Po ogłoszeniu kolejnych konkursów na startupy nieodmiennie pojawia się pytanie: A co jeśli oni ukradną mój wspaniały pomysł? Razem z Olgierdem Rudakiem, redaktorem naczelnym czasopisma Lege Artis, oraz prawnikiem Money.pl, które rozdaje Milion na Startup, postanowiliśmy rozwiać wasze wątpliwości.
Na szczęście prawdopodobnie nikt nie chce ukraść Twojego pomysłu.
1. Inwestor jest OK.
Przede wszystkim zastanów się nad swoją sytuacją. Skoro idziesz do kogoś myśląc, że ten ktoś da Ci pieniądze na Twój biznes, prawdopodobnie darzysz go jakims zaufaniem. Ten ktoś również poświęcając Ci czas obdarza Cię zaufaniem. W Polsce według prof. Czapińskiego mamy deficyt zaufania. Jednak zaufanie jest niezbędne aby wspólnie tworzyć biznes. Jeśli potencjalny inwestor go nie wzbudza, po prostu do niego nie idź. I tak razem nie zrobicie kokosów.
2. Kradzione nie tuczy. Zwłaszcza inwestorów.
Jeśli inwestor ma już znaną markę (pewnie ma, skoro go wybierasz), prawdopodobnie ani mu w głowie robienie sobie smrodu. Pamiętaj, że to jest jego biznes. W czasach internetu możesz łatwo odstraszyć od złodzieja wszystkich innych startupowców.
3. Pierwszy nie znaczy lepszy.
Nawet jeśli Twój pomysł zostanie "ukradziony" to nie znaczy, że przegrałeś. Na rynku funkcjonuje wiele klonów lepszych od swoich pierwowzorów. Classmates.com bankrutuje, a Nasza-klasa.pl podobno traci milion złotych dziennie i nie reaguje przez dwa miesiące.
4. Oryginalny pomysł nie da się ukraść.
Przed ordynarną kradzieżą pomysłu chroni jego oryginalność. Jeśli Twój pomysł może skopiować każdy, to prawdopodobnie to nie jest dobry biznes. Po pierwsze już by istniał, a po drugie tuż po premierze Twojego serwisu każdy duży gracz będzie miał taką samą funkcjonalność.
5. Pomysł to nie wszystko.
Kiedy inwestor decyduje się na startup bardziej niż na biznesplan (który i tak jest wróżeniem z fusów) patrzy na zespół który go przygotował. To Twoja energia i zapał są ważne. Interia.pl skopiowała w zeszłym roku ponad setkę serwisów. Jeśli nie śledzisz uważnie branży, to słyszałeś tylko o Smakerze, który pobrał treści z blogów bez zgody autorów. Żaden z klonów nie okazał się sukcesem, bo za żadnym nie stał zaangażowany twórca z pasją.
Istnieje też prawo i warto go używać.
Olgierd opisał prostym jezykiem co to jest NDA i jak się ją stosuje, oraz jak można chronić swoje pomysły:
NDA czyli Non-Disclosure Agreement to po prostu umowa o zachowaniu poufności, na podstawie której strony (lub jedna ze stron) zobowiązują się do zachowania w tajemnicy informacji o wspólnym przedsięwzięciu, projekcie, planach partnera w biznesie czy też po prostu rezultatach wspólnego działania.
Na gruncie polskiego prawa NDA to nic innego jak umowne określenie zasad odpowiedzialności odszkodowawczej. Przyjmuje się, że w drodze umowy można praktycznie dowolnie rozszerzyć (bądź ograniczyć) odpowiedzialność za wyrządzoną innej osobie szkodę (z pewnymi ograniczeniami - art. 473 par. 2 kc).
Umowa tego rodzaju jest umową nienazwaną, jednak aby miała ręce i nogi powinna moim zdaniem składać się co najmniej z:
- starannego opisu przedmiotu umowy (czyli co dokładnie ma podlegać ochronie),
- opisu środków (technicznych, organizacyjnych), które strony zobowiązują się zachować w celu ochrony danych dotyczących kontrahenta,
- wskazania sposobu komunikacji stron, zwłaszcza jeśli chodzi o decydowanie o sposobie upubliczniania informacji, które są z założenia niejawne, ale w toku procesów biznesowych jawnymi się stają.
Nie jest niezbędnym elementem umowy określenie wysokości odszkodowania za naruszenie jej postanowień - w takim przypadku strona dochodząca swoich praw będzie musiała wykazać fakt naruszenia oraz wysokość poniesionej szkody oraz związek przyczynowy między działaniem partnera a powstaniem szkody - jednak można określić ją na zasadzie kary umownej
(art. 483 par. 1 kc).
Zastrzeżenie kary umownej będzie miało taki skutek, że osoba, której wyrządzono szkodę będzie musiała wyłącznie wykazać fakt wyrządzenia szkody przez drugą stronę umowy, natomiast nie będzie konieczne przedstawianie dowodów na wysokość tejże szkody.
Niekiedy umowy NDA mają za zadanie chronić same w sobie pomysły (np. na doskonały biznes, serwis internetowy etc.). Uważam, że jest to pomysł o tyle nieszczególny, o ile pomysł sam w sobie nie podlega ochronie ani na podstawie przepisów prawa autorskiego (art. 1 ust. 2(1) pr.aut.), zaś dochodzenie jego ochrony na podstawie przepisów o nieuczciwej konkurencji jest niezwykle trudne.
O ochronie w takim przypadku trudno jest mówić przed powstaniem jakiegokolwiek substratu materialnego, choćby w postaci scenariusza działań (nie mówiąc o elementach serwisu, np. kodzie źródłowym). NDA znacznie lepiej nadają się do ochrony przedsięwzięć dotyczących już działających jednostek - choćby w przypadku planów sprzedaży funkcjonującego na rynku przedsiębiorstwa inwestorowi.
Jak widać umowa o poufności zabezpiecza naprawdę nieźle, jednak nie całkiem nadaje się do rozmów o finansowaniu startupów. Większość inwestorów odmawia podpisania NDA na etapie wstępnej prezentacji oferty.
Mają ku temu oczywisty powód: ich praca to słuchanie pomysłów. Pomysły zaś, uwierzcie na słowo, powtarzają się. Często inwestor rozmawia jednocześnie z dwoma zespołami proponującymi prawie identyczny model biznesowy przedsięwzięcia. Większość startupów ma też dublujące się funkcjonalności. Podpisując NDA przy pierwszej prezentacji inwestor po tygodniu mógłby zamknąć swoją firmę - nie móglby zainwestować w żaden pomysł, bo o wszystkich ktoś mu już w poufności powiedział.
Na dodatek sam pomysł nei może być nią chroniony - nawet gdyby Marcin podpisał NDA z uczestnikami Bootstrapa, pewnie nie mógłby udowodnić żadnych strat powstałych przez powstanie blimpa. Zresztą zgodnie z zasadą "pierwszy nie znaczy lepszy", ostatecznie to blip stał się liderem minibloggingu w Polsce.
Mimo wszystko bez NDA trudno oczekiwać przedstawienia całej swojej strategii. Dlatego na pierwszym etapie rozmów po prostu nie ujawniaj wszystkiego. Wybierz to, co najtrafniej opisze Twój plan, szczegóły zostaw na później. Udowodnić potencjał biznesowy predsięwzięcia i zachęcić do inwestycji można (a nawet trzeba) w pięć minut.
Kiedy to Ci się uda, zacznij myśleć o umowach. I koniecznie weź dobrego prawnika. Funkcjonującą firmę można bowiem ukraść łatwiej niż pomysł na startup.










