Znak pokoju i walka z klawiaturą
 Oceń wpis
   

Pisanie wiadomości tekstowych na telefonie komórkowym to udręka. SMS jest prawdopodobnie najdroższą, najbardziej skomplikowaną i zabierającą najwięcej czasu metodą przesyłania informacji. Jak projektanci urządzeń mobilnych rozwiązują ten problem?

 

[UWAGA: tekst jest długi, ale na dole są odnośniki do fajnych aplikacji i video z testu jednej z nich. Przewiń lub kliknij tutaj jeśli nie lubisz czytać.]

To niesamowite, że mimo kłopotów z wprowadzaniem tekstu, SMS pozostaje popularny nie tylko wśród szczęśliwych użytkowników krótkich alfabetów. Wiadomości tekstowe są z uporem wklepywane w telefony także w Chinach, Japonii, Azji Południowo-Wschodniej.

Podstawowa w świecie telefonów komórkowych technika wpisywania tekstu nazywa się “multi-tapping”. Polacy mają z nią stosunkowo łatwe zadanie.

Alfabet łaciński ma 26 podstawowych liter. Na 12 klawiszach telefonu można rozmieścić je wszystkie. Każdy klawisz ma przypisane kilka znaków (np. 2,A,B,C) wywoływanych kolejnymi naciśnięciami klawisza. Szereg rzadziej używanych znaków można dodać na końcu kolejki. Oprogramowanie przewidujące na podstawie słownika co chcemy napisać w większości wypadków potrafi poprawić ewentualne pomyłki.

Niestety nie wszyscy mają tak dobrze. Chińskie dialekty mogą używać nawet 22 000 znaków. Pisząc SMS po chińsku często używa się więc Pinyin. Pinyin to sposób transliteracji chińskich znaków na alfabet łaciński. Pisząc wiadomość używa się więc łacińskiego alfabetu odwzorowując wymowę znaku. Następnie oprogramowanie przedstawia listę chińskich znaków, odpowiadających danemu zestawowi łacińskich liter. Metoda ta pozwala na pisanie wiadomości w chińskim uproszczonym, stosowanym w Chinach kontynentalnych.

Innym sposobem, który pozwala na korzystanie także z chińskiego tradycyjnego jest odwzorowywanie “rysunku” znaku. Pięć klawiszy odpowiada pięciu kierunkom kreski. Oprogramowanie na podstawie pierwszych kilku “pociągnięć pędzla” odgaduje znak, który często odpowiada za całe słowo lub zdanie. Ta metoda jest nieco szybsza niż Pinyin i bardziej uniwersalna – używa się jej na kontynencie, na Tajwanie oraz w Hong-Kongu.

chinese_virtual_strokes

Fot: Chińska klawiatura na ekranie iPhone (strokes).

Jeszcze ciekawiej jest w Japonii. Tu w zależności od sytuacji trzeba używać różnych alfabetów. Do wysyłania wiadomości SMS najlepiej nadaje się kana. Alfabet ten ma tylko 46 znaków, więc można go rozmieścić na klawiaturze podobnie jak alfabet łaciński. Jeśli napiszesz coś w kana, możesz przejść do bardziej rozbudowanego systemu zapisu kanji. Kanji ma 7000 znaków odpowiadających za słowa lub morfemy. Oprogramowanie pozwala kliknąć na słowo zapisane w kana i wybrać z listy odpowiedni znaczeniowo symbol kana.

japanese_keypad

Fot: Japońska klawiatura zmieniająca orientację poziom/pion. (CC) James Nash

Co można z tym zrobić? Po pierwsze można opracować różne klawiatury dla różnych rynków. Ideału się nie osiągnie, ale jak widać na przykładzie klawiatur komputerowych, to działa. W komórkach też.

Piotr Tymochowicz przypomniał mi o innym, mniej popularnym rozwiązaniu. To “języki” logograficzne. Najbardziej znanym w Polsce jest chyba Zlango, kiedyś bezskutecznie promowane przez operatora Play. Języki te miały ułatwiać pisanie wiadomości zastępując wpisywanie liter/znaków alfabetu Zlangowybieraniem ikon. Ikony odpowiadają podstawowym, najczęściej używanym wyrazom. Do Zlango dostępna jest aplikacja Java, która pozwala tworzyć i odbierać wiadomości SMS zapisane w tym języku, zwane ZMS. Zlango ma obecnie 300 znaków i niewiele sukcesów.

Problem na rynkach azjatyckich został częściowo rozwiązany przez ekrany dotykowe. Nie bez powodu tajwańskie HTC koncentruje się właśnie na takich modelach. Chińskie znaki można łatwo wprowadzać używając rysika (a w ostateczności palca). W Europie coraz więcej modeli ma z kolei wirtualne lub fizyczne klawiatury QWERTY. Pisanie na nich nie jest może szczytem wygody, jednak w porównaniu z multitappingiem jest znacznym postępem.

Na dodatek, mimo spektakularnych problemów SpinVox, coraz lepiej działa rozpoznawanie głosu. Rewelacyjne aplikacje takie jak Vlingo, czy rozpoznawanie głosu przez mobilne aplikacje wyszukiwarek Yahoo! i Google zaskakują swoimi możliwościami. Jeśli mówisz w jednym z popularnych języków, już dziś możesz po protu mówić swoje wiadomości SMS lub e-mail.

 
Vlingo na N97: thenokiablog.com

Aplikacje do rozpoznawania mowy dostępne dziś na rynku mają bardzo wysoką niezawodność i są używane m.in. w samolotach bojowych, transkrypcji medycznej i wielu innych zastosowaniach. Dzięki zwiększeniu mocy procesorów w urządzeniach mobilnych, nowe telefony komórkowe mogą również korzystac z jej zalet.

Wypróbuj rozpoznawanie mowy w swoim telefonie, używając aplikacji wymienionych poniżej.

Vlingo dla iPhone, Symbian S60, Blackberry i Windows Mobile pozwala na błyskawiczne wysyłanie wiadomości SMS i e-mail, wyszukiwanie informacji, aktualizację statusów w serwisach społecznościowych oraz uruchamianie innych aplikacji.

Nuance Voice Control, rozwiązanie producenta pakietu Dragon Naturally Speaking, pozwala na tworzenie aplikacji na telefony komórkowe. Zobacz Dragon Mobile na iPhone.

Microsoft Voice Command to zaawansowana aplikacja pozwalająca na zarządzanie urzędzeniami Windows Mobile/Windows Phone przy pomocy głosu.

ViTO Technology ma szereg aplikacji pozwalających na sterowanie głosem urządzeniami iPhone, Windows Mobile a nawet PocketPC

Speereo ma kilka świetnych aplikacji rozpoznających głos. Najbardziej znany jest Speereo Voice Translator, dostępny na platformy Java, Windows Mobile oraz Symbian.

 

Komentarze (0)
Infinity - nieskończona naiwność
 Oceń wpis
   

Celebryta, konsultant, szarlatan. A do tego twórca startupa. Piotr Tymochowicz znów miesza w głowach Polaków, tym razem proponując Rebelię, nowy język, oraz serwis, który zmiecie facebooka i podbije nasdaq w jednym. A na dodatek da nam nieśmiertelność wirtualną (profil mentalny) oraz realną (zapis DNA w szwajcarskim banku).

Źródło: test.victoriasa.pl
 
Infinity, nowy "projekt" Piotra Tymochowicza, rozpalił umysły czytelników Antyweb. Wystarczyła republikacja przez hazana wywiadu przeprowadzonego przez Michała Sobczyka, twórcę videobloga amazingvictory.
 
Trzeba przyznać, że Tymochowicz bardzo sprawnie przedstawił mieszankę zaklęć kojarzących się z sukcesem w Internecie. Spójrzcie sami: Facebook, e-learning Nasdaq, DNA, telefony komórkowe, rzeczywistość rozszerzona a nawet Second Life. Nie mówiąc już o nieśmiertelności. Tymochowicz rzuca też liczby, oferując m.in. 28 nowych funkcjonalności. Projekt jest podobno rozwijany od lat dziewięćdziesiątych, w tajemnicy, podczas gdy doradzanie politykom było tylko przypadkową, poboczną działalnością Tymochowicza.
 
Akurat w przypadkowość "doradztwa" p. Tymochowicza jestem w stanie uwierzyć. W końcu to niedoszły fizyk a nie psycholog, zaś efekty jego pracy są mizerne. Polscy politycy wymachują rękoma i stosują łamańce słowne, jednak w niczym im to nie pomaga. Filmowany przez Marcela Łozińskiego trzyletni eksperyment "Jak to się robi" wzorowany na Pigmalionie również nie wypalił. Kreowany przez Tymochowicza "lider znikąd", Dariusz Konopka okazał się dobry jedynie na młodzieżówkę Samoobrony. Dziś bezskutecznie próbuje odnaleźć swoje miejsce.
 
Nie jestem w stanie uwierzyć w projekt Infinity. Nawet nie dlatego, że tworzący go zespół nie rokuje dużych nadziei. Oprócz Tymochowicza jest tam prezes Andrzej Konopczyński, przedsiębiorca budowlany, oraz Jan Brykczyński - zdaje się, że ten sam, który był "VIPem" w systemie MLM Akuna. Infinity jest też powiązana z obecną już na New Connect firmą Victoria Asset Operation Centre S.A.(cena akcji 29 grudnia 2009 to 0,13 PLN). Na stronach Victorii możemy zresztą podejrzeć rozszerzony serwis Inifinity [http://test.victoriasa.pl/].
 
Co świadczy o marnych szansach Infinity to po pierwsze pojawiające się od początku fałszywe informacje, po drugie zaś brak orientacji w proponowanych rozwiązaniach.
 
Tymochowicz twierdzi, że zatrudnia najlepszych programistów. Jednak witrynę projektu Infinity przygotowała firma commo. Jej kolejna wersja jest zaś kopią serwisu powiązanej osobowo spólki Victoria. Czy firma, która ma zasoby (najlepsi programiści!) na stworzenie alternatywy dla facebooka korzystałaby z takich rozwiązań?
 
Jedną z ważnych funkcji serwisu ma być nowy język dostosowany do telefonów komórkowych, kiedyś opisywany na stronach Infinity jako @pl, a dziś jako @Power Language. Problem w tym, że podobne rozwiązania nie służą "porozumiewaniu się ludzi na poziomie międzynarodowym". do tego miały służyć Esperanto czy Basic English. Języki tworzone z myślą o telefonach komórkowych, takie jak ZLANGO mają ułatwiać przesyłanie wiadomości MMS użytkownikom języków takich jak chiński czy japoński (napiszę o tym więcej na wnet, bo to ciekawy temat). Nie ma sensu ich używanie przy pomocy komputera lub na rynkach polskim, amerykańskim, rosyjskim. Tu dobrze służą krótkie alfabety.
 
Tymochowicz zachęca tez do przechowywania "zapisów DNA" oraz "profili mentalnych" w celu zapewnienia "nieśmiertelności". To bełkot, wystarczy poczytać Craiga Ventera, aby zrozumieć, że ludzki genom nie może mieć takiego zastosowania. Zwłaszcza przechowywany w skrytce bankowej.
 
Także "profil mentalny",  odwzorowanie przez "samouczący się" system zachowań i preferencji użytkownika w serwisie społecznościowym nie może pomóc w odtworzeniu jego osobowości. Osobowość człowieka w "realu" jest całkiem inna. Specyfika komunikacji przez komputer zmienia zachowania ludzi. Mgliste projekty o pięknych nazwach Solaris, Arka, Wspólnota21 czy Rebelia nie przekonują nikogo, kto obserwuje współczesne serwisy społecznościowe.
 
Jedyne co wydaje się jasne, to skok na kasę przy IPO na NewConnect. Jeśli Tymochowiczowi uda się rozkręcić hype wśród nieświadomych inwestorów, to cena otwarcia znacznie przekroczy realną wartość udziału. Przypomnijmy, że Victoria zaczęła od kursu 0,55 PLN za nabycie akcji, dziś jej udziały są warte zaledwie 0,13 PLN mniej. Na emisji udało się zarobić ponad 3 miliony złotych. I to chyba jest prawdziwym planem Infinity. Pozostaje polecić PARP jako dodatkowe źródło kasy.
 
Komentarze (56)
Wiemy już co się stało z zapisami DNS Twittera
 Oceń wpis
   

Po udanej zmianie zapisów DNS Twittera przez Iranian Cyber Army ujawniane sa kolejne szczegóły. Dostawca usługi DNS dla Twittera, firma Dyn Inc (Dynect). twierdzi, że jej systemy nie zostały złamane. Oznacza to, że przestepcy zmienili wpisy korzystając z konta należącego do Twittera.

Tom Daly, CTO w Dyn Inc., zapewnił Washington Post, że wszystkie procedury i systemy w jego firmie działały poprawnie, a zapisy zmienił ktoś, posługujący się normalnym kontem Twittera. Informację potwierdził też szef firmy, Kyle York.

Ustawienia zostały przywrócone a konto Twittera w serwerze DNS zresetowane w ciągu godziny od ataku. Atak nie miał żadnego wpływu na pracę serwisu ani konta użytkownika. Jego jedynym efektem był fakt, że około 80% ruchu www do Twittera było przez kilkadziesiąt minut kierowane na witrynę kontrolowaną przez ICA. Wciąż nie wiadomo kto i w jaki sposób uzyskał dostęp do administracyjnego konta Twittera. Wiadomo jednak, że tym razem nie zawiniła technologia. Najsłabszym ogniwem zabezpieczeń znów okazał się człowiek.

Przeczytaj więcej o ataku na Twittera.

 

 

 

 

 

 

Komentarze (0)
Dlaczego e-reader to kiepski prezent na święta 2009?
 Oceń wpis
   

Jeśli czytnik ebooków to gadżet, który zamierzasz wpisać na listę prezentów przemyśl to jeszcze raz. Obecna technologia używana w Kindle, Nook czy eClicto za chwilę trafi do muzeum nieudanych produktów. Twój super-gadżet trafi zaś na szafę lub pod łóżko.

Chcąc dziś przeczytać ebook masz do wyboru dwa rodzaje urządzeń. Pierwszy rodzaj męczy oczy a jego baterie wyczerpią się w najciekawszym miejscu lektury. Drugi oferuje szare, wolno odświeżające się rzędy liter i oprawę graficzną w formie szarych rozmytych obrazków. Witaj w świecie technologii z końca lat 90tych zeszłego wieku.

Mimo to, w 2009 roku sprzeda się aż 5 milionów takich urządzeń. Kolejny 2010 rok ma przynieść sprzedaż 12 milionów e-readerów. To naprawdę zaskakujące, zważywszy, że aż 90 procent czytników na rynku należy do drugiego rodzaju czytników, opartego na technologii E Ink.

E Ink Source: Wikipedia

E Ink rozwijany od 1997 roku służy do wyświetlania szarego tekstu na szarych ekranach takich hitów rynkowych jak Kindle, Nook czy polski eClicto. Zamknięty w malutkich kapsułkach atrament przyciągany elektromagnesem zaciemnia punkty na ekranie. Technologia ta zużywa niewiele energii, napięcie potrzebne jest tylko do zmiany obrazu. E Ink nie wymaga podświetlania ekranu i nie męczy wzroku. Niestety odświeżanie obrazu trwa przeraźliwie długo. Zmiana strony w czytniku ebook wyposażonym w ekran z E Ink zajmuje aż pół sekundy. Możesz zapomnieć o płynnej animacji, nie mówiąc już o odtwarzaniu wideo. Czy wspomniałem już, że atrament jest tylko czarny? Twój ebook będzie wyglądał jak książka z samizdatu, w kilku odcieniach szarości.

Jest też drugi rodzaj czytników. Możesz mieć e-reader z ekranem LCD. Właściwie już go masz, w laptopie oraz w telefonie komórkowym. LCD pozwoli Ci cieszyć się dobrym kontrastem, pełnym kolorem i wideo. Kompletnie zawiedzie, jeśli zechcesz czytać swoją książkę na plaży. Baterie wystarczą w najlepszym wypadku na kilka godzin. Jeśli jedziesz pociągiem z Warszawy do Wrocławia, lepiej poszukaj gniazdka elektrycznego w wagonie.

Obie technologie nadają się do czytania ebooków nie lepiej niż Palm V produkowany w 1999 roku, z oszczędnym 16-kolorowym ekranikiem LCD o wymiarach 160 na 160 pikseli. Ten wystarczał mi na całą podróż i zmieniał strony błyskawicznie. Jeśli porównać cenę (70 PLN na allegro) i możliwości tego archaicznego PDA ze współczesnym eClicto, nie ma się nad czym zastanawiać. Palm V może być także pilotem do TV!

Oczywiście na horyzoncie jest co najmniej kilka technologii, które sprawią, że nowe e-readery staną się wygodnymi i interesującymi gadżetami. E Ink pracuje nad opracowaniem kolorowej wersji swojego wyświetlacza, co powinno się udać do końca 2010 roku. Wideo w E Ink raczej nie będzie, obecnie stosowana mieszanina atramentu nie potrafi reagować dostatecznie szybko. Podobne do E Ink rozwiązanie w kolorze rozwija firma SiPix. Nowa wersja Microcup e-paper będzie miała dodatkową zaletę - elastyczność.

Na rynku są też konkurencyjne rozwiązania.

Mirasol firmy Qualcomm (tej od chipów do telefonów) zamiast atramentu używa "skomplikowanego systemu luster". Serio. Cały ekran odbija światło z zewnątrz podobnie jak ekran E Ink. Malutkie lusterka potrafią odbić jego całość lub zakrzywić światło tak, aby dany piksel pozostawał czarny lub kolorowy. Efektem jest kolorowy obraz, który potrafi wyświetlać wideo. Rozwiązanie to jest dość skomplikowane technicznie, ale zużywa bardzo mało energii.

Technologia PerfectLight firmy Pixtronix zamiast odbijać światło używa systemu malutkich przesłon, które blokują światło z kolorowych (RGB) diod LED umieszczonych pod ekranem. To taka sama technika jak uzywana w ekranach LCD, jednak przesłony Pixtronix lepiej przepuszczają światło kiedy są otwarte (przechodzi przez nie 60 proc. światła, podczas gdy świecące na biało LCD pochłania aż 90 proc. tego co świeci pod ekranem).

Philips zainwestował w firmę Liquavista, ktora proponuje ekrany oparte na "elektronamaczaniu". Polega to na tym, że dany piksel o bokach 200 x 200 mikronów, zalany jest barwną cieczą. Po potraktowaniu go prądem kolorowy olejek jest spychany w niewidoczny kąt przez przezroczystą wodę. Ekran ten może być przezroczysty lub odbijać światło.

Stare technologie LCD również są odświeżane. Prowadzona przez Mary Lou Jepsen znaną z projektu OLPC firma PixelQi ma zamiar wyprodukować ekrany LCD, które będa mogły pracować w trybie odbijania światła. Sprawi to, że LCD przestanie zużywać ogromną ilośc energii na podświetlanie i będzie  lepiej działać w świetle słonecznym.

Jak widać już wkrótce pojawią się czytniki, które będą potrafiły długo wyświetlać kolorowe wideo bijąc na głowę archaiczne produkty wciskane nam przez świętego Mikołaja. Co więcej, nadchodzą też czytniki, które będą miały dostęp do znacznie lepszych treści.

Sukces urządzeń Kindle (Amazon), Nook (Barnes and Noble) czy w karykaturalnej formie eClicto (Kolporter) opiera się na dostępie do treści posiadanych i dostarczanych przez producenta urządzenia. Tak naprawdę jednak, prawa do treści posiadają wydawcy a nie księgarnie. Wydawcy nie są zadowoleni z warunków jakie proponuje im dominujący na rynku Kindle, który płaci im tylko 30 proc. ceny detalicznej płaconej przez czytelnika.

W grudniu 2009 roku powstała więc wspólna inicjatywa wydawców obejmująca Time, News Corp, Meredith (Better Homes and Gardens), Conde Nast (New Yorker, Vogue, Wired) i Hearst (San Francisco Chronicle, Cosmopolitan, Marie Claire). Zdecydowali się oni zainwestować we wspólny projekt e-readera. John Squire, tymczasowy dyrektor projektu powiedział AP: "Projekt ma na celu zbudować w pełni funkcjonalną aplikację do e-czytania, która pokaże piękno naszej treści na urządzeniach, które wejdą na rynek." Z pewnością nie miał na myśli niczego opartego o E Ink.

  Pierwszym krokiem nowego konsorcjum ma być przygotowanie platformy pozwalającej na przygotowanie publikacji elektronicznych dostosowanych do wielu urządzeń. Kolejnym etapem ma być podobny do iTunes sklep z publikacjami, który jednak nie będzie zamknięty dla innych wydawców, ani nie będzie jedynym sposobem pobierania treści. Conde Nast już teraz prowadzi prace z Adobe nad swoimi e-czytnikami, zaś Hearst ma swój startup o nazwie Skiff pozwalający na dystrybucję treści.

Zarówno urządzenia, jak i sposoby dostępu do treści dla czytników ebook radykalnie zmienią się w najbliższych miesiącach. Chyba więc warto poczekać z zakupem e-readera.

Komentarze (16)
Twitter i Iranian Cyber Army - co się naprawdę stało?
 Oceń wpis
   

Poranek 18 grudnia 2009 przyniósł wysyp informacji o "zhackowaniu" Twittera przez grupę Iranian Cyber Army. Co tak naprawdę się stało?

[UPDATE: Kolejne szczegóły o ataku na Twittera]

twitter hacked in google

Użytkownicy korzystający z Twittera przez www (przez przeglądarkę internetową), w nocy mogli zobaczyć podmienioną witrynę z komunikatem na dole strony:

Iranian Cyber Army

THIS SITE HAS BEEN HACKED BY IRANIAN CYBER ARMY

iRANiAN.CYBER.ARMY@GMAIL.COM

U.S.A. Think They Controlling And Managing Internet By Their Access, But THey Don’t, We Control And Manage Internet By Our Power, So Do Not Try To Stimulation Iranian Peoples To….

NOW WHICH COUNTRY IN EMBARGO LIST? IRAN? USA?
WE PUSH THEM IN EMBARGO LIST ;)
Take Care.

Skuteczność komunikatu nieco ograniczało umieszczenie go na dole strony, oraz zapisanie go po arabsku.

Na stronie Mowjcamp można nadal zobaczyć efekt działań ICA, w ładnej oprawie graficznej - podobno twitter wyglądał tak samo:

iranian cyber army

Twitter działał podczas ataku sprawnie, użytkownicy korzystający z niego przez różne aplikacje do Twittera korzystające z API nie zauważyli żadnych problemów. To dlatego, że sam Twitter nie został w żaden sposób zaatakowany.

Ofiarą ataku były serwery DNS, a metoda użyta przez Iranian Cyber Army to prawdopodobnie cache poisoning. Serwery DNS odpowiadają za to, aby wpisany w przeglądarkę adres w formie tekstowej został zamieniony na odpowiedni adres IP. Dla twitter.com poprawny adres to 168.143.162.100. W czasie ataku serwery DNS podawały jednak inny, zapisany w sfałszowanym przez crackerów rekordzie zestaw cyfr, kierując użytkowników na zupełnie inną stronę internetową, kontrolowaną przez ICA.

Juha Saarinen zapisal następujący rekord:

;; QUESTION SECTION:

;twitter.com. IN A

;; ANSWER SECTION:

twitter.com. 1901 IN A 74.217.128.160

;; QUESTION SECTION:

;160.218.217.74.in-addr.arpa. IN PTR

;; ANSWER SECTION:

160.218.217.74.in-addr.arpa. 3600 IN PTR www.perfectworld.com.

Jak widać ICA umieściła swój komunikat na hostowanym przez kanadyjski PNAP serwisie z grami online, co prawdopodobnie było znacznie łatwiejsze niż zrobienie krzywdy Twitterowi.

W tej chwili sytuacja jest opanowana, a kolejne komunikaty pojawiają się na oficjalnym blogu Twittera oraz w tweetach firmowym Twittera oraz prywatnym Alexa Payne.

Komentarze (2)
2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10 | 11 |
Ankieta
Co stanie się z telewizorami?
Zostaną wyparte przez komputery PC
Przejmą funkcje komputerów PC
Razem z PC znikną z rynku
Będą się rozwijać niezależnie od komputerów
Nie mam zdania na ten temat
Mam inne zdanie (komentarz pod wpisem)
O mnie
Piotr Wrzosiński
Piotr Wrzosiński
Najnowsze wpisy
2011-10-03 10:41 W zeszłym tygodniu pod nowym adresem
2011-09-25 18:20 Minął kolejny tydzień
2011-09-19 11:07 Podsumowanie tygodnia
2011-09-12 13:37 Przedruk i przeprowadzka
2011-09-02 17:36 Wybierz swój e-book!
Najnowsze komentarze
2015-02-24 18:33
KamilDawid:
Minął kolejny tydzień
Mam nadzieje, że to nie będzie koniec bloga. Zapraszam
2014-10-08 04:36
Thank you:
Nie ukradliśmy tego HTC z Windows Mobile. Serio.
Thank you http://gamesfree4flash.blogspot.com/[...]
2014-10-08 04:34
Thank you:
Nie ukradliśmy tego HTC z Windows Mobile. Serio.
Thank you http://downloadgamesair.blogspot.com/[...]