Futurologia
 Oceń wpis
   

Co wydarzy się na rynku internetowym w najbliższych latach? Gdybym wiedział, pewnie nie patrzyłbym teraz na Morze Śródziemne z balkonu, a z tarasu wielkiej rezydencji. Mimo to, na prośbę Dominika Kaznowskiego podzielę się tym co usłyszałem od mądrych ludzi i co wyczytałem w zapominanych skarbnicach sieci.


Ten wpis jest dłuższy niż zwykle. Jeśli chcesz, możesz od razu przejść do interesującej Cię części:

Centralizacja produkcji treści

Wojna platform dystrybucyjnych

Lock-in Zamknięci użytkownicy

Centrala – Wszyscy na jednej fali


Najważniejsze zjawisko, które w 2010 roku osiąga swoją kulminację to centralizacja produkcji treści. Wymusiło ją połączenie dwóch zjawisk: cyfryzacji treści, oraz deregulacji rynku.

Konwergencja i dywersyfikacja mediów

Zmiana zapisu dowolnych treści kultury na format cyfrowy stworzyła możliwość konwergencji mediów. Konwergencja oznacza możliwość nadawania i odbierania tej samej treści przez różne kanały dystrybucji i różne nośniki. Właściwie trudno już mówić o osobnych mediach. Telewizja, Radio, Prasa, Internet. Co za różnica, skoro wszystkie masz w telefonie komórkowym, razem z bankiem i pocztą?

Segmentacja i "narrowcasting"

Cyfryzacja zmieniła mass media w jeszcze jeden sposób. Zamiast "broadcastingu" mamy dziś "narrowcasting". Użytkownik ma dziś dostęp do nie tyle dobrze segmentowanej, ale wręcz personalizowanej dla niego treści. Dominujące dawniej medium, telewizja, jest doskonałym przykładem tych zmian. Według badań Nielsena w 2004 roku przeciętny Amerykanin miał dostęp do 104 kanałów TV - o 43 więcej niż w 2000. W Europie według danych OECD między 2004 a 2006 rokiem liczba dostępnych kanałów TV wzrosła o 43 proc.

Wynalazki takie jak TiVo, nagrywarki i komputerowe programowanie kanałów sprawiły, że ramówka TV nie ma juz większego znaczenia dla większości telewidzów. Widać to po spadku oglądalności w tzw. primetime w największych stacjach telewizyjnych. W 1990 roku było to 80 procent widowni, w 2006 tylko 56 procent.

Koncentracja własności i centralizacja produkcji

W tym samym czasie zmniejsza się liczba nadawców. Dziś pięć firm - Time Warner, Viacom-CBS, Comcast - NBC Universal, Fox i Disney kontroluje aż 85 procent godzin oglądania materiałów wideo w USA. Jeśli dodamy do tej piątki News Corporation i Bertelsmann Media, mamy Wspaniałą Siódemkę największych producentów treści na świecie.  Ich wpływ jest tym większy, że produkty największych dostawców sa powielane przez inne media.

Douglas Van Belle i Guy Golan w swoich badaniach sprawdzali w jaki sposób główne media wpływają na to, co dociera do opinii publicznej. W 2006 roku zawartość wieczornych wiadomości największych sieci telewizyjnych (CBS, NBC i ABC) odpowiadała temu, co znalazło się w porannym wydaniu The New York Times. Wraz z digitalizacją treści, media nauczyły się powielać treści od najważniejszych dostawców. Oprócz NYT są to BBC World Service, the Economist, the Wall Street Journal i Al-Jazeera. Te media są (nie od) dziś powiązane finansowo, oraz prowadzą wspólne projekty z głównymi graczami Internetu.

Yahoo! obsługuje reklamy dla stron Viacom. Viacom daje treści z MTV dla Microsoft. Microsoft ma wspólny kanał z NBC, oraz razem z Yahoo! umowę dystrybucyjną z Hulu.com. Hulu jest własnością NBC i News Corp. Murdocha. News Corp jest właścicielem m.in. MySpace, gdzie reklamy do niedawana zapewniało Google i WSJ. Bertelsmann Media prowadzi europejskie wersje AOL.com i razem z News Corp. posiada kanał Premiere. Super RTL należy do Bertelsmana i Walt Disney Company. Steve Jobs, CEO Apple posiada prawie 10 % akcji Disneya. Apple ma też umowy dystrybucyjne ze wszystkimi oprócz NBC producentami treści.

Na rynkach lokalnych powiązania są bardzo podobne. W Polsce Onet należy do tej samej grupy co TVN, Agora ma swoją Gazeta.pl zaś Cyfrowy Polsat oprócz platformy ipla ma też własną usługę dostępu do Internetu. W Hiszpanii grupa Prisa ma udziały w największym dzienniku El Pais, popularnej telewizji Cuatro oraz sieci radiowej Cadena.

Jedyną firmą internetową wypychaną z tego interesu jest Google, które wydaje się wierzyć w potęgę swojej wyszukiwarki. Dlaczego?

Podczas gdy centralizacja produkcji treści właściwie dobiegła już końca, producenci dostrzegli nowe pole do ekspansji. Jest nim dystrybucja.

Wojna platform  - kto zastąpi Google?

Kolejnym ważnym zjawiskiem w 2010 i kilku następnych latach będzie wojna platform dystrybucyjnych.

Konwergencja mediów sprawiła, że głównym kanałem dystrybucji wszelkich treści kultury stały się sieci teleinformatyczne. Głównym środkiem dostępu do nich jest (oprócz telewizji) Internet.

Googlearchia

Google stworzył wyszukiwarkę pozwalająca na szybkie odnalezienie treści w Internecie. Zyskał też quasi-monopol na reklamę w Internecie. Na najbogatszych rynkach najlepszym sposobem na monetyzację treści jest umieszczenie obok niej reklam kontekstowych dobieranych przez Google. Najlepszym sposobem na promocję treści jest z kolei reklamowanie swoich treści w Google. Google stało się  niezbędnym pośrednikiem, zarabiającym zarówno na reklamodawcach, jak i na wydawcach treści. Często wydawcy są jednocześnie reklamodawcami.

Konkurencja z Google jest bardzo trudna – dzięki jego dominacji sięgającej 80 procent rynku reklamodawcy nie mogą traktować poważnie alternatyw w rodzaju sojuszy Microsoft + Yahoo! z wyszukiwarką Bing!

Alternatywne platformy dystrybucji treści

Google można ominąć, budując własną platformę dystrybucji obojętną na wyniki wyszukiwania. Problemem jest jedynie zdobycie dla niej użytkowników. Można to zrobić łącząc swoją platformę ze sprzętem (hardware). Tak zrobił Apple ze swoim iTunes i AppStore. W tym systemie to Apple jest hegemonem. Producenci podpisują z nim umowy o dystrybucji, Apple pobiera opłatę od użytkowników i słoną prowizję. Podobny model stosuje też Amazon w swoim Kindle.

Innym sposobem na podważenie dominacji Google jest „własny Internet”, na przykład taki, jaki tworzy Facebook (a w mniejszym stopniu Twitter). Własne aplikacje, oraz wyniki wyszukiwania oparte na preferencjach innych użytkowników w sieci społecznej pozwalają na stworzenie alternatywy dla Google. Jeśli w 2010 roku dokona się długo oczekiwane IPO Facebooka, będziemy mieli do czynienia z początkiem walki o to, kto dostarczy nam treść w Internecie.

Tą tendencję dostrzegają też wielcy gracze, którzy nie produkują własnej treści i do tej pory działali na peryferiach rynku. Rosjanin Yuri Milner inwestuje w Facebook i w Zynga (producentów FamVille, Mafia Wars czy Cafe World). Południowo-afrykański Naspers angażuje się w chińskie QQ.

Google stara się uciec przeciwnikom budując własną platformę sprzętową opartą na systemach Android i Chromium OS oraz aplikacjach Google Code. Ponawia też próby stworzenia własnych usług opartych na sieciach społecznych. Wojna platform będzie globalnym starciem liderów technologicznych z ogromnym kapitałem.

Lock-in Zamknięci użytkownicy

Niestety, niezależnie od tego kto wygra – użytkownicy mogą tylko przegrać. Kolejnym ważnym zjawiskiem jest bowiem „lock-in” definicji użytkownika Internetu. Problem ten dostrzegł i zdefiniował Jaron Lanier w swojej książce – manifeście „You are not a gadget”. O co chodzi?

Definicja mechanizmu "lock-in" - Simlock i MIDI

Lock-in to zablokowanie użytkownikowi możliwości wyboru dostawcy usługi. Najpopularniejszy przykład to blokada SIM w telefonie komórkowym dla wybranego operatora. Czasem jednak lock-in następuje niezależnie od woli twórcy produktu. Jeśli jakiś standard stanie się popularny, nie da się go zastąpić innym, nawet wyraźnie lepszym.

Typowym przykładem mechanizmu niezamierzonego "lock-in" jest cyfrowy format MIDI w muzyce. MIDI to format zapisu dźwięku stworzony przez Dave'a Smitha, aby połączyć dwa syntezatory. Miał tylko pozwolić na dostęp z jednej klawiatury do większej gamy dźwięków. MIDI odzwierciedla działanie klawiatury - muzyka jest zapisywana jako sekwencja dźwięków o różnej wysokości. Nie ma w nim miejsca dla płynnych przejść generowanych przez saksofon czy skrzypce. MIDI jest w tym podobny do klasycznego zapisu nutowego.

MIDI okazało się bardzo wygodnym rozwiązaniem i wkrótce korzystała z niego większość programów muzycznych. Dziś praktycznie wszystkie programy muzyczne działają z MIDI. Także wszystkie nowe urządzenia muzyczne działają z MIDI. Twój PC, Twój telefon, nawet Twój budzik prawdopodobnie ma dzwonek zapisany w formacie MIDI. Korzysta z niego tak wiele programów, że całkowite  przejście na inny format  jest już niemożliwe. Mimo, że technicznie komputery potrafią dziś znacznie więcej niż łączyć ze sobą kilka syntezatorów. W rezultacie cała współczesna muzyka pop jest bardziej mozaiką dźwięków niż melodią - dostosowaliśmy się do MIDI.

Lock-in człowieczeństwa w Web 2.0

Dziś to samo co z dźwiękami zamkniętymi w MIDI robimy z ludźmi - użytkownikami Internetu.
Na potrzeby nowych platform dystrybucji treści oraz reklamy kontekstowej, ludzie definiowani są przez coraz bardziej ograniczone "profile" oraz "statusy", możliwe do łatwego interpretowania przez maszyny. W miejscu dawnych, spontanicznych i niekomercyjnych osobistych stron www, mamy miliardy bezwartościowych i identycznych "profili" Web 2.0. Szczytem kreatywności staje się posiadanie bloga - jednak blogi to tylko szablony złożone z gotowych kawałków. Internet staje się homogeniczny.

Profile i aktywności są dostosowywane do potrzeb maszyn i ich oprogramowania, w taki sposób, aby umożliwić swobodną agregację i przetwarzanie danych. Aplikacje typu mash-up i meta-serwisy takie jak FriendFeed czy Google Buzz zbierają nasze aktywności pierwotnie wpisane na blogach, stronach domowych, czy Twitterze. Przycinają je do swoich ramek i publikują w otoczeniu odpowiednio dobranych reklam. Odbiorcami są inni ludzie oceniani na podstawie ich profili.

Jeśli to co napiszesz w swoim profilu pasuje do profilu innego użytkownika, maszyna przedstawi mu Twoją twórczość licząc na kliknięcie i zysk z reklamy. Profil to format, w którym programiści zamykają całą Twoją osobowość. To czego maszyna nie jest w stanie zrozumieć jest w nim pomijane.

Oprócz treści wybranych z innych profili, użytkownik otrzymuje od swojego preferowanego dystrybutora treść wyprodukowaną przez jednego z kilku dużych producentów. Treść jest segmentowana i personalizowana, jednak w gruncie rzeczy identyczna. Tworzy się ją możliwie niskim kosztem, przetwarzając to, co udało się znaleźć w zasobach archiwalnych Sieci lub u jednego z głównych mediów mainstreamu.

Społeczność zmieniona w tłum

Od twórczej i otwartej WWW tworzonej przez znanych z imienia i nazwiska pionierów, przeszliśmy do masowej konsumpcji. Web 2.0 sprowadza użytkowników do wspólnego mianownika. Stajemy się tłumem konsumentów treści, bezmyślnie łykającym reklamy. Zamiast powiększać zasoby wiedzy i dzielić się swoją twórczością jak było jeszcze w latach 90tych, tworzymy kolejne wpisy o niczym dzieląc się mitami i ignorancją. Zatracamy osobowość, wybierając anonimowe komentarze. To nie nasza wina, tak stworzone są serwisy z których korzystamy. Jedyne co jest dziś w Internecie naprawdę osobiste, to dokładnie wycelowane w każdego z nas reklamy.

Test Turinga to jedno z ostatnich dokonań tego nieszczęsnego twórcy komputerów. Jeśli maszyna potrafi "rozmawiać" z sędzią w taki sposób, że nie rozpozna on, że rozmawia z maszyną, oznacza to narodziny sztucznej inteligencji.

Rozwój technologii zwiększył ilość ludzi mających dostęp do usług internetowych. Dziś test Turinga na Twitterze przechodzi w moich oczach więcej botów niż żywych użytkowników. To nie dlatego, że w Sieci narodziła się długo oczekiwana noosfera. To dlatego, że Web 2.0 ograniczyła ludzką kreatywność do tego stopnia, że programiści nie mają żadnego problemu z jej imitacją.

To zjawisko, znane jako efekt Elizy, zauważono już w czasach IRC. Wtedy jednak uważano, że wynika to z nienaturalności rozmów prowadzonych za pośrednictwem czatu. Ludzkość dostosowała się do maszyn - dziś to wypowiedzi dłuższe niż 120 znaków są nienaturalne. Także ten tekst jest zbyt długi - tl;dr.

Nie jesteś gadżetem?

Jeśli jednak dalej czytasz mój wpis i nie jesteś automatem, który potnie go na kawałki wyświetlając je innym ludziom w towarzystwie reklam, możesz (według Laniera) coś zmienić.

  • Nie przywiązuj się do żadnej platformy dystrybucji treści. Oprócz profilu na Facebooku, oprócz konta Google, oprócz bloga na wordpressie, stwórz własną stronę WWW, napisz artykuł, namaluj obraz, skomponuj piosenkę lub nagraj wideo. Dopóki nie można zamknąć Cię w szablonowym "profilu" - nadal jesteś człowiekiem, którego nie skopiuje maszyna.
  • Jeśli nikt Cię nie ściga, nie musisz być anonimowy. Przyznawaj się do swojej tożsamości pisząc w Internecie. To narzędzie dla ludzi, nie dla botów.
  • Pisz rzadziej, ale mądrzej. Przemyśl swój kolejny wpis na bloga. Niech następne blipnięcie nie będzie opisem czegoś, co mogło się przytrafić każdemu. Niech będzie zapisem Twojej unikalnej myśli. Zewnętrzne zdarzenia definiują maszyny, ludzi definiują ich myśli.
  • Wikipedia nie jest zła, jednak nie ograniczaj się do jej zasad w swojej aktywności w Sieci. Twoja osobista opinia jest dla ludzi ważniejsza niż "obiektywny" opis.

Co dzieje się w dzisiejszym Internecie? Co wydarzy się za chwilę? Nie znam odpowiedzi na te pytania, ale na pewno będzie ciekawie i trochę strasznie.

Powoli tracimy możliwości wyboru. Producentów treści jest zaledwie kilku, zaś niezależne niedobitki będą musiały zdecydować się wkrótce na jedną z platform. W przeciwnym wypadku nikt ich nie odnajdzie i nikt im nie zapłaci. Może jednak nie będzie tak źle? Ludzie nie są bezwolnymi robotami, nie są tylko profilami na facebooku. Zamiast budować stodoły w FarmVille, możemy zrobić coś pożytecznego.

Clay Shirky, autor książki Here Comes Everybody, wierzy, że dzięki Internetowi możemy stworzyć wielkie rzeczy. W końcu to pierwsza okazja, żeby twórczo wykorzystać czas marnowany przed telewizorem – 200 miliardów godzin rocznie w samych USA – czas, w którym można stworzyć 2000 Wikipedii! Tylko od nas zależy, co zrobimy z tym czasem.

 

Komentarze (3)
Kamienie domina. Co będzie dalej? Alternatywa dla Facebooka?
Ankieta
Co stanie się z telewizorami?
Zostaną wyparte przez komputery PC
Przejmą funkcje komputerów PC
Razem z PC znikną z rynku
Będą się rozwijać niezależnie od komputerów
Nie mam zdania na ten temat
Mam inne zdanie (komentarz pod wpisem)
O mnie
Piotr Wrzosiński
Piotr Wrzosiński
Najnowsze wpisy
2011-10-03 10:41 W zeszłym tygodniu pod nowym adresem
2011-09-25 18:20 Minął kolejny tydzień
2011-09-19 11:07 Podsumowanie tygodnia
2011-09-12 13:37 Przedruk i przeprowadzka
2011-09-02 17:36 Wybierz swój e-book!
Najnowsze komentarze
2015-02-24 18:33
KamilDawid:
Minął kolejny tydzień
Mam nadzieje, że to nie będzie koniec bloga. Zapraszam
2014-10-08 04:36
Thank you:
Nie ukradliśmy tego HTC z Windows Mobile. Serio.
Thank you http://gamesfree4flash.blogspot.com/[...]
2014-10-08 04:34
Thank you:
Nie ukradliśmy tego HTC z Windows Mobile. Serio.
Thank you http://downloadgamesair.blogspot.com/[...]