Czy Facebooka kupiła uzbecka mafia?
 Oceń wpis
   
General director of Gazprominvestholding and c...

Image via Wikipedia

Na pewno już przeczytaliście o inwestycji Goldman Sachs w Facebooka. To ciekawe, ale dużo ciekawsze jest, kto sfinansował rosyjską część tej inwestycji. Czy nasze dane są teraz własnością uzbeckiego gangstera?


O DST i Juriju Milnerze pisałem w czerwcu 2008 roku, kiedy wraz z Bartkiem Ciszewskim odkryliśmy, że w tajemnicy przejął on polski serwis Nasza-Klasa.pl. NK.pl została przez Rosjan sprzedana, a DST inwestuje w Facebooka. Milnera nie było jednak stać na tak wielkie inwestycje. Prawdziwym właścicielem Facebook jest teraz Aliszer Usmanow (inne formy pisowni imienia i nazwiska: Uliszer, Aliszer, Usmanov, Ushmanov).

Usmanow to uzbecki biznesmen, inwestujący dotąd w kopalnie węgla i rudy żelaza na Uralu. Według Forbes z majątkiem 7.2 mld dolarów jest setnym najbogatszym człowiekiem świata. Przed wejściem w DST najbardziej znany na zachodzie był z próby przejęcia klubu piłkarskiego Arsenal.

Usmanow to dla mediów “rosyjski oligarcha” bądź “szanowany biznesmen”. Jednak zdaniem osób znających jego przeszłość, Usmanow to zwykły bandzior. Gdy w 1984 roku rodził się twórca Facebooka, Zuckerberg, jego dzisiejszy partner biznesowy odsiadywał wyrok za oszustwa w sowieckiej tiurmie. Były brytyjski ambasador w Uzbekistanie Craig Murray artykuł o Usmanowie zatytułował zupełnie niedyplomatycznie: “Alisher Usmanov, potential Arsenal chairman, is a Vicious Thug, Criminal, Racketeer, Heroin Trafficker and Accused Rapist”(Aliszer Usmanow, potencjalny prezes Arsenalu to podejrzewany o gwałt bandyta, kryminalista, aferzysta oraz przemytnik heroiny).

Usmanow zareagował na ten wpis bardzo szybko - blog Murraya zniknął z sieci po pogróżkach prawników skierowanych do providera (Fasthost). W Anglii prawo nakazuje niezwłocznie usunąć treści, które mogą być pomówieniem. Blog Murraya szybko wrócił do sieci. Mimo wysiłków broniącej Usmanowa Quilliam Foundation i pogróżek prawnika Clarke’a Willmotta, sprawa nigdy nie trafiła do sądu. Czyżby Murray napisał prawdę?

Oficjalne stanowisko prawników Usmanowa w sprawie zarzutów brzmi jak legenda opozycjonisty – może nie Havla czy Kuronia, ale na pewno ważniejszego niż Jarosław Kaczyński.

“Pan Usmanow był więziony pod różnymi zarzutami w czasach sowieckiego reżimu. Zapewniamy, że nasz Klient nigdy nie popełnił żadnego z zarzucanych mu czynów. Został w pełni ułaskawiony po objęciu władzy przez Prezydenta Michaiła Gorbaczowa. Wszystkie materiały dotyczace jego spraw zostały usunięte z policyjnych archiwów. Pan Usmanow ma status niekaranego”.

Również w wywiadzie dla Guardiana, Usmanow odrzuca wszystkie zarzuty.

Rzeczywistość wygląda inaczej. Nowy właściciel udziałów w Facebooku, Uliszer Usmanow był zwykłym bandytą. Jego zarzuty nie miały nic wspólnego z polityką i słusznie odsiedział sześcioletni wyrok. Jego zwolnienie nie miało nic wspólnego z szanowanym na Zachodzie Gorbaczowem. Wręcz przeciwnie, Usmanow został zwolniony z więzienia dopiero kiedy Gorbaczow utracił kontrolę nad uzbeckim dyktatorem Islamem Karimowem. Karimow wypuścił Asimova po interwencji innego uzbeckiego gangstera, Gafura Rakimowa. Główne zajęcie Rakimowa to handel heroiną, oprócz tego jest m.in. działaczem sportowym. Powoływanie się na Gorbaczowa jest tym zabawniejsze, że Karimow popierał puczystów, którzy w 1991 roku uprowadzili rosyjskiego prezydenta w czasie przewrotu sierpniowego, który nie powiódł się tylko dzięki interwencji Jelcyna.

Usmanow po zwolnieniu z więzienia zajął się plądrowaniem uzbeckich zasobów naturalnych w ramach prywatyzacji. Usmanow ma potężnych przyjaciół. Córka uzbeckiego dyktatora, Gulnara Karimow, opisywana przez amerykańskiego ambasadora w ujawnionej przez WikiLeaks depeszy jako najbardziej znienawidzona osoba w Uzbekistanie jest jego partnerką. Były doradca i przyjaciel Putina - Sergiej Jastrzębski (dziś w niełasce, zajmuje się kręceniem filmów w Afryce) to szkolny kolega Usmanowa z MGIMO.

Uzbecki magnat staje na czele grupy Gazprominvestholdings, która zajmuje się zagranicznymi inwestycjami rosyjskiego koncernu energetycznego. Usmanow za pieniądze Gazpromu realizuje także zadania polityczne - m.in. przejmując niewygodne, niezależne media w krajach byłego Związku Radzieckiego. Usmanow osobiście kupił m.in. rosyjski Kommiersant. Po przejęciu gazeta zyskała nowego, proputinowskiego redaktora naczelnego, straciła zaś reportera Iwana Safronowa. Safronow “popełnił samobójstwo” z powodu pracy nad artykułem demaskującym nielegalny handel rosyjską bronią prowadzony przez FSB na Bliskim Wschodzie. Usmanow był też odpowiedzialny za odcinanie gazu niepokornym republikom, m.in. Gruzji.

Zarzuty wobec Usmanowa przetoczyły się przez brytyjskie media, a nawet parlament, kiedy uzbecki oligarcha zainwestował w londyński Arsenal. Usmanow straszył sądami, jednak do żadnej rozprawy nie doszło. Spośród nagłaśnianych w Rosji i w Wielkiej Brytanii przewin Usmanowa jedynie oskarżenia o brutalny gwałt nie mają poważnych podstaw. Być może dlatego, że według Murraya zarówno ofiara, jak i świadkowie zniknęli w niewyjaśnionych okolicznościach.

Gdy Usmanow kupował Arsenal zaniepokojeni byli głównie kibice Premier League. Dziś ten sam człowiek przejmuje kontrolę nad danymi, które lekkomyślnie wpisaliśmy do facebooka. Nawet jeśli już się zresocjalizował, działa uczciwie i wcale nie współpracuje z FSB, jakoś nie mam do niego zaufania. Czas na wirtualną emigrację?

Komentarze (11)
Alternatywa dla Facebooka?
 Oceń wpis
   

Kolejne zmiany w zasadach użytkowania i polityce prywatności facebooka owocują dyskusjami i spektakularnymi gestami części bardziej zaawansowanych użytkowników Internetu. Nie zmienia się jednak trend błyskawicznego wzrostu tego serwisu, także w Polsce. Ludzie lubią facebooka i nie przejmują się zmianami zasad, prawdopodobnie nawet ich nie znają.

diaspora logo

Czy problem naprawdę jest wart roztrząsania? Czy powinnismy “dezaktywować” swoje konta na FB? Faktycznie, ilość informacji o naszych zwyczajach udostępniana domyślnie przez Facebook wszystkim zainteresowanym dramatycznie wzrosła w stosunku do zasad stosowanych na początku działania serwisu.

Matt McKeon na podstawie analizy zmian w regulaminach Facebooka wykonanej przez EFF, przygotował wizualizację, która pokazuje, jak bardzo zmieniły się zasady gry proponowane użytkownikom serwisu jako domyślne

prywatność Facebook 2005 (Matt McKenon)

Rys: Informacje z konta Facebook domyślnie udostępniane w 2005 roku (Matt McKeon)

prywatność Facebook 2010 (Matt McKenon)

Rys: Informacje z konta Facebook domyślnie udostępniane w kwietniu 2010 roku (Matt McKeon)

Facebook tworzy kolejne mechanizmy mające na celu zbieranie informacji na temat działań swoich użytkowników w innych serwisach. Wprowadzone niedawno “społeczne wtyczki” (social plugins) umieszczane w serwisach innych niż Facebook pozwalają na zbieranie informacji o tym, z jakich stron korzystają użytkownicy serwisu oraz jakie treści polecają swoim znajomym.

Facebook nie przekazuje tych danych właścicielom serwisów, które zamieszczają social plugins. Zebrane dane będą mu służyć do oferowania skutecznych kampanii reklamowych. Wtyczki po tygodniu od ich udostępnienia były uruchomione w ponad 50 000 serwisach - jeśli przeglądasz je będąc zalogowanym w Facebooku, dane o tym trafią do firmy Marka Zuckerberga.

Fred Stutzman z University of North Carolina sprawdził, co dzieje się, kiedy korzystasz ze stron internetowych 15 największych serwisów informacyjnych w USA. Aż 9 z nich przekazywało informacje do Facebooka: MSNBC, CNN, CBS, ABC, Fox News, Washington Post, Tribune, USATODAY (Gannet) oraz serwisy lokalnych gazet należących do firmy McClatchy. 

Warto zauważyć, ze ikony niezależnego dziennikarstwa, The New York Times oraz BBC nie dołączyły do Open Graph. Zuckerberg nie dowie się też co czytamy w serwisach news Yahoo, AOL i Google - konkurujących z Facebookiem na rynku reklamy internetowej.

Zbieranie coraz większej liczby informacji i udostępnianie ich poza kontrolą użytkowników prowokuje mniej lub bardziej spektakularne protesty. Jednym z nich jest akcja QuitFacebookDay - zachęcająca do zrezygnowania z serwisu Facebook w dniu 31 maja 2010.

Facebook ignoruje takie akcje. Ich skala nie ma żadnego wpływu na jego działalność. Co więcej, poziom zadowolenia użytkowników Facebooka również nie ma zbyt dużego wpływu na jego rozwój. Prawdziwym problemem z Facebook nie jest zagrożenie prywatności użytkowników. Problemem jest brak kontroli nad środowiskiem interakcji społecznej oraz brak wpływu na zasady tej interakcji przez użytkowników.

Facebook już od dawna nie jest społecznością tworzoną z myślą o użytkownikach. Dziś Facebook pracuje dla reklamodawców oraz twórców aplikacji. Facebook nie jest podwórkiem ani szkolnym korytarzem. To raczej galeria handlowa. Reguły i funkcje w serwisie są tworzone z myślą o biznesie i z natury rzeczy ograniczają wolność użytkowników - tak, aby usprawnić zarabianie na nich.

Mimo to, z Facebooka praktycznie nie da się dziś zrezygnować. Przez swoją skalę stanowi dziś jedno z głównych miejsc interakcji online. Brak konta na Facebooku oznacza dziś pozostawanie poza swoją społecznością. Według badań Pew Research aż 73 proc. dorosłych użytkowników Internetu w USA ma konta na Facebooku. Według badania Social Media Matters 2010, aż 47 proc. amerykańskich internautów codziennie zagląda do tego serwisu.

Czy oznacza to, że Facebook przejmie wszystkie interakcje, a poza nim “nie będzie niczego”? Niekoniecznie. Ogromna skala Facebooka ogranicza jego zastosowania. Ze względu na konieczność globalnego dostosowywania się do wymagań lokalnych regulatorów rynku, Facebook musi zabraniać wielu rzeczy - strzec praw właścicieli znaków towarowych, cenzurować “niemoralne” zdjęcia i teksty etc. W rezultacie użytkownicy otrzymują ujednolicony, akceptowalny produkt bez możliwości jego modyfikacji.

To trochę jak kawiarnie Starbucks. Pasuje wszystkim, ale raczej nikogo nie zachwyca na dłuższą metę. Nawet wykorzystując zaawansowany marketing i przewagę finansową Starbucks nie wyeliminuje konkurencji w postaci malutkich “cafe luis” z poszczerbionymi filiżankami i super mocną kawą. Nie wygra też z herbaciarnią w stylu Zen.

Na dodatek oprócz Facebooka/Starbucksa istnieją inni potężni gracze lokalni (Nasza-Klasa/Coffee Heaven) i globalni (LinkedIn/McDonalds) ze swoją specyfiką i zasobami pozwalającymi na konkurencję. Istnieje też sporo ludzi, którzy swoją kawę parzą w domu. Czy są ludzie, którzy w domu będą tworzyć swojego Facebooka?

Oczywiście, że są. Jednym z najnowszych projektów, które mają na celu zbudowanie takiego Facebooka dostosowanego do własnych potrzeb jest Diaspora. Diaspora opiera się na idei GNU Social. Jej oprogramowanie ma być wolne i zapewniać pełną kontrolę nad tym jakie dane i komu udostępniamy. Sieć Diaspora ma być całkowicie zdecentralizowana - każdy użytkownik miałby w komputerze serwer ze swoim profilem. Diaspora ma być też chroniona silnym szyfrowaniem GPG.

Diaspora: Personally Controlled, Do-It-All, Distributed Open-Source Social Network from daniel grippi on Vimeo

Na razie projekt jest w sferze marzeń. Jego twórcy zebrali na swój projekt już ponad 160 000 dolarów (też możesz się dorzucić), oraz spore zainteresowanie społeczności Open Source, w tym m.in. Luisa Villa z Fundacji Mozilla. Także główne media zainteresowały się projektem.

Trudno powiedzieć, czy Diaspora będzie kiedyś prawdziwą alternatywą dla Facebooka. Projekt OneSocialWeb oparty na XMPP i dotowany przez Vodafone na razie nie okazał się sukcesem. To samo można powiedzieć o wolnej wersji Twittera - serwisie Identi.ca. Bazująca na podobnym pomyśle "własnego serwera" Opera Unite nie zdobyła serc użytkowników. Mimo to, wspieram projekt Diaspora. Każda alternatywa jest lepsza niż brak wyboru.

Komentarze (4)
Jak nie zostać Kataryną - anonimowość jest możliwa.
 Oceń wpis
   

Jedna ze znanych blogerek politycznych straciła swoją anonimowość. Choć prawdopodobnie nie będzie to dla niej tak straszne, jak się tego obawiała, warto zapewnić, że innym nie przytrafi się ta przykrość. Przeczytaj, jak ochronić swoją prywatność w Sieci. Żeby nie tylko byle menda z Dziennika, ale nawet psy gończe z CBA nie mogły Ci zamknąć ust

Czego potrzebujesz:
1. Sprzęt:

Pamięć flash o pojemności większej niż 8 GB, lub prywatny, należący do Ciebie komputer z dowolnym systemem operacyjnym. Możesz też używać komputera z którego korzystasz Ty i inni domownicy, jednak z natury rzeczy rodzi to niebezpieczeństwo, że ktoś zapyta Cię o dziwne pliki lub programy.

2. Oprogramowanie:

- maszyna wirtualna: VirtualBox
- obraz dysku instalacyjnego systemu operacyjnego Windows XP, Windows Vista, Windows 7 lub dowolnej dystrybucji Linux.
Dlaczego czasem lepiej wybrać Windows? W Windows prawdopodobnie czujesz się swobodniej niż na Linuksie. Co więcej połączenia z komputerów Windows giną w tłumie, Linux się wyróżnia w logach. Poniżej wymienione programy zapewnią Ci na Windowsach bezpieczeństwo takie samo jak na dobrze skonfigurowanej maszynie z "chakierskim" Linuksem.- zaawansowane szyfrowanie: TrueCrypt do szyfrowania danych na dysku, GPG4Win lub GnuPG do szyfrowania i podpisywania wiadomości przesyłanych przez e-mail.
- przeglądarka Firefox zintegrowana z programem TOR oraz dodatki do przeglądarki:

- dla Windows standardowy darmowy program antywirusowy, antispyware oraz zapora sieciowa oraz program PG2.

Jak to zrobić?

Przy pomocy programu True Crypt utwórz na swojej pamięci USB lub dysku komputera zaszyfrowaną partycję. W niej ukryj drugą zaszyfrowaną partycję w postaci pliku o losowej, nic nie mówiącej nazwie.
W partycji wyższego rzędu umieść coś, co można chcieć ukryć, ale nie jest to nielegalne ani związane z anonimową działalnością (np. dane konta bankowego, albo dostęp do do jednego z Twoich kont e-mail, jakieś dokumenty etc.)

Dlaczego mam tworzyć dodatkowa ukrytą partycję? W wypadku kompromitacji może pojawić się konieczność ujawnienia klucza do zaszyfrowanego urządzenia. Atakujący twoją prywatność prawdopodobnie zadowoli się złamaniem pierwszego zabezpieczenia, zaś ukrytej partycji nie będzie w stanie odczytać.W ukrytej partycji umieść program VirtualBox i stwórz w nim maszynę wirtualną z obrazu płyty instalacyjnej.
Po co mi maszyna wirtualna? Teraz masz ukryty, całkiem nowy wirtualny komputer ze świeżym systemem. Cokolwiek się nie stanie w trakcie jego działania, nie ma tam żadnych danych, które mogą Cię identyfikować. Nie stracisz żadnych danych w wypadku włamania do systemu.W nowym systemie uruchom systemową przeglądarkę i pobierz Firefoksa z Torem, zainstaluj w nim potrzebne dodatki, ktorych lista znajduje się wyżej. Firefox powinien być Twoją domyślną przeglądarką w tym systemie.

Jeśli Twój system wirtualny to Windows, zainstaluj też programy antywirusowy, antyspyware i zaporę sieciową, oraz program Peer Guardian 2, który automatycznie blokuje połączenia z IP instytucji rzadowych, edukacyjnych, zajmujących się ochroną praw autorskich itp. Musisz w jego konfiguracji zaznaczyć blokadę HTTP, aby uchronił cię przed przypadkowym otwieraniem takich witryn. W systemie Linux możesz skorzystać z aplikacji MoBlock.

Twój system jest gotowy do pracy. Od tej pory do swojej anonimowej działalności używasz tylko Firefoxa łączącego się przez TOR z ukrytej w szyfrowanej partycji maszyny wirtualnej. Oznacza to, że musisz uzbroić się w cierpliwość - TOR bardzo spowalnia połączenia, ale nie daje szans na wykrycie skąd się łączysz z Internetem. Zdarza się też, że Google wymaga wpełnienia pola captcha sprawdzając, czy nie jesteś botem.

Załóż konto e-mail u dużego dostawcy. Bardzo popularny Gmail to dobry wybór - Google nie boi się nacisków rządów a wśród milionów użytkowników łatwo się zgubić. Żeby poczta była bezpieczna, możesz chciec czasem szyfrować swoje wiadomości. W systemie Windows potrzebujesz więc aplikacji GPG4Win, w Linuksie pewnie znajdziesz GnuPG. Jeśli chcesz korzystać z interfejsu www do firefoxa doinstaluj wtyczkę FireGPG, jeśli wolisz program pocztowy użyj Thunderbirda i dodatku Enigmail.

Pamiętaj, że nazwa użytkownika powinna być losowa, najlepiej otwórz jakąś książkę i wybierz losowe słowo na swój pseudonim. Załóż swojego bloga, na dużej platformie - blogger.com lub wordpress.com będą dużo bardziej odporne na wdzięki polskich ministrów sprawiedliwości niż Igor Janke, który sam nawoływał do odkrycia tożsamości słynnego Ketmana - Matki-Kurki

Napisz pierwszych kilka wpisów i zacznij swoim anonimowym bohaterem komentować wpisy na forach dyskusyjnych oraz znanych blogach. Cytuj i chętniej linkuj innych. Jeśli masz coś do powiedzenia, na pewno Cię zauważą.

Aby Twoje anonimowe wpisy nigdy nie zostały powiązane z Tobą, musisz stworzyć nową postać - internetową personę bez historii. Nowa persona nie powinna znać Ciebie ani Twoich wcześniejszych i obecnych wpisów. Musisz wystrzegać się: jakichkolwiek odwołań do własnej biografii, odnośników do swoich własnych tekstów, emocjonalnych dyskusji, w których łatwo napisać o słowo za dużo.

Niestety nikt nie jest w stanie zagwarantować pełnego bezpieczeństwa jakiejkolwiek informacji. Narzędzia opisane powyżej są oparte na otwartych i znanych metodach. Jawność jest zwykle najlepszą metodą zabezpieczenia. Także przed szantażem, takim jak ten przed którym stanęła Kataryna.

Poza tym, chciałbym spytać, jawnie lub anonimowo, myślicie, że Dziennikowi ktokolwiek powierzy jakąś tajemnicę? Moim zdaniem Cezary Michalski popełnił zawodowe samobójstwo.

Komentarze (18)
Darmowe wizytówki od Google - inwestycja stulecia?
 Oceń wpis
   

Google zdominowało już wyszukiwanie i reklamę w Internecie. Teraz chce zdominować nasze relacje społeczne. W zamian daje 25 papierowych wizytówek.

Zamiast jednak kopać się z istniejącymi serwisami takimi jak facebook czy nasza-klasa, zamienia nasz login z konta Google w najważniejszy (a docelowo jedyny?) identyfikator. Na dodatek wyszukiwarki ludzi takie jak Szuku.pl stają się zbędne - wystarczy Google.

Usługa Google Profile to stosunkowo świeży, ale bardzo mocno promowany pomysł na przejęcie "społecznościowej" warstwy internetu. choć profile Google stworzyły nam już jakiś rok temu (w grudniu 2007 roku),  to ich prawdziwe przeznaczenie stało się jasne dopiero w kwietniu 2009.

Najpierw Google ogłosił, ze nasz profil pojawi się w wynikach wyszukiwania. Następnie umożliwiono zmianę adresu profilu na "przyjazny" czyli identyczny z loginem poczty GMail (np.: http://www.google.com/profiles/pwrzosin). Wcześniej używano bowiem identyfikatora z usługi Picasa Web Albums, niemożliwego do zapamiętania dla większości śmiertelników. Dzisiaj Google zaskoczył nową promocją swoich profili. Użytkownicy z USA mogą zamówić sobie drukowane wizytówki z profilem Google. Wygląda to tak:

Konto Google już dziś dzięki implementacji podobnej do OpenID metody logowania umożliwia dostęp do wielu aplikacji. Używając jednego loginu w wielu aplikacjach w końcu potrzebujemy jednego miejsca, gdzie zbiorą się wszystkie nasze aktywności. W Polsce coś takiego proponuje niezbyt udany flaker, jednak w światowym internecie o bycie takim centrum aktywności walczą giganci.

Microsoft w nowej odsłonie Windows Live proponuje łączenie aktywności z 23 serwisów, w tym tych największych: facebook, twitter, flickr, last.fm i oczywiście Windows Live Messenger. FriendFeed, do którego można logować się kontem Google, łączy strumienie informacji z 57 aplikacji oraz dowolnie definiowanych kanałów RSS.

Wszystko to pięknie działa, ale w rezultacie śledząc mnie w takiej platformie otrzymasz albo duplikaty informacji (np. to udostępniam w Google Reader jest wysyłane na twitterze i republikowane na polskim Blip.pl, podobnie stanie się z informacją o publikacji posta na Wnet). Jeśli z kolei nie ustawiłbym automatycznego powielania, to informacja wysłana na jedną z platform nie dotarłaby do osób korzystających z innych serwisów.

Google Profile może być rozwiązaniem tego problemu -jesli się uda, to za kilka miesięcy będzie można zdecydować: chcę śledzić informacje z profilu XYZ. A Google elegancko prześle nam informacje z wszystkich zdefiniowanych w profilu (lub wyszukanych przez boty) serwisów, na których udziela się XYZ. Nie możesz zrobić drugiego twittera? Spraw, żeby jego użytkownicy czytali go na Twoich stronach - ta strategia może się powieść.

Puentą tego wpisu jest jednak przebiegłość biznesowa Google. Amerykańska firma iPrint wydrukuje i dostarczy do 100 tysięcy osób pakiety 25 wizytówek. Według cennika taka usługa to koszt około 200 tysięcy USD. Prawdopodobnie Google dostanie te wizytówki w barterze (czyli w zamian za reklamę). Nawet jeśli zapłaci pełną kwotę - to naprawdę bardzo niewiele za przejęcie ruchu z największych serwisów społecznościowych. Na pewno mniej niż płacą ostatnio polskie portale za fikcyjne cesje domen szemranych serwisów.

Komentarze (8)
StreetView w Warszawie, już jest!
 Oceń wpis
   

W sierpniu zeszłego roku informowałem na wnet o tajemniczych samochodach fotografujących polskie miasta. Zagadka jest już rozwiązana.

Złapaliśmy szpiega nie pracującego dla Google! Zdjęcia robiła rumuńska firma eXtreme Soft Group. To ona wypuściła na ulice naszych miast szpiegowskie Dacie Logan.

Zdjęcia z Warszawy, Krakowa, Poznania oraz Wrocławia możecie oglądać tutaj. Norc.ro nie jest związany z Google, ale korzysta z API Google Maps. W rezultacie mamy "niezależne" ale równie (nie)dobre StreetView w Polsce. Zdjęcia były robione także w Austrii, Czechach, Rumunii i na Słowacji.

Swoją drogą, skoro to takie łatwe, tylko czekać aż kolejne nieznane firmy będą nam kraść prywatność.

[via: google operating system]

 

Komentarze (5)
1 | 2 | 3 |
Ankieta
Co stanie się z telewizorami?
Zostaną wyparte przez komputery PC
Przejmą funkcje komputerów PC
Razem z PC znikną z rynku
Będą się rozwijać niezależnie od komputerów
Nie mam zdania na ten temat
Mam inne zdanie (komentarz pod wpisem)
O mnie
Piotr Wrzosiński
Piotr Wrzosiński
Najnowsze wpisy
2011-10-03 10:41 W zeszłym tygodniu pod nowym adresem
2011-09-25 18:20 Minął kolejny tydzień
2011-09-19 11:07 Podsumowanie tygodnia
2011-09-12 13:37 Przedruk i przeprowadzka
2011-09-02 17:36 Wybierz swój e-book!
Najnowsze komentarze
2015-02-24 18:33
KamilDawid:
Minął kolejny tydzień
Mam nadzieje, że to nie będzie koniec bloga. Zapraszam
2014-10-08 04:36
Thank you:
Nie ukradliśmy tego HTC z Windows Mobile. Serio.
Thank you http://gamesfree4flash.blogspot.com/[...]
2014-10-08 04:34
Thank you:
Nie ukradliśmy tego HTC z Windows Mobile. Serio.
Thank you http://downloadgamesair.blogspot.com/[...]