Kiedy mówimy o biznesie internetowym posługujemy się nośnymi markami, wykresami wzrostu, tabelkami wyliczającymi zasięg, odsłony i użytkowników. Facebook czy nawet nasza-klasa dają nam wrażenie, że sieć jest globalna a uczestniczą w niej wszyscy. Wystarczy jednak przyjąć nieco inną perspektywę, aby zobaczyć jak wiele jest jeszcze przed nami.
Do takiego spojrzenia idealnie nadają się mapy. Jedna z takich map przykuła moją uwagę w zeszłym tygodniu. To opracowana w ramach projektu Global Internet Geography mapa połączeń internetowych na świecie (większa wersja tutaj).

Popatrzcie jak bardzo wymiana danych skoncentrowana jest na USA. Jak potężne łącza są między USA, Wielką Brytanią, Niemcami. Jak upośledzona jest Afryka. A przecież jest znacznie lepiej niż na mapie z tego samego raportu w 2005 roku (na mapce są zaznaczone międzynarodowe połączenia o przepustowości powyżej 9Gb/s według stanu na połowę 2005 roku).

Patrząc z bliska na Europę, możemy też zauważyć, że Polska w gruncie rzeczy ma tylko jedną szybką drogę przesyłania danych do globalnej Sieci.
Internet nie jest globalny - jest ściśle związany z amerykańską gospodarką i jej wpływami. Według danych koncernu Nokia poza zasięgiem najpopularniejszej usługi internetowej - poczty e-mail - pozostaje aż 75% ludzkości. Internet World Stats podają bardziej optymistyczne szacunki. Internet dociera do aż (tylko?) 22% ludzi.
Z drugiej strony, ta "garstka" internautów to mimo wszystko blisko 1,5 miliarda potencjalnych czytelników, klientów, wyznawców. Dotarcie do nich jest bardzo wartościowe. Komu się to udało pokazuje inna bardzo ładna mapa, przygotowana przez Information Architects Japan. Na schemacie tokijskiego metro można zobaczyć najważniejsze trendy w internecie w 2008 roku. Na dodatek zmyślnie ułożone.

Klikalna, duża wersja mapy jest tutaj. Niestety nie ma na niej żadnego serwisu z Polski. Jak spojrzycie na mapę połączeń, łatwiej zrozumieć dlaczego.




