Z biblioteczki (kontr)rewolucjonisty
 Oceń wpis
   

Skąd się biorą rewolucje? Dlaczego w wiadomościach wszystkie wyglądają tak samo? I co w tej całej historii robią Buzek i Krzaklewski?

Historia jest galerią obrazów, w której znajduje się mało dzieł oryginalnych i dużo kopii. Alexis de Tocqueville

W TV kolejna rewolucja. Na głównym placu odległej stolicy zebrały się masy młodzieży. Zwołali się przez Internet, identyfikują się kolorem lub datą i występują przeciwko okrutnemu reżimowi. Młodzi ludzie buntują się. W Tunezji, w Algierii, w Egipcie, w Jordanii, w Jemenie, w Libii. Masakrują ich w Syrii. Oburzeni protestują na placach Hiszpanii. Młodzież walczy o zmiany w Iranie, Burmie, w Chinach. Co zagotowało głowy młodych ludzi na całym świecie?

Kiedy oglądam migawki z kolejnych placów wypełnionych młodzieżą, zdjęcia kolejnych młodych męczenników bestialsko mordowanych przez policję, kiedy słyszę o kolejnej kolorowej rewolucji z chwytliwym przekazem, mam coraz większe wątpliwości. Dlaczego od jakiegoś czasu wszystkie rewolucje pokazywane w mediach wyglądają tak samo?

Kiedy słyszę, że demonstranci używają Twittera i Facebooka, a dziennikarze mówią o “internetowej rewolucji” zaczynam się zastanawiać. Arabska zimowa rewolucja, w polskich mediach zwana “wiosną” chyba z sympatii dla buntowników - zaczęła się w Tunezji. Zaczęła się (podobno) od tego, że tunezyjska policja zarekwirowała bezrobotnemu ojcu ośmiorga dzieci nielegalny stragan z pożyczonym towarem. Skąd ten biedak i wszyscy jego znajomi mają konta na Facebooku, telefony i komputery. Dlaczego niezważając na rachunki i policyjne pałki organizują demonstracje?

W sierpniu 2010 roku nieznany nikomu Dominik Taras zorganizował swoją “antykrucjatę”. Na Krakowskim Przedmieściu udało mu się zgromadzić kilka tysięcy osób w niezbyt ważnej sprawie. Użył do tego Facebooka. News? Tylko dla dziennikarzy. To, że “wszyscy są na fejsie” było zarówno dla organizatora, jak i dla warszawskiej młodzieży naturalne. Nikt nie pamięta, że jeszcze półtora roku wcześniej, w maju 2009 roku zaledwie 5 procent polskich internautów kojarzyło nazwę Facebook po jej pokazaniu przez ankietera. Czy Facebook to naprawdę dobre narzędzie do wzniecania zamieszek? Być może, ale skąd wziął się w Tunezji czy Egipcie?

Zacznijmy jednak od podstawowego pytania.

Skąd biorą się rewolucje?

Alexis de Tocqueville toured America in the 18...W 1856 roku Alexis Henri Charles Clérelde, wicehrabia de Tocqueville opublikował dzieło “Dawny ustrój i rewolucja”. Na podstawie obserwacji Rewolucji Francuskiej, de Tocqueville dowodził, że rewolucje są kontynuacją obalonego ustroju. Wybuchają zaś nie wtedy, kiedy sytuacja jest najgorsza, a wtedy gdy pojawiają się zmiany na lepsze. Bunt powoduje frustracja spowodowana zbyt wolną poprawą sytuacji.

“Najniebezpieczniejszy dla złego rządu jest zazwyczaj ten moment, kiedy zaczyna się on reformować.” Alexis de Tocqueville

Obserwacje de Tocqueville’a wydają się pasować do sytuacji przynajmniej części z krajów, które możemy dziś oglądać w relacjach telewizji Al-Dżazira. Sponsorowanej przez emira Kataru, dziwnym trafem nie dotkniętego zamieszkami.

Na przykład, można zgadywać, że mimo brutalności reżimów i praktycznego braku praw obywatelskich od lat 80. XX wieku zarówno w Tunezji Asada, jak i w Egipcie Mubaraka poziom życia podnosił się dzięki dochodom z turystyki oraz, paradoksalnie, dzięki stabilności politycznej.

De Tocqueville byłby jednak bezradny wobec wielu innych rewolucji. Co miałby powiedzieć o tej w Iranie, gdzie reżim zaostrzył kurs. Jak interpretować rewolucyjny początek wojny domowej w Libii - w kraju gdzie sytuacja obywateli była właściwie niezmienna, a w porównaniu z sąsiednimi krajami luksusowa.

W drugiej połowie XX wieku pojawił się nowy rodzaj rewolucji, bliższy starym coups d’etat niż walce klas. To rewolucje fabrykowane, inspirowane i wspierane z zewnątrz. Nie muszą być robione wbrew społeczeństwu, czasem zyskują masowe poparcie. Nie są jednak efektem działań reżimu, ani w ogóle sytuacji wewnętrznej. To gra obcych interesów.

Doktryna Szoku, błyskotliwa książka Naomi Klein z 2007 roku wylicza całą listę podobnych rewolucji i przypisuje je amerykańskim neokonserwatystom. Rzeczywiście amerykańscy politycy dawali się złapać na sponsorowaniu rewolucji, jednak ani socjotechniki, ani techniki sabotażu i dywersji nie mają przypisanej ideologii. Eksport rewolucji nie jest pomysłem made in USA. Rewolucjoniści mogą w zależności od swych barw politycznych korzystać z przeróżnych poradników.

Nie piszę tu bynajmniej o filozoficznych rozprawkach typu Manifestu Komunistycznego.  Przyjrzyjmy się ciekawszej literaturze wywrotowej.

Biblioteka (kontr)rewolucjonisty Che Guevara's Saturday night in Leeds Hyde park

Image by phill.d via FlickrKlasyczna dziś La Guerra de Guerrillas (Kuba: Wojna partyzancka) Che Guevary z 1961 roku służyła za podręcznik zarówno lewicowym, jak i prawicowym bojownikom, mimo iż autor zapewniał, że foquismo najlepiej działa przeciw totalitarnym dyktaturom. W praktyce porady El Comandante najlepiej sprawdzają się w słabo zurbanizowanych krajach, o słabej sieci łączności i przy założeniu masowego niezadowolenia z reżimu. Guevara uważał Afrykę za “słabe ogniwo imperializmu” jednak w Kongo poniósł porażkę. Metoda foco sprawdziła się za to w Nikaragui, Salwadorze, Grenadzie i Gwatemali.

Wydana 10 lat później the Anarchists Cookbook (Anarchistyczna książka kucharska) miała być protestem przeciwko wojnie w Wietnamie. Anarchistyczna jest tylko z nazwy. Ze względu na zawarte w niej dokładne i ilustrowane instrukcje produkcji różnych niebezpiecznych urządzeń, książka stałą się obiektem zainteresowania FBI (zobacz wyniki lektury). W 2010 roku jej posiadanie było jedną z okoliczności obciążających Iana Davisona, brytyjskiego neonazisty próbującego przyrządzić wybuchowe danie według przepisu z książki. Ze względu na praktyczne podejście, błędy rzeczowe i brak koncepcji strategicznych, ta książka cieszy się niezasłużoną sławą.

Aby to naprawić, anarchistyczny nie tylko z nazwy kolektyw Crimethinc wydał własną “anarchistyczną książkę kucharską” pod tytułem “Recipe for Disaster” (Przepis na katastrofę). Głównym powodem jej powstania był brak odniesień do anarchistycznej ideologii i metod działania w poprzedniej książce kucharskiej. Recipe for Disaster nie zawiera też błędów obecnych w the Anarchists Cookbook i jest dużo ciekawszą lekturą. Choć nie tak znana jak oryginał, książka ta odegrała większą rolę w praktyce. Wpływ Recipe for Disaster można zauważyć w działaniach odwołujących się do “akcji bezpośredniej” ruchów anarchistycznych, antyfaszystowskich oraz alterglobalistycznych.

“Samotne wilki” czyli związani z radykalną prawicą terroryści działający w pojedynkę inspirują się artykułem “Leaderless Resistance” (Opór bez przywódców) Louisa Beama z 1984 roku. Beam, sam należący do Ku-Klux-Klanu przypisywał koncepcję tajemniczemu pułkownikowi Amossowi z CIA, jednak jej początki sięgać mogą II wojny światowej. Samotne, rozproszone komórki sieci oporu miały stanowić zabezpieczenie przed aparatem terroru potężniejszego wroga. Amoss miał na myśli komunistów po inwazji na USA, Beam amerykański rząd.
Co ciekawe, pierwszą ofiarą rozproszonego terroru padli jednak myśliwi. Leaderless Resistance zainspirowało bowiem grupy radykalnych obrońców praw zwierząt. Samotnym wilkiem był także sprawca niedawnych ataków w Norwegii, Anders Breivik. Taktyka samotnych wilków jest wyjątkowo skuteczna, acz jednorazowa. Terrorysty praktycznie nie da się wykryć, jednak jego pierwsza akcja jest zwykle ostatnią. Pozbawiony wsparcia po ujawnieniu nie ma szans na ucieczkę przed siłami bezpieczeństwa.

[EDIT] Umknęła mi jeszcze jedna, bardzo ważna dla prawicowych radykałów książka. To The Turner Diaries (Dzienniki Turnera), napisana przez Andrew MacDonalda. MacDonald, czyli William Luther Pierce, to zmarły w 2002 roku przywódca National Alliance, jeden z najważniejszych ideologów wyższości białej rasy w USA. Książka opisuje losy Earla Turnera, członka Organizacji bohatera kampanii terroru i sabotażu, która w ciągu stu lat doprowadzić miała do "oczyszczenia" USA z wszystkich nie-białych. Turner ginie co prawda zrzucając bombę atomową na Pentagon, ale Organizacja zwycięża. Pierce napisał jeszcze jedną, jak sam to ujął "bardziej praktyczną" książkę "Hunter" opisującą  losy weterana wojny wietnamskiej mordującego mieszane rasowo. małżeństwa. Mimo to, The Turner Diaries mają większy wpływ na bojowników - książka byłą inspiracją do co najmniej sześciu aktów terroru.[/EDIT]

Bojownicy kierujący się islamem i ideą świętej wojny korzystają z aż 1600-stronicowego dzieła “Da’wat al-muqawamah al-islamiyyah al-‘alamiyyah” (Wezwanie do światowego islamskiego ruchu oporu) Mustafa Setmariam Nasara, lepiej znanego też jako “Abu Mus’ab al-Suri”.System al-Suriego zwany ‘nizam’ - po polsku to chyba właśnie “system” - opiera się na sieci niezależnych komórek terrorystycznych, nie połączonych żadną organizacją, a jedynie wspólnym celem. Niestety nie znalazłem pełnego tłumaczenia tego dzieła na żaden znany mi język. Według specjalistów książka Nasara inspirowała m.in. wykonawców ataków w Madrycie i Londynie.

Rewolucja na wynos

Ruchy rewolucyjne, które obserwujemy dziś w Al-Dżazira mają swój własny, nowoczesny elementarz. To Canvasopedia, serwis internetowy prowadzony przez organizację CANVAS (Centre for Applied NonViolent Action & Strategies).

CANVAS to następca serbskiego ruchu młodzieżowego Otpor!, który w 2000 roku przyczynił się do obalenia Slobodana Milosevica. Celem CANVAS jest... powtórka z rozrywki, czyli masowe powielanie metody Otpor! w innych krajach. Otpor! w swoich wyjątkowo skutecznych kampaniach korzystał z pism Gene’a Sharpa, człowieka nazywanego Clausewitzem wojny bez przemocy.

Kim naprawdę jest demoniczny Gene Sharp? To 80-letni staruszek, emerytowany profesor politologii uniwersytetu Dartmouth. Zajmuje się głównie problematyką “walki bez przemocy”. Sharp zidentyfikował aż 198 metod takiej walki.

Gene Sharp jest też fundatorem Albert Einstein Institution, organizacji zajmującej się “obroną wolności i demokracji oraz redukowaniem przemocy na tle politycznym przez propagowanie walki bez przemocy”. W tłumaczeniu na polski, to organizacja produkująca i eksportująca rewolucję “instant”.

Prace Sharpa, a zwłaszcza jego opus magnum, czyli podręcznik “Od dyktatury do wolności” są podstawową lekturą dzisiejszych ruchów rewolucyjnych, zwłaszcza tych z naszej części świata. Oficjalnie do inspiracji przyznają się między innymi gruzińska Kmara (obalony prezydent Szewardnadze), ukraińska Pora (pomarańczowa rewolucja), białoruski Żubr (na razie bez sukcesów), albański MJAFT!, rosyjska antyputinowska Oborona, oraz KelKel z Kirgistanu (jedna z sił biorących udział w rewolucji przeciw Akajewowi).

Hugo Chavez oskarżał AEI Sharpa o próbę zamachu stanu w Wenezueli. Egipski młodzieżowy Ruch 6 kwietnia korzystał z porad udzielanych przez CANVAS. Także hiszpański ruch oburzonych, który właśnie doprowadził do skrócenia kadencji rząd Zapatero stosuje metody zalecane przez bostońską instytucję.

Jak dotąd metody Sharpa są wyjątkowo skuteczne, nie powiodło się tylko tam, gdzie przywódcy mają masowe poparcie społeczne i/lub wyjątkową kontrolę nad przepływem informacji: Białoruś, Burma (Myanmar), Chiny, Iran, Rosja, Wenezuela. Wszystkie inne cechy reżimu wydają się być nieistotne.

Rewolucja na wynos według Sharpa wygląda zawsze tak samo - zmieniają się tylko logotypy i slogany pod którymi maszerują rewolucjoniści oraz twarze młodych męczenników. Albert Einstein Institution jest więc fabryką rewolucji znacznie skuteczniejszą niż Al-Kaida czy Bractwo Muzułmańskie, nie mówiąc już o KGB czy CIA. Gene Sharp jest zresztą nieustannie i chyba niesłusznie oskarżany o związki z tą ostatnią.

Do sukcesu w walce z dowolną dyktaturą AEI potrzebuje właściwie tylko jednego - niekontrolowanych środków masowej komunikacji w rękach młodzieży. W kampaniach ruchu Otpor! używano tradycyjnych narzędzi marketingu ATL i BTL i profesjonalnych agencji reklamowych wspieranych badaniami marketingowymi. Od plakatów, przez gadżety (ołówki przed głosowaniem), poprzez lokalne media i spoty w telewizji.

W krajach o silniejszej cenzurze, lub tam, gdzie ruch protestu nie ma silnego wsparcia finansowego niezbędne jest stworzenie lub wykorzystanie niezależnych kanałów komunikacji. To dlatego we wszystkich “afrykańskich” działaniach AEI tak silną rolę odgrywa Internet. Skąd ludzie mają do niego dostęp?

Ja tego Pana skądś znam...

Tu na scenę wchodzi inny darczyńca organizacji CANVAS. Człowiek roku 2000 Gazety Wyborczej, George Soros. Przez swój Open Society Institute sfinansował badania nad rozwojem social media w Afryce Północnej i ich wpływ na możliwość zmiany reżimu. W tym raporcie (oraz w Al-Dżazira) można zobaczyć dotychczasowe efekty badań. Soros finansuje też wymianę doświadczeń między uczestnikami młodzieżowych ruchów pro-demokratycznych (cokolwiek to znaczy).

Inny sponsor CANVAS, organizacja National Endowment for Democracy (NED), finansuje szkolenia i poszukiwania młodych liderów i aktywistów w krajach będących potencjalnym celem kolejnych rewolucji.

Polityczne i finansowe wsparcie zapewnia także The International Republican Institute utrzymywana z budżetu federalnego USA organizacja zajmująca się “demokratyzacją” innych państw i zarządzana przez Johna McCaina, republikańskiego kontrkandydata Obamy w 2008 roku.

Warto tu wspomnieć o “zapomnianych” osiągnięciach IRI w Polsce. Organizacja swego czasu przyznawała się do zintegrowania w 1997 roku polskiej centroprawicy i utworzenia partii Akcja Wyborcza Solidarność, a następnie Ruchu Społecznego AWS wspierającej Mariana Krzaklewskiego w przegranych wyborach prezydenckich. To była piękna katastrofa.

IRI szkoliła także Jerzego Buzka, ówczesnego Premiera RP, dziś przewodniczącego PE. Celem szkolenia było “podniesienie zdolności komunikacyjnych” ówczesnego Premiera RP, tak, aby nie dopuścić do rozpadu prawicowej opozycji. O traumie AWS chyba już nie pamiętamy, ale sam Buzek trzyma się całkiem nieźle.

Oczywiście twierdzenie, że to Gene Sharp na zlecenie Sorosa i Johna McCain’a wywołuje rewolucje przy pomocy nieświadomej młodzieży jest co najmniej przesadzone. W rozruchach zapewne biorą udział prawdziwi ludzie przekonani o swoich racjach. Ich ryzyko jest realne, na ulicach zwykle leje się prawdziwa krew.

Mimo to, wzruszając się kolejną dawką rewolucyjnego infotainment warto pamiętać, że współczesne rewolucje nie są już romantycznymi eskapadami Guevary, anarchistycznymi protestami z książki kucharskiej, ani nawet szaleństwem terrorystów.

To dopracowane w szczegółach scenariusze napisane w Bostonie, realizowane za pieniądze ważnych i bogatych ludzi. Tym razem biedna młodzież zamiast pistoletów dostaje telefony i szkolenia. Szkoda, że czołgi dyktatorów pozostają bez zmian.


Komentarze (2)
Głos ludu TVN 24: 10 lat junk food news w...
Ankieta
Co stanie się z telewizorami?
Zostaną wyparte przez komputery PC
Przejmą funkcje komputerów PC
Razem z PC znikną z rynku
Będą się rozwijać niezależnie od komputerów
Nie mam zdania na ten temat
Mam inne zdanie (komentarz pod wpisem)
O mnie
Piotr Wrzosiński
Piotr Wrzosiński
Najnowsze wpisy
2011-10-03 10:41 W zeszłym tygodniu pod nowym adresem
2011-09-25 18:20 Minął kolejny tydzień
2011-09-19 11:07 Podsumowanie tygodnia
2011-09-12 13:37 Przedruk i przeprowadzka
2011-09-02 17:36 Wybierz swój e-book!
Najnowsze komentarze
2015-02-24 18:33
KamilDawid:
Minął kolejny tydzień
Mam nadzieje, że to nie będzie koniec bloga. Zapraszam
2014-10-08 04:36
Thank you:
Nie ukradliśmy tego HTC z Windows Mobile. Serio.
Thank you http://gamesfree4flash.blogspot.com/[...]
2014-10-08 04:34
Thank you:
Nie ukradliśmy tego HTC z Windows Mobile. Serio.
Thank you http://downloadgamesair.blogspot.com/[...]