Content is King. Imperium kontratakuje
 Oceń wpis
   

Czy widzicie rysy na fundamentach biznesowych Google? Jeszcze przed chwilą niepodważalna dominacja Google zaczyna się chwiać. To Imperium kontratakuje. Imperium starych mediów w sojuszu ze starym niedźwiedziem Microsoftu, który ocknął się z zimowego snu.

Czy pamiętacie jak Google zdobyło nasze serca? W pewnym momencie okazalo się, że jeśli chcesz znaleźć dobrą treść, to nie warto miotać się między okienkami wyrzucanymi przez multiwyszukiwarki.

Google miało dobrą treść. W zamian pokazywało obok niej reklamy. To było tak dobre, że nic lepszego nie było nam potrzebne. Paradygmat freeconomy - darmowej ekonomii w wydaniu Google dawał nam bezpłatny dostęp do tego czego szukaliśmy. Google zarabiał na reklamach, a wydawcom produkującym wyszukiwane treści pozwalał na otrzymanie resztek z pańskiego stołu. Tak w przybliżeniu wygląda internet także dzisiaj.

Coś się jednak zmieniło. Aby zgarnąć więcej okruchów z Google, należy stworzyć treść, która spodoba się robotowi wyszukiwarki. Należy ją stworzyć jak najtaniej, bo pieniądze z Google nie są duże. Powstają syndykaty produkcji chłamu.

Mniej profesjonalne - jak półamatorskie serwisy i "sieci" blogów. Bardziej profesjonalne - jak załogi blogopodobnych serwisów oblepiających portale. Całkiem profesjonalne jak mega fabryka treści Demand Media. Łączy je szybkość tworzenia treści, powtarzalność tematów i ich niska jakość merytoryczna.

Google je lubi. Google wciska je nam na siłę. Dostajemy papkę, nie możemy już liczyć na komentarz czy refleksję, jeśli nie mamy czasu na poszukiwania. Właściwie nie ma dla nich alternatywy. Stare media zatrudniające dziennikarzy utraciły wpływy z reklam i wpływ na nasze umysły. Nikt już nie pamięta co straciły najpierw. Dla Google nie widać alternatywy.

Stare media próbują się odgryzać. System ACAP - Protokół automatycznej kontroli dostępu do treści jest rozwijany od 2006 roku. Ma zabezpieczać drogocenną treść przed jej republikacją bez autoryzacji.  W marcu 2008 roku zaniepokojony CEO  Google Eric Schmidt mówi "At present it does not fit with the way our systems operate". I o to własnie chodzi. Times Online jest pierwszą gazetą, która decyduje się na wprowadzenie ACAP. 

W ostatnich tygodniach Imperator Murdoch, znany jako bezwzględny medialny magnat i właściciel NewsCorp. stawia sprawę na ostrzu noża.

Wszystkie treści produkowane przez jego pracowników mają zniknąć z Google. W Londynie odbywa się nienagłaśniane spotkanie europejskich wydawców prasowych z przedstawicielami Microsoft. Podobno obiecali oni dodatkowe 100 000 GBP na rozwój ACAP. 

Nowa wyszukiwarka z Redmond, Bing, zwana też maszyną decyzyjną - będzie stosować ten protokół. Microsoft  chce płacić wydawcom za ekskluzywny dostęp do treści produkowanych przez tradycyjne media.

Oczywiście Google znowu straszy Murdocha, tak jak kiedyś pomrukiwał na twórców ACAP. "Co minutę przesyłamy na strony gazet 100 000 kliknięć z samego Google News. Czy wiesz ile "trafiku" stracisz, jeśli z nami zadrzesz?" Odpowiedź Murdocha jest prosta. Użytkownik z G jest dla tradycyjnych mediów G warty.

Reklamy z Google nie są w stanie opłacić drogiego dziennikarstwa. Reklama kliknięta przez nieznanego użytkownika przysłanego przez atrakcyjny nagłowek w Google News jest mniej warta dla reklamodawcy niż reklama kliknięta przez Jana Kowalskiego, który prenumeruje FT.com. Reklama z Google zawiera też ogromny (i nieznany ani reklamodawcy ani wydawcy) narzut dla wyszukiwarki.

Na dodatek Google jest dla prasy słabym i nieprzewidywalnym źródłem ruchu. Nawet z nowym silnikiem Caffeine wynik wyszukiwania z Google będzie wolniejszy niż stream na Twitterze i Facebooku.To tam, na stronach gazet lub w czytniku RSS znajdujemy najnowsze wiadomości. Google News jest dobry tylko tak długo, jak długo ma dostęp do treści z mediów. Google musi więc odejść, tak jak odeszli z miejskich ulic chłopcy biegający kiedyś z gazetami. Ten pośrednik jest nam już zbędny, na dodatek podrzucał zbyt dużo chłamu.

Wróćmy do początku opowieści. Pamiętacie, dlaczego Google było lepsze? Dawało dostęp do lepszej, dopasowanej do wyszukiwania treści. Wyobraźmy sobie, że wydawcy starych mediów zbuntują się, a Microsoft uzyska dla Bing wyłączność na materiały pisane przez dziennikarzy. Kto z nas bedzie wolał szukać prawdy w śmietniku pełnego "kontentu" z Dupelka? Czy to już koniec epoki Google?

Komentarze (4)
Czego szukają Twoi klienci?
 Oceń wpis
   

Wiedza o aktualnych potrzebach Klientów to klucz do sukcesu w każdym biznesie. Gdyby zaś dało się przewidzieć, czego będą oni potrzebowali w przyszłości, sukces byłby gwarantowany.

Google oferuje nam narzędzie, które pozwala sprawdzić i przewidzieć, czego będą szukać użytkownicy Internetu. To Google Insights for Search.

Nowa, udostępniona dziś wersja tej usługi pozwala na sprawdzenie najpopularniejszych wyszukiwań w 39 językach, w tym po polsku. Dla niektórych słów kluczowych Google Insights określa także prognozę ich popularności w przyszłości. Insights to świetne narzędzie dla wszystkich, którzy chcą sprawdzić co jest i co będzie wyszukiwane. Sprawdź sam, nie pożałujesz.

[Więcej o nowej wersji Google Insights for Search znajdziesz na blogu Google]

Komentarze (2)
Czy bing to bingo? Nowa wyszukiwarka od Microsoft.
 Oceń wpis
   

Bing to nowa wyszukiwarka internetowa. Microsoft dziś udostępnił ją użytkownikom na całym świecie. W porównaniu z Live Search, Bing to rewolucja w wyglądzie, usability oraz w trafności wyników. A w porównaniu z Google? Też, ale tylko, jeśli korzystasz z języka angielskiego.

Niestety wersja bing przygotowana na polski rynek jest uboższa od amerykańskiej, a nawet hiszpańskiej.

polskie funkcjehiszpańskie funkcjebing usa

Jak widać Polsce Microsoft poskąpił wszystkich wyróżniających bing funkcji. Została nam tylko wyszukiwarka obrazów, bardzo udana, oraz odpowiednik Google zeitgeist, który działa słabo ze względu na małą liczbę użytkowników. Na dodatek jest globalny, więc według xRank Doda nie istnieje.

Wystarczy jednak wyzbyć się "narodowych uprzedzeń", a bing pokaże co potrafi. xRank będzie świetnym narzędziem np. dla fanów hip-hopu (pozdrowienia).

 

Bing w wersji US English jest genialny. Wygląda bardzo ładnie i oferuje wszystko, czego można chcieć od wyszukiwarki. Na dodatek do kolejnych wyszukiwań proponuje nowe, schowane usługi. Zobaczcie, co się stało, kiedy w wyszukiwarce video wpisałem hasło "Barcelona". Z Live Search przeniesiono tu funkcje odtwarzania filmów w miniaturkach po najechaniu na nie kursorem myszy. Jak zauważył Loic Le Meur, po wyłączeniu filtrów bezpiecznego wyszukiwania możesz więc zamienić bing w stronę z filmami porno.

Oprócz trafionych filmów mam też propozycję wyszukania biletów i hoteli, sprawdzenia pogody, przyjrzenia się mapie oraz poczytania o atrakcjach i najnowszych wydarzeniach dotyczących miasta. Google ze swoimi (głęboko schowanymi) przymiarkami do wyszukiwania semantycznego jest daleko za Microsoftem.

Naprawdę szkoda, że Bing w Polsce nie oferuje ani zakupów, ani wyszukiwania biletów i rezerwacji. Obie usługi wyglądają bardzo dobrze.

Na osłodę zostały nam obrazki. To oczywiście kwestia gustu, ale wydaje mi się, że Bing także tutaj wygrywa z Google. Prezentacja i filtrowanie wyników są znacznie lepsze w Bing. Różnica jest też w podejściu do "pokrewnych wyszukiwań". Google oferuje pokrewne wyszukiwania dla wprowadzonego zapytania. Microsoft pozwala szukać podobnych do wybranego zdjęć. Wydaje się, że to lepsze rozwiązanie.

Bing zbiera także opinie użytkowników na temat swoich wyników wyszukiwania, jednak rozwiązano to w skrajnie niewygodny sposób - nowe okno, formularz, wysyłanie nie wiadomo dokąd. Trudno to uznać za przewagę.

Nowa wyszukiwarka Microsoftu to świetne narzędzie. Jest ładna, wygodna w obsłudze i nareszcie przynosi dobre wyniki wyszukiwania.

Niestety jej polska wersja jest pozbawiona praktycznie wszystkich swoich zalet i nie zmieni tego 100 milionów dolarów, które mają być wydane na promocję nowej wyszukiwarki.

Jeśli wyszukujesz głównie polskie strony internetowe, Google wciąż będzie dla Ciebie lepszym rozwiązaniem. Jeśli zaś wolisz twittera od blipa, facebook od naszej-klasy, a Internet czytasz i tak głównie po angielsku, bing! Cię oczaruje. Tak jak mnie.

Komentarze (0)
Darmowe wizytówki od Google - inwestycja stulecia?
 Oceń wpis
   

Google zdominowało już wyszukiwanie i reklamę w Internecie. Teraz chce zdominować nasze relacje społeczne. W zamian daje 25 papierowych wizytówek.

Zamiast jednak kopać się z istniejącymi serwisami takimi jak facebook czy nasza-klasa, zamienia nasz login z konta Google w najważniejszy (a docelowo jedyny?) identyfikator. Na dodatek wyszukiwarki ludzi takie jak Szuku.pl stają się zbędne - wystarczy Google.

Usługa Google Profile to stosunkowo świeży, ale bardzo mocno promowany pomysł na przejęcie "społecznościowej" warstwy internetu. choć profile Google stworzyły nam już jakiś rok temu (w grudniu 2007 roku),  to ich prawdziwe przeznaczenie stało się jasne dopiero w kwietniu 2009.

Najpierw Google ogłosił, ze nasz profil pojawi się w wynikach wyszukiwania. Następnie umożliwiono zmianę adresu profilu na "przyjazny" czyli identyczny z loginem poczty GMail (np.: http://www.google.com/profiles/pwrzosin). Wcześniej używano bowiem identyfikatora z usługi Picasa Web Albums, niemożliwego do zapamiętania dla większości śmiertelników. Dzisiaj Google zaskoczył nową promocją swoich profili. Użytkownicy z USA mogą zamówić sobie drukowane wizytówki z profilem Google. Wygląda to tak:

Konto Google już dziś dzięki implementacji podobnej do OpenID metody logowania umożliwia dostęp do wielu aplikacji. Używając jednego loginu w wielu aplikacjach w końcu potrzebujemy jednego miejsca, gdzie zbiorą się wszystkie nasze aktywności. W Polsce coś takiego proponuje niezbyt udany flaker, jednak w światowym internecie o bycie takim centrum aktywności walczą giganci.

Microsoft w nowej odsłonie Windows Live proponuje łączenie aktywności z 23 serwisów, w tym tych największych: facebook, twitter, flickr, last.fm i oczywiście Windows Live Messenger. FriendFeed, do którego można logować się kontem Google, łączy strumienie informacji z 57 aplikacji oraz dowolnie definiowanych kanałów RSS.

Wszystko to pięknie działa, ale w rezultacie śledząc mnie w takiej platformie otrzymasz albo duplikaty informacji (np. to udostępniam w Google Reader jest wysyłane na twitterze i republikowane na polskim Blip.pl, podobnie stanie się z informacją o publikacji posta na Wnet). Jeśli z kolei nie ustawiłbym automatycznego powielania, to informacja wysłana na jedną z platform nie dotarłaby do osób korzystających z innych serwisów.

Google Profile może być rozwiązaniem tego problemu -jesli się uda, to za kilka miesięcy będzie można zdecydować: chcę śledzić informacje z profilu XYZ. A Google elegancko prześle nam informacje z wszystkich zdefiniowanych w profilu (lub wyszukanych przez boty) serwisów, na których udziela się XYZ. Nie możesz zrobić drugiego twittera? Spraw, żeby jego użytkownicy czytali go na Twoich stronach - ta strategia może się powieść.

Puentą tego wpisu jest jednak przebiegłość biznesowa Google. Amerykańska firma iPrint wydrukuje i dostarczy do 100 tysięcy osób pakiety 25 wizytówek. Według cennika taka usługa to koszt około 200 tysięcy USD. Prawdopodobnie Google dostanie te wizytówki w barterze (czyli w zamian za reklamę). Nawet jeśli zapłaci pełną kwotę - to naprawdę bardzo niewiele za przejęcie ruchu z największych serwisów społecznościowych. Na pewno mniej niż płacą ostatnio polskie portale za fikcyjne cesje domen szemranych serwisów.

Komentarze (8)
Prawdziwe odpowiedzi: Wolfram|Alpha w akcji
 Oceń wpis
   

Wolfram|Alpha to nowe podejście do wyszukiwania informacji w Internecie. Pierwsze doniesienia o tej wyszukiwarce sugerowały, że mamy do czynienia z pogromca monopolu Google. Zobacz pokaz jej możliwości!

Aplikacja przygotowana przez kontrowersyjnego brytyjskiego naukowca Stephena Wolframa, twórcy programu Mathematica oraz orędownika modelowania komputerowego "New Kind of Science", nie jest właściwie wyszukiwarką. Wolfram|Alpha nie tyle wyszukuje odpowiedzi na zadane pytania, co wylicza je na podstawie odnalezionych danych.

28 kwietnia odbył się publiczny pokaz możliwości nowej wyszukiwarki. Zobacz jak wygląda nowy rodzaj wyszukiwania.

Na Read Write Web opublikowano też zrzuty ekranu z wynikami Wofram|Alpha dla kilku zapytań.

Wygląda na to, że mamy do czynienia z naprawdę przełomową technologią.

Z drugiej strony, najpopularniejsze wyszukiwania w polskim Google w 2008 to:

  1. nasza klasa
  2. gry
  3. allegro
  4. youtube
  5. onet
  6. mapa
  7. program tv
  8. forum
  9. Warszawa
  10. praca

Wygląda więc na to, że mądre informacje z Wolfram|Alpha przydadzą się tylko garstce wykształciuchów. Normalni użytkownicy nie potrzebują wiedzy tylko chleba i igrzysk.

Komentarze (4)
1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 |
Ankieta
Co stanie się z telewizorami?
Zostaną wyparte przez komputery PC
Przejmą funkcje komputerów PC
Razem z PC znikną z rynku
Będą się rozwijać niezależnie od komputerów
Nie mam zdania na ten temat
Mam inne zdanie (komentarz pod wpisem)
O mnie
Piotr Wrzosiński
Piotr Wrzosiński
Najnowsze wpisy
2011-10-03 10:41 W zeszłym tygodniu pod nowym adresem
2011-09-25 18:20 Minął kolejny tydzień
2011-09-19 11:07 Podsumowanie tygodnia
2011-09-12 13:37 Przedruk i przeprowadzka
2011-09-02 17:36 Wybierz swój e-book!
Najnowsze komentarze
2015-02-24 18:33
KamilDawid:
Minął kolejny tydzień
Mam nadzieje, że to nie będzie koniec bloga. Zapraszam
2014-10-08 04:36
Thank you:
Nie ukradliśmy tego HTC z Windows Mobile. Serio.
Thank you http://gamesfree4flash.blogspot.com/[...]
2014-10-08 04:34
Thank you:
Nie ukradliśmy tego HTC z Windows Mobile. Serio.
Thank you http://downloadgamesair.blogspot.com/[...]