Kamienie domina. Co będzie dalej?
 Oceń wpis
   

Dominik Kaznowski – jeden z branżowych ekspertów – zmienia blogowe oblicze i adres. Niestety już w pierwszym wpisie na Networked Digital Age rozczarowuje. Oprócz błędów merytorycznych, Dominik pokazuje jak bardzo zamyka go perspektywa ciasnej wrocławskiej klasy.

 

Nowego bloga Dominika dyskwalifikuje przede wszystkim dwukrotne odwołanie do hiszpańskiego serwisu Tuendi. Taki serwis nie istnieje – hiszpańska nasza-klasa nazywa się Tuenti. To rozczarowujące, że szef marketingu największego serwisu społecznościowego w Polsce po prostu nie zna nazwy swojego hiszpańskiego odpowiednika.

Dominik ma jednak u mnie kredyt zaufania, przebrnąłem więc przez cały jego artykuł. Kaznowski dostrzega zmiany technologiczne zwiększające dostęp do Internetu. Zauważa też, że Internet to dziś raczej zbiór aplikacji niż medium informacyjne. Niestety w tym momencie kończą się słuszne spostrzeżenia.

Według Dominika Kaznowskiego serwisy społecznościowe, a przede wszystkim Facebook, stają się dominującym rodzajem stron internetowych – detronizując wyszukiwarki. Jego zdaniem wynika to głównie z lepszego niż w wyszukiwarkach wykorzystania zalet szerokopasmowego dostępu do Internetu.

To bzdura.

Nie ma jednej strony startowej.

Wyszukiwarki, wbrew wizji Dominika nigdy nie wyeliminowały portali horyzontalnych. Portale zintegrowały ich funkcjonalności. Wyszukiwarki kierują do portali.

Podobnie dzieje się z serwisami społecznościowymi. Portale i wyszukiwarki po prostu korzystają z ich funkcjonalności – i vice versa, Facebook pokazuje co tylko może w wynikach Google. Choć każdy z graczy próbuje przykleić do siebie użytkownika, w gruncie rzeczy wszyscy są połączeni i przesyłają między sobą ruch.

To trochę jak z gazetami, które drukują repertuary kinowe, programy telewizyjne, zamieszczają płyty DVD i mają swoje witryny internetowe, reklamując się jednocześnie we wszystkich konkurencyjnych mediach.

Świat to nie tylko nasza-klasa

Dominik myli się także w ocenie globalnego znaczenia zarówno serwisów społecznościowych, jak i szerokopasmowego Internetu. W swojej analizie całkowicie pomija rynki azjatyckie, które jak sam twierdzi wkrótce będą stanowić 2/3 Internetu.

Dla użytkowników z tych rynków Google nie jest dobrym punktem odniesienia. Nie jest nim też Facebook. Serwisów społecznościowych takich jak FB, Nasza-Klasa czy Tuenti nie da się porównywać z serwisami używanymi przez Internautów z Azji.

Japońskie Mixi to "no identity network" – pozwalające na interakcje bez ujawniania prawdziwej tożsamości. Chyba wszystkie udane japońskie serwisy społecznościowe mają trzy elementy: anonimowość, wersję mobilną oraz gry. Wideo i broadband sa w Japonii bardzo popularne, jednak o sukcesie decyduje raczej możliwość ich komentowania. Typowa interakcja z serwisem społecznościowym w Japonii to sprawdzenie co dzieje się u znajomych i wysłanie komentarza.

Chińskie społeczności takie jak Qzone (większy i lepiej zarabiający niż Facebook) czy Xiaoyou (to niezbyt udany odpowiednik naszej-klasy) są z kolei oparte na komunikatorze QQ. Także inna, nieco lepsza chińska nasza-klasa, czyli niezależny od Tencenta serwis RenRen opiera swój sukces na komunikatorze (Xiaoneitong). Choć RenRen ma interfejs sklonowany z Facebooka, to jego główną zaletą jest wersja WAP. Dla osób korzystających z lepszych łącz stworzono nawet osobnego klona o nazwie Kaixin001.

Chiński model interakcji w SNS jest zupełnie inny niż nasz. Nie jest oparty na forum ani wiadomościach wewnętrznych imitujących e-mail, za to dziejący się w czasie rzeczywistym. Na dodatek strona główna Qzone dla zachodniego użytkownika przypomina bardziej portal horyzontalny niż społeczność.

Jak będą zachowywać się użytkownicy z Afryki, jeszcze nie wiadomo.

Szerokie łącze czy wąskie gardło?

Równie śmieszne jest przypisywanie głównej roli w zmianach w Internecie łączom szerokopasmowym oraz treściom multimedialnym, a zwłaszcza wideo. To po prostu urąga faktom. Według optymistycznych szacunków, w 2013 roku będziemy mieli 700 milionów użytkowników łącz szerokopasmowych (broadband – czyli ponad 700 kB/s). Użytkowników Internetu w tym samym czasie będzie 8,2 mld. Czy 8% użytkowników naprawdę może stanowić o tym, jak będzie wyglądała sieć?

W rzeczywistości o rozwoju usług internetowych w najbliższych latach będzie decydował najszybciej rosnący segment, czyli Internet mobilny i bezprzewodowy. Najszybciej rosnące rynki to Indie, Chiny, Brazylia, Rosja oraz Afryka. Przyniosą one 2,5 miliarda nowych użytkowników Internetu w ciągu zaledwie 3 lat. Połowa wszystkich internautów będzie pochodzić z regionu Azji i Pacyfiku - zaś udział Ameryki Północnej zmniejszy się do 7 procent.

W takich warunkach zachodnie wyszukiwarki i portale mają trudniejsze zadanie niż Facebook nie dlatego, że w FB jest wideo. Wręcz przeciwnie, zaletą Facebooka jest jego wersja mobilna. Krótkie informacje, niewielkie zdjęcia i lokalni znajomi. Wadą wyszukiwarek dla nowych użytkowników jest konieczność wpisywania zapytań i zwracanie wyników nieodpowiednich dla urządzenia. Wadą portali jest ilość zdjęć i materiałów wideo oraz przeładowanie nieczytelnym tekstem.

Przypomnijcie sobie eksperymenty z WAP w telefonie jakieś 10 lat temu – mniej więcej te same bolączki dotkną nowych użytkowników z Azji i Afryki. Drogi transfer, mały ekran, niekompatybilność części formatów multimedialnych z urządzeniami oraz bardzo utrudnione wprowadzanie tekstu. Nowi użytkownicy Sieci nagrodzą tych producentów serwisów internetowych, którzy pomogą im w rozwiązaniu tych problemów.

A wideo? Wideo to można wkleić na Śledzika.

Komentarze (4)
Open Social - największe oszustwo Google?
 Oceń wpis
   
Zamiast otwartości - kontrola i władza w rękach jednej korporacji
Zamiast dostępu do informacji - odebranie użytkownikom kontroli nad tym gdzie trafiają ich sekrety.

Open Social, tak chwalone przez wielu nowe API dla serwisów społecznościowych proponowane przez Google jest największym jak dotąd zagrożeniem dla wolności i prywatności w Internecie.

Open Social nie ma nic wspólnego z otwartością. Serwisy które wdrażają Open Social zgadzają się na oddanie kontroli nad naszymi danymi jednej firmie. Tylko Google ma pełną wiedzę o swoim nowym API dla społeczności. Tylko Google kontroluje które aplikacje zostaną zaakceptowane. Tylko Google wie dokąd trafią nasze utwory, nasze dane osobowe, nasza korespondencja z każdego serwisu który zgodzi się na Open Social.
Open Social nie jest Open Source. Tylko nazwa jest otwarta.

Od wprowadzenia OpenSocial nie mamy jako użytkownicy żadnej kontroli nad naszymi danymi - właściciele platform oddają je do Wielkiego Brata w Mountain View [edit: dzięki korektorze :)]. Open Social to nie jest read-only API które już znamy. Nie służy do tego, żebyśmy sami pobierali interesujące nas treści z innych serwisów. Ono służy także do tego, aby interesujące nas dane można było zabrać do innego serwisu.

Znika możliwość utrzymywania różnych tożsamości i sieci znajomych w różnych serwisach społecznościowych. To co naturalne w ludzkiej społeczności - czyli różne grupy znajomych dla różnych celów, teraz staje się iluzją. Nasze tożsamości społeczne są odarte z prywatności i wystawione na widok publiczny. Czy na pewno chcemy, aby pracodawcy z linkedIn mogli sprawdzać do jakich klubów umawiamy się ze znajomymi z bebo? Czy to dobry pomysł, żeby koledzy z którymi pijemy piwo byli przedstawieni naszemu biznesowemu partnerowi?
Czy jesteśmy pewni, że chcemy, żeby News Corp. wiedziało dzięki MySpace wszystko o muzyce jakiej słuchamy i przekazywało dzięki Open Social te dane do Amazon, który podwyższy ceny na produkty, które na pewno kupimy?
I najważniejsze pytanie: Dlaczego jedna korporacja ma mieć o nas wszystkie informacje i według uznania dzielić je z innymi firmami bez naszej zgody?
Open Social byłoby prawdziwą rewolucją w użyteczności. Jednak ja nie chcę z niej korzystać dopóki nie będzie mi zapewniona kontrola nad moimi danymi. Nawet jeśli ufam Google, to nie umiem zaufać News Corporation Murdocha.
Szanujesz prywatność? Uważaj na platformy z Open Social.
[edited 03.11.2007]

tabloid hoaxed
[Rys 1. Tak wygląda tabloid :)]
Miałem wczoraj wieczorną Polaków blip-rozmowę z Netto na ten temat - zaczęło się od tabloidyzacji blogosfery, skończyło na planie zdobycia świata przez szafy grające :)
Netto wykazał mi, że to przejęcie danych po pierwsze nie zależy od API tylko od implementacji i (po drugie) dał nadzieję graniczącą z pewnością, że Google w tej implementacji palców nie macza.
Więc uspokajam, u siebie i w komentarzach u netto.
Chyba jeszcze nie teraz nam te dane zabiorą. Ale uważać trzeba. W sprawach prywatności możecie liczyć, że wnet pierwszy zacznie narodową histerię.
Komentarze (22)
Reklamy i kłamstwa na blogach, pomroczność jasna.
 Oceń wpis
   
Dziś na Mashable! Pete Cashmore [swoją drogą, adekwatne nazwisko do tematu] dość uroczo zastanawia się: "Co jeśli czołowi blogerzy dostają pieniądze za reklamę bez oznaczenia jej treści?".
W komentarzach do najbardziej znanych blogów takie podejrzenie często pojawia się w komentarzach, jednak zwykle czytelnicy nie traktują go poważnie. BusinessWeek pisze o dochodach najbardziej znanych blogerów. To nie są małe pieniądze. BoingBoing ma podobno ponad milion dolarów z reklamy rocznie.
"Czy zaryzykowałbyś taki roczny dochód za jeden większy zastrzyk gotówki?"- pyta Cashmore. Przecież taka wykryta fałszywa informacja zmniejszy oglądalność i wpływy z oficjalnych reklam. Dla Amerykanina to oczywiste.

"Czy na pewno oszustwo zmniejszy dochody także w Polsce?" Czy przestaliście czytać ZjadamyReklamy, albo AK74 po tym jak oszukali nas wszystkich? Czy zauważyliście, żeby oni mieli mniej zleceń? Bo mi się wydaje, że jest wręcz przeciwnie. Teraz są znani i zapraszani, prowadzą kolejne projekty. Może właśnie dlatego, że sprzedali nasze zaufanie.

Czytacie ich dalej, nawet ja czytam Artura (Ireny nigdy nie czytałem).
Dlatego nie mogę się zgodzić z Cashmore'm. Ryzyko polskiego blogera-reklamiarza jest niewielkie, jeśli ktoś straci to nabrany czytelnik a nie blogger.

Jest jeszcze cisza wyborcza, więc nie będę się rozwodził nad tym, że to specyficznie polskie zjawisko, zasiane na początku naszej nowej demokracji. To się zaczęło zaraz po odejściu rządu Mazowieckiego, kiedy otoczenie prezydenta Wałęsy a zwłaszcza partia Porozumienie Centrum braci Kaczyńskich, zaczęła proces przyzwalania na korupcję.
Na rady nadzorcze obsadzane przez ministrów i urzędników ministerstwa, na "dorabianie", "zabezpieczanie partii" przez przejmowanie mienia państwowego. Niestety nikt tego nie przerwał, nikt nie powiedział, że tak nie wolno, że urzędnik ma swoją pensję i honor służby cywilnej i zakazane mu są inne synekury.

To się rozlało na nas wszystkich, wszyscy myślimy, że to normalne, że ktoś "dorabia", że jeśli nie ma przepisu to wolno, że jeśli jest przepis to można go obejść. Że kasa usprawiedliwia. Naprawdę tak myślimy, czy tylko coś nas zaćmiło na chwilę?
Czy to nie jest "pomroczność jasna" całego społeczeństwa?
Polecam Wam wszystkim zbiór felietonów Jacka Żakowskiego pt. "Nauczka".
Mamy nauczkę, ale jeszcze nie tak dużą. Jeszcze nie do końca wiemy, że uczciwość to ważna sprawa. Ważniejsza niż szybki zysk. Także na blogach. I z dwojga złego, używajcie znaczka Krytyków, zamiast nas oszukiwać.
Komentarze (5)
Skype + MySpace = darmowe rozmowy. Dla prawie wszystkich.
 Oceń wpis
   
Od listopada 110 milionów użytkowników serwisu społecznościowego MySpace uzyska możliwość prowadzenia darmowych rozmów telefonicznych za pośrednictwem Skype. W tym celu obie firmy stworzyły nową, skypeową wersję komunikatora MySpaceIM.

Jest to pierwszy przypadek zastosowania technologii Skype w aplikacji wyprodukowanej przez inną firmę i kolejny krok oddzielenia sieci skype od samej aplikacji (pierwszym było środowisko deweloperskie i możliwośc tworzenia aplikacji dołączanych do komunikatora skype).

Aby skorzystać z usługi skype na MySpace nie będzie wymagane pobieranie aplikacji skype, wystarczy MySpaceIM. MySpaceIM ma w tej chwili 25 milionów użytkowników, zaś z sieci skype korzysta kiedy to pisze 5 mln osób, ale zarejestrowanych jest ponad 100 mln kont.
Rozmowy będzie można wywoływać także bezpośrednio przez linki umieszczone w profilach na MySpace.
Nowa usługa będzie wprowadzona w 20 krajach w których MySpace ma lokalizowane wersje. U nas nie. W Polsce MySpace ma na razie tylko puste biuro w Krakowie. Skype możemy sobie za to pobrać z onetu. I proszę bez malkontenctwa, ja pamiętam jak nawet na stacjonarny telefon (to taki z kabelkiem od ściany) czekało się 5 lat.

[via: TechCrunch]
Komentarze (1)
Telewizja internetowa? Tylko dla członków Bebo.
 Oceń wpis
   
Uwaga Kiwi!Na razie w Nowej Zelandii.
TVNZ - największa nowozelandzka sieć telewizyjna podpisała umowę partnerską z bebo - jednym z serwisów społecznościowych. Bebo jest bardzo popularne w Nowej Zelandii, w czerwcu miało tam aż 768 000 użytkowników, podczas gdy konkurencyjny myspace tylko 168 000. Bebo ma też rekordową w NZ liczbę odsłon a w ciągu ostatniego roku podwoiło liczbę użytkowników. Aż 48% uczących się osób w Nowej Zelandii ma swoje konto na bebo. Pewną słabością bebo może być jednak fakt, że koszystają z niego głównie nastolatki, aż 1/3 spośród przebadanych 2 mln nowozelandzkich kont widocznych publicznie należy zaś do użytkowników poniżej 18 roku życia.
Innym problemem jest zauważone przez nowozelandzką policję używanie bebo do niezbyt reklamowych celów. Otóż młode nowozelandki oferują na bebo usługi seksualne w zamian za narkotyki i używają sieci do wyszukiwania dealerów, którzy z kolei używają bebo do swojego marketingu :)
Zaletą reklam na bebo jest za to czas kontaktu - przeciętny użytkownik spędza na bebo ponad 43 minuty dziennie.
Połączone TVNZ i bebo stanowią potężny kanał reklamowy, docierający do 1,5 miliona osób (w NZ mieszka około 4 milionów ludzi). TVNZ będzie sprzedawać reklamy w bebo, zaś użytkownicy bebo dostaną ekskluzywny dostęp do tzw. "materiałów premium" telewizji.

To partnerstwo to moim zdaniem bardzo ciekawy eksperyment, jeśli opłaci się telewizji (bebo opłaci się na pewno - w końcu zyskują dostęp do biura reklamy, w którym są wszystkie duże budżety reklamowe w nowej zelandii), to możemy czekać na podobne partnerstwa w Polsce.

Jak Wam się podoba wizja: TVN tylko dla trolli z onet forum, Polsat dla gronowiczów, a publiczna dla użytkowników fotki? Albo sojusz salonu24 z TV TRWAM? :)

Mówiąc bardziej serio, czy myślicie, że w Polsce jest serwis społecznościowy, który mógłby zainteresować jakąkolwiek telewizję jako powierzchnia reklamowa?

[via: Mashable!]
Komentarze (2)
1 | 2 | 3 | 4 |
Ankieta
Co stanie się z telewizorami?
Zostaną wyparte przez komputery PC
Przejmą funkcje komputerów PC
Razem z PC znikną z rynku
Będą się rozwijać niezależnie od komputerów
Nie mam zdania na ten temat
Mam inne zdanie (komentarz pod wpisem)
O mnie
Piotr Wrzosiński
Piotr Wrzosiński
Najnowsze wpisy
2011-10-03 10:41 W zeszłym tygodniu pod nowym adresem
2011-09-25 18:20 Minął kolejny tydzień
2011-09-19 11:07 Podsumowanie tygodnia
2011-09-12 13:37 Przedruk i przeprowadzka
2011-09-02 17:36 Wybierz swój e-book!
Najnowsze komentarze
2015-02-24 18:33
KamilDawid:
Minął kolejny tydzień
Mam nadzieje, że to nie będzie koniec bloga. Zapraszam
2014-10-08 04:36
Thank you:
Nie ukradliśmy tego HTC z Windows Mobile. Serio.
Thank you http://gamesfree4flash.blogspot.com/[...]
2014-10-08 04:34
Thank you:
Nie ukradliśmy tego HTC z Windows Mobile. Serio.
Thank you http://downloadgamesair.blogspot.com/[...]