To dziwne, ale w polskiej sieci cicho o jednej z największych afer ostatniego weekendu. Tym dziwniejsze, że sprawa dotyczy popularnego w Polsce serwisu Last.fm.
your data to RIAA?
Last.fm to społecznościowy serwis pozwalający na bezpłatne słuchanie muzyki oraz informowanie znajomych o odsłuchiwanych utworach. W piątek 20 lutego TechCrunch poinformował, że dane użytkowników Last.fm są zagrożone.
Według informacji podanych przez Erica Schonfelda z TC, Last.fm będące własnością sieci telewizyjnej CBS miałoby być zmuszone do przekazania danych użytkowników organizacji ochrony praw autorskich RIAA. Miałoby to pomóc organizacji w wyśledzeniu i pociągnięciu do odpowiedzialności użytkowników, którzy słuchali utworów z ostatniej płyty zespołu U2, która przed premierą planowaną na 3 marca, wyciekła do sieci BitTorrent.
Last.fm dzięki oprogramowaniu Audio Scrobbler zbiera informacje o tym kiedy i jakich utworów słuchają jej użytkownicy. Może ich identyfikować po nazwach użytkowników oraz numerach IP używanych do słuchania muzyki komputerów. Gromadzenie i dystrybucja tych danych to podstawowa funkcjonalność serwisu. Zagrożenie kłopotami prawnymi dla użytkowników jest więc bardzo realne.
TC próbował zweryfikować informacje, jednak ani CBS ani RIAA nie skomentowało doniesień, zaś amerykański rzecznik prasowy Last.fm użył niezbyt pewnej formuły: "Według naszej wiedzy nie przekazano żadnych danych do RIAA".
Po publikacji TechCrunch osoby związane z Last.fm zaczęły akcję dementowania informacji o przekazaniu danych użytkowników. Wypowiedzieli się m.in. założyciel serwisu Richard Jones, główny architekt informacji Last.fm Russ Garret. W końcu na oficjalnym blogu Last.fm, Jones w bardzo ostrym tonie odrzucił podejrzenia i zaatakował TechCrunch (nazywając jego informacje "kupą gówna").
W korespondencji z Schonfeldem Russ Garret odpowiedzialny m.in za bezpieczeństwo danych w Last.fm przekonywał, że jego zdaniem posiadane przez serwis dane nie wystarczają do udowodnienia nikomu posiadania nielegalnej kopii utworu.
Niezależnie od prawdziwości zapewnień Last.fm o nieprzekazywaniu oraz bezpieczeństwie danych, warto zastanowić się, co gdyby informacje TechCrunch były prawdziwe. Dane użytkowników Last.fm są poza amerykańską jurysdykcją, serwery znajdują się w Wielkiej Brytanii. Jednak właściciel serwisu swoje interesy prowadzi głównie w USA. Na dodatek CBS jako duży producent treści multimedialnych z pewnością ma wspólne interesy z wytwórniami muzycznymi korzystającymi z ochrony RIAA.
Zapewnienia Jonesa i Garreta o "anonimowości" nazw użytkowników i ich IP można włożyć między bajki. Wystarczy przypomnieć megawyciek anonimowych danych o wyszukiwaniach w AOL. Identyfikacja użytkowników była łatwa dla dziennikarzy. Specjaliści RIAA nie sa gorsi.
Last.fm już teraz przekazuje niektóre dane wytwórniom muzycznym i organizacjom ochrony praw autorskich. Nie zawierają one indywidualnych danych użytkowników, ale zbiorcze informacje o utworach i liczbach odtworzeń zarejestrowanych przez serwis Last.fm
Z drugiej strony artykuł na TechCrunch może być odczytany jako czarny PR, a dokładniej FUD atakujący serwis Last.fm. Warto zwrócić uwagę, że od 22 lutego rzeczony "zakazany" album U2 jest w Wielkiej Brytanii i Hiszpanii dostępny na wyłączność w konkurencyjnym dla Last.fm serwisie Spotify. Zarówno Last.fm jak i Spotify koncentrują się teraz na walce o brytyjski rynek muzyki rozpowszechnianej przez internet.
Przesłanie afery z piątku jest dośc jasne: Jeśli chcesz legalnie posłuchać nowej płyty U2 musisz wykupić płatne konto w Spotify. Jeśli jednak Spotify próbuje mnie wystraszyć kłamliwymi plotkami, to dziś wybiorę raczej konto premium w Last.fm. Zresztą U2 jest przereklamowane a Bono to bufon.




