naszej nowej demokracji. To się zaczęło zaraz po odejściu rządu Mazowieckiego, kiedy otoczenie prezydenta Wałęsy a zwłaszcza partia Porozumienie Centrum braci Kaczyńskich, zaczęła proces przyzwalania na korupcję.
Na rady nadzorcze obsadzane przez ministrów i urzędników ministerstwa, na "dorabianie", "zabezpieczanie partii" przez przejmowanie mienia państwowego. Niestety nikt tego nie przerwał, nikt nie powiedział, że tak nie wolno, że urzędnik ma swoją pensję i honor służby cywilnej i zakazane mu są inne synekury.
To się rozlało na nas wszystkich, wszyscy myślimy, że to normalne, że ktoś "dorabia", że jeśli nie ma przepisu to wolno, że jeśli jest przepis to można go obejść. Że kasa usprawiedliwia. Naprawdę tak myślimy, czy tylko coś nas zaćmiło na chwilę?
Czy to nie jest "pomroczność jasna" całego społeczeństwa?
Polecam Wam wszystkim zbiór felietonów Jacka Żakowskiego pt. "Nauczka".
Mamy nauczkę, ale jeszcze nie tak dużą. Jeszcze nie do końca wiemy, że uczciwość to ważna sprawa. Ważniejsza niż szybki zysk. Także na blogach. I z dwojga złego, używajcie znaczka Krytyków, zamiast nas oszukiwać.
Kategoria
Ogólne





Nie mam nic przeciwko reklamie na blogu - na pewno nic przeciwko tej oznaczonej.
Jeśli jednak jest nieoznaczona i wpis mówi pochlebnie o produkcie to nie jest w
stanie skłonić mnie do zakupu; mimo wszystko. Może za bardzo jestem sceptyczny i
szukam weryfikacji informacji (dla przykładu - odtwarzacz DVD ostatnio kupowałem
chyba 2-3 tygodnie; w miarę wolnego czasu - głównie szukając informacji o kilku
modelach, porównujące je, szukając sklepów z najtańszą dostawą i najdogodniejszymi
porami tejże (swoją drogą - dlaczego nikt jeszcze nie dostarcza przesyłek w dużych
miastach powiedzmy pomiędzy 18 a 21 za cenę dostawy jak pomiędzy 10 a 16? Klienci by
się znaleźli)). Jeden blog mnie nie kupi; może 10...
Tyle tylko, że czytam wybrane blogi, które nie za bardzo są za "sprzedażą" przez
blogi. Czytam zarówno Irenę jak i Artura - nie czuję się oszukany. Ot, oboje (i inni
pewnie też) robią co uważają za słuszne. Dlaczego amator-znawca-mediów nie ma
prowadzić bloga o tychże i po 1-2 latach bądź co bądź pracy dostać posady w jakimś
"Briefie" czy "Media i marketingu" na podstawie wiedzy przekazanej w blogu?
Tak samo programista rozwiązań sieciowych może podzielić się swoją wiedzą chociażby o
budowaniu baz danych i podać link do bloga w CV. Nie widzę w tym nic złego, a wręcz
odwrotnie - kierunek rozwoju linii pracodawca-kandydat do pracy. Przynajmniej w
niektórych zawodach czy na niektórych stanowiskach.
Poza tym - nie sądzę (nie czytam), że BoingBoing to jedna osoba. Blogi, przynajmniej
w USA, to już redakcje (vide Mashable), a te potrzebują biura, komputerów i serwerów
("in June the site garnered 22 million page views from 2.6 million unique visitors"),
i przede wszystkim ludzi. Ile z tego 1mln$ jest czystego zysku? skomentuj
Jak to dobrze nie mieć rozterek prawnych i tak jak ja prowadzić blog firmowy, samemu
olewając wszystkich którzy chcieliby zarobić co nieco na wpisach o moich produktach w
swoich blogach.
A pominąwszy kwestie prawne to blog z tego co pamiętam maił zastąpić pamiętnik i sam
fakt wykorzystywania silników blogowych do innych celów wcześniej czy później sprawi
iż zatraciwszy swą pierwotną funkcje blog jaki znamy dzisiaj odejdzie zapomniany i
zastąpiony przez nowe rozwiązanie, bardziej wyspecjalizowane pod kątem typowego
pamiętnika. Poczekamy zobaczymy. skomentuj
Gdyby został wprowadzony wymóg oznaczania treści reklamowych, najprawdopodobniej
dotknęłoby to przede wszystkim kolorowe pisma. 3/4 ich zawartości jest materiałem
dostarczonym przez agencje PR lub napisanym na zamówienie. W zasadzie wszystkie
recenzje książek, filmów itd. powinny być oznaczone jako treści sponsorowane:
wydawnictwa i agencje filmowe dostarczają zarówno ilustracje, egzemplarze itd - tego
typu recenzje są pisane na zamówienie. Kosmetyki, ubiory, mebel - wszystko to jest
opisywane na zamówienie.
W praktyce masa materiałów trafia na blogi jako efekt marketingu i PR. Prowadzę
największy blog w swojej branży - wszystkie firmy zainteresowane tematyką po pierwsze
monitorują blog (to wynika ze statystyk IP) a po drugie nawiązały kontakty via dział
PR. O ile mają sprawny PR, otrzymuję masę cennego materiału dla moich czytelników. To
nie jest sama papka reklamowa - to są np. case studies ich działań, zapowiedzi
nowości.
Co do kasy - w moim przypadku -ona nie idzie w ślad za zainteresowaniem PRu, bo
uważam że współpraca na odpowiednim poziomie daje zysk po obu stronach: ja otrzymuję
darmowy, świetnie przygotowany materiał do poczytania, a firmy - miejsce i
czytelnika. Odpłatna jest reklama jako taka - i ona stanowi trzon dochodów.
Współpraca PR - odpłatana (przynajmniej na razie) nie jest. Może czas to zmienić? skomentuj
ja zjadamyreklamy regularnie nie czytałem, zresztą ta sprawa jest mi znana z trzeciej
ręki wyłącznie.
a artura, muszę przyznać (dziwny jestem) prawie nie czytam właśnie od tego czasu. po
prostu jakoś nie-za-dobrze mi się robi. wiem, że pisze dość ciekawe rzeczy itd itd,
ale wchodzę tam tylko wtedy, gdy mnie jakiś tytuł z rss bardzo zainteresuje (z rss)
nie wyrzuciłem.
być może przegapiłem to obiecywane wyjaśnienie całej sprawy, przegapiłem?
1 czytelnik stracony w 80%. pewnie to jest "mało". trudno. skomentuj