Kamienie domina. Co będzie dalej?
 Oceń wpis
   

Dominik Kaznowski – jeden z branżowych ekspertów – zmienia blogowe oblicze i adres. Niestety już w pierwszym wpisie na Networked Digital Age rozczarowuje. Oprócz błędów merytorycznych, Dominik pokazuje jak bardzo zamyka go perspektywa ciasnej wrocławskiej klasy.

 

Nowego bloga Dominika dyskwalifikuje przede wszystkim dwukrotne odwołanie do hiszpańskiego serwisu Tuendi. Taki serwis nie istnieje – hiszpańska nasza-klasa nazywa się Tuenti. To rozczarowujące, że szef marketingu największego serwisu społecznościowego w Polsce po prostu nie zna nazwy swojego hiszpańskiego odpowiednika.

Dominik ma jednak u mnie kredyt zaufania, przebrnąłem więc przez cały jego artykuł. Kaznowski dostrzega zmiany technologiczne zwiększające dostęp do Internetu. Zauważa też, że Internet to dziś raczej zbiór aplikacji niż medium informacyjne. Niestety w tym momencie kończą się słuszne spostrzeżenia.

Według Dominika Kaznowskiego serwisy społecznościowe, a przede wszystkim Facebook, stają się dominującym rodzajem stron internetowych – detronizując wyszukiwarki. Jego zdaniem wynika to głównie z lepszego niż w wyszukiwarkach wykorzystania zalet szerokopasmowego dostępu do Internetu.

To bzdura.

Nie ma jednej strony startowej.

Wyszukiwarki, wbrew wizji Dominika nigdy nie wyeliminowały portali horyzontalnych. Portale zintegrowały ich funkcjonalności. Wyszukiwarki kierują do portali.

Podobnie dzieje się z serwisami społecznościowymi. Portale i wyszukiwarki po prostu korzystają z ich funkcjonalności – i vice versa, Facebook pokazuje co tylko może w wynikach Google. Choć każdy z graczy próbuje przykleić do siebie użytkownika, w gruncie rzeczy wszyscy są połączeni i przesyłają między sobą ruch.

To trochę jak z gazetami, które drukują repertuary kinowe, programy telewizyjne, zamieszczają płyty DVD i mają swoje witryny internetowe, reklamując się jednocześnie we wszystkich konkurencyjnych mediach.

Świat to nie tylko nasza-klasa

Dominik myli się także w ocenie globalnego znaczenia zarówno serwisów społecznościowych, jak i szerokopasmowego Internetu. W swojej analizie całkowicie pomija rynki azjatyckie, które jak sam twierdzi wkrótce będą stanowić 2/3 Internetu.

Dla użytkowników z tych rynków Google nie jest dobrym punktem odniesienia. Nie jest nim też Facebook. Serwisów społecznościowych takich jak FB, Nasza-Klasa czy Tuenti nie da się porównywać z serwisami używanymi przez Internautów z Azji.

Japońskie Mixi to "no identity network" – pozwalające na interakcje bez ujawniania prawdziwej tożsamości. Chyba wszystkie udane japońskie serwisy społecznościowe mają trzy elementy: anonimowość, wersję mobilną oraz gry. Wideo i broadband sa w Japonii bardzo popularne, jednak o sukcesie decyduje raczej możliwość ich komentowania. Typowa interakcja z serwisem społecznościowym w Japonii to sprawdzenie co dzieje się u znajomych i wysłanie komentarza.

Chińskie społeczności takie jak Qzone (większy i lepiej zarabiający niż Facebook) czy Xiaoyou (to niezbyt udany odpowiednik naszej-klasy) są z kolei oparte na komunikatorze QQ. Także inna, nieco lepsza chińska nasza-klasa, czyli niezależny od Tencenta serwis RenRen opiera swój sukces na komunikatorze (Xiaoneitong). Choć RenRen ma interfejs sklonowany z Facebooka, to jego główną zaletą jest wersja WAP. Dla osób korzystających z lepszych łącz stworzono nawet osobnego klona o nazwie Kaixin001.

Chiński model interakcji w SNS jest zupełnie inny niż nasz. Nie jest oparty na forum ani wiadomościach wewnętrznych imitujących e-mail, za to dziejący się w czasie rzeczywistym. Na dodatek strona główna Qzone dla zachodniego użytkownika przypomina bardziej portal horyzontalny niż społeczność.

Jak będą zachowywać się użytkownicy z Afryki, jeszcze nie wiadomo.

Szerokie łącze czy wąskie gardło?

Równie śmieszne jest przypisywanie głównej roli w zmianach w Internecie łączom szerokopasmowym oraz treściom multimedialnym, a zwłaszcza wideo. To po prostu urąga faktom. Według optymistycznych szacunków, w 2013 roku będziemy mieli 700 milionów użytkowników łącz szerokopasmowych (broadband – czyli ponad 700 kB/s). Użytkowników Internetu w tym samym czasie będzie 8,2 mld. Czy 8% użytkowników naprawdę może stanowić o tym, jak będzie wyglądała sieć?

W rzeczywistości o rozwoju usług internetowych w najbliższych latach będzie decydował najszybciej rosnący segment, czyli Internet mobilny i bezprzewodowy. Najszybciej rosnące rynki to Indie, Chiny, Brazylia, Rosja oraz Afryka. Przyniosą one 2,5 miliarda nowych użytkowników Internetu w ciągu zaledwie 3 lat. Połowa wszystkich internautów będzie pochodzić z regionu Azji i Pacyfiku - zaś udział Ameryki Północnej zmniejszy się do 7 procent.

W takich warunkach zachodnie wyszukiwarki i portale mają trudniejsze zadanie niż Facebook nie dlatego, że w FB jest wideo. Wręcz przeciwnie, zaletą Facebooka jest jego wersja mobilna. Krótkie informacje, niewielkie zdjęcia i lokalni znajomi. Wadą wyszukiwarek dla nowych użytkowników jest konieczność wpisywania zapytań i zwracanie wyników nieodpowiednich dla urządzenia. Wadą portali jest ilość zdjęć i materiałów wideo oraz przeładowanie nieczytelnym tekstem.

Przypomnijcie sobie eksperymenty z WAP w telefonie jakieś 10 lat temu – mniej więcej te same bolączki dotkną nowych użytkowników z Azji i Afryki. Drogi transfer, mały ekran, niekompatybilność części formatów multimedialnych z urządzeniami oraz bardzo utrudnione wprowadzanie tekstu. Nowi użytkownicy Sieci nagrodzą tych producentów serwisów internetowych, którzy pomogą im w rozwiązaniu tych problemów.

A wideo? Wideo to można wkleić na Śledzika.

Komentarze (4)
Opera na iPhone - to działa!
 Oceń wpis
   

Podczas MWC 2010 Opera Software zaprezentowała swoją nową przeglądarkę Opera Mini 5 Beta dla iPhone. Nie mogliśmy robić zdjęć ani filmować pokazu, ale mogliśmy ją przetestować. Wrażenia? Steve, musisz to dodać do AppStore!

[Poniższy artykuł został przygotowany dla sieci blogów OnSoftware przez autorów: Merijn de Boer (gadget.blog.nl), Piotr Wrzosiński (wnet.bblog.pl) z Softonic.com]


Opera Software twierdzi, że ich produkt nie jest przeznaczony do iPhone ze zdjętą blokadą (jailbreaked).Opera Mini 5 będzie oficjalnie zgłoszona do AppStore, kiedy osiągnie wersję Final. Prace są bardzo zaawansowane, więc możemy oczekiwać zgłoszenia już wkrótce. Na MWC Opera Mini 5 była prezentowana jedynie wybranym dziennikarzom i partnerom. Wersji Beta na iPhone nie udostępniono do pobrania.

Dość jednak prawnych zawiłości, najważniejsze, że mogliśmy pobawić się Operą na iPhone. Trzeba powiedzieć, że w porównaniu z Opera Mini 5 Beta, wygląd i działanie Safari są beznadziejne. Najpierw odpaliliśmy w domyślnej przeglądarce iPhone stronę the New York Times. Mimo, że strona była częściowo w cache'u przeglądarki, czekaliśmy ponad minutę na jej załadowanie przez słaby GPRS dostępny w zatłoczonym budynku Fira de Barcelona.

Następnie rozpoczęliśmy naszą przygodę z Opera Mini. Po uruchomieniu zobaczyliśmy znaną stronę startową Speed Dial z ulubionymi zakładkami. Strona ta może być synchronizowana z przeglądarką Opera na PC lub np. telewizorze przy pomocy usługi Opera Link. Dotknęliśmy NYT i voila, po 15 sekundach na ekranie pojawiła się pełna strona New York Timesa.

Prędkość przeglądania Internetu przy słabym łączy jest zachwycająca. Opera Mini osiąga ją dzięki zaawansowanej kompresji. Strony są odchudzane nawet o 90%. Dodatkowe przyspieszenie zapewniają czary wykonywane na serwerach Opera Mini - łączą one pliki składające się na wgląd witryny w jedną paczkę o niewielkim rozmiarze. Nie tylko przyspiesza to pobieranie, ale też ratuje portfel przy korzystaniu z roamingu lub ograniczonych abonamentach na transmisję danych.

Naszym głównym zastrzeżeniem dotyczącym Opera Mini jest bezpieczeństwo rozwiązania opartego na przetwarzaniu danych na serwerach. Wszystkie "czułe" dane, na przykład hasła dostępu do poczty, są przesyłane przez serwery należące do Opera Software. Opera zabezpiecza je 128 bitowym szyfrowaniem pomiędzy naszą przeglądarką a serwerem i między serwerem Opera a stroną docelową. Słabym punktem są jednak serwery, na których nasze dane są przetwarzane poza naszą kontrolą. Pozostaje wierzyć na słowo, że są one dobrze chronione.

Interfejs Opera Mini 5 na iPhone jest praktycznie identyczny jak w wersjach na inne platformy. Nie ma multi-touch, aby powiększyć obrazek należy stuknąć w ekran dotykowy. Opera działa bardzo płynnie a wszelkie przejścia są ładnie animowane. Opera dokonała kilku zmian dostosowując się do wymagań dotyczących UI zawartych w SDK Apple'a. Używana jest klawiatura ekranowa natywna dla iPhone, nie ma też przycisku zakończ w opcjach programu.

Opra Mini 5 dla iPhone nie oferuje obsługi Flash. Jeśli jednak przejdziemy na YouTube, otworzy się mobilna wersja serwisu a filmy można będzie otworzyć w natywnym odtwarzaczu telefonu. To zachowanie jest identyczne z innymi wersjami Opery Mini.

Największą różnicą w korzystaniu z Opery w porównaniu z Safari jest dostęp do wielu stron. W Safari na iPhone widać jedynie bieżącą stronę. Opera pokazuje podgląd zakładek w menu wyświetlanym pod oknem przeglądarki. Dzięki temu można jednym dotknięciem łatwo przejść do każdej z otwartych stron. Opera Mini 5 na iPhone pokazuje "normalny" Internet, co nie zawsze jest najlepszym rozwiązaniem. Np. otwierając Softonic.pl zostaniemy przekierowani na stronę dedykowaną dla Windows PC, zamiast na wersję Softonic Mobile dla iPhone.

Korzystanie z Opera Mini 5 na iPhone jest przyjemne i intuicyjne, brak "szczypania obrazków" nie jest problemem. Powiększanie po stuknięciu w ekran jest równie płynne i wygodne. Podgląd zakładek w Speed Dial przypominający nieco Widgety bardzo ułatwia dostęp do ulubionych stron. Przeglądanie kolejnych stron w Opera Mini jest naprawdę szybkie i przyjemne. Dla posiadaczy iPhone pierwszej generacji przyspieszenie przeglądania Internetu dzięki Opera Mini będzie bardzo miłym prezentem. Wszystkie strony jakie testowaliśmy były bardzo wymagające i ciężkie, jednak Opera Mini radziła sobie z nimi znakomicie.

Wygląda na to, że Safari znalazła wreszcie godnego konkurenta. Jeśli masz jedną ze starszych wersji iPhone, pobierz Opera Mini 5 natychmiast po jej publikacji w AppStore. O ile Steve pozwoli.

Komentarze (2)
Ojciec Internetu: Chmury, łączcie się!
 Oceń wpis
   

Chmury potrzebują wspólnego standardu. Tak twierdzi Vint Cerf, współtwórca protokołu TCP/IP uznawany za ojca Internetu. Z punktu widzenia użytkownika trudno odmówić mu racji. Czy właściciele chmur zgodzą się uwolnić nasze dane?

IBM Cloud ComputingRys. Cloud Computing, Ivan Walsh via Flickr

Cloud computing – nasze dane przechowywane gdzieś na odległych serwerach. Trzymamy tam pocztę e-mail, zdjęcia, dokumenty. Chmury pozwalają nam cieszyć się nieograniczoną powierzchnią dyskową i mocą setek procesorów. To świetne rozwiązanie, dopóki pozostajemy w obrębie chmury jednego dostawcy.

w:Vint Cerf at an w:ICANN meeting, Lisboa 2007

Fot: Vint Cerf, Źródło Wikipedia

 Vint Cerf na sesji Churchill Club postawił jednak pytanie: Co jeśli chcesz przenieść swoje dane z jednej chmury do drugiej? Co zrobić, aby połączyć możliwości rozwiązań od kilku dostawców?

No właśnie. Jak przenieść zdjęcia z flickr do Picasa? Większość z nas może oczywiście użyć programu takiego jak migratr, lub po prostu pobrać wszystkie zdjęcia i wgrać je do innego serwisu. To jednak skomplikowane, czasochłonne a często niemożliwe ze względu na ilość danych przedsięwzięcie.

Chmury powinny więc mieć wspólny standard wymiany informacji. Tak, aby dokument Word przechowywany na Microsoft SkyDrive można było otworzyć w Google Docs. Tak, aby zdjęcie z Picasy dało się pokazać grupie użytkowników na flickr.

Problem w tym, że właściciele chmur wcale nie chcą nam na to pozwolić. Microsoft woli opracować Office Online niż pozwolić nam wysyłać dokumenty wprost na Google Docs. Użytkownik jest cenny i lepiej nie wypuszczać go z rąk. Trochę jak strona z ostrzeżeniem na facebooku (przechodzisz do ZŁEGO Internetu!).

Takie rozumowanie wydaje się słuszne, jednak historia Internetu pokazuje jak bardzo jest zawodna. Podobnie do dzisiejszych chmur działał 3com Boba Metcalfe, wynalazcy Ethernetu. Produkując urządzenia do łączenia komputerów w sieci, 3com zlekceważył pracę nad połączeniami między sieciami.

W tą lukę weszło Cisco. Już w 1996 roku zaczęło sprzedawać więcej urządzeń do Ethernetu niż 3com. Dziś Cisco jest globalnym liderem sprzedającym wszelkiego rodzaju urządzenia sieciowe. 3com ma być w tym roku przejęte przez hp.

Kto pierwszy opracuje i wdroży standard wymiany informacji miedzy chmurami, w przyszłości będzie rządził nimi wszystkimi. Jak we Władcy Pierścieni:

One Ring to rule them all, One Ring to find them,One Ring to bring them all and in the darkness bind them.

Komentarze (1)
Polska improwizacja w Softonic Awards 2009 (TNW Polska)
 Oceń wpis
   

Po raz szósty z rzędu użytkownicy największego w Europie wortalu o oprogramowaniu wybrali najlepsze aplikacje. Softonic Awards 2009 były jednak wyjątkowe – wzięli w nich udział Polacy...

Dzięki uprzejmości The Next Web Polska cały artykuł możecie przeczytać tutaj.

Komentarze (0)
Blagi i blogi 2009
 Oceń wpis
   

Polskie blogi z amatorskich pamiętników miały stać się głosem obywateli. Zamiast tego, stały się targowiskiem przekupek. Przekupa, która najgłośniej krzyczy wyznacza standardy na bazarach. Tak samo dzieje się w blogosferze.

Przejdź do listy Top 5 polskich blogów 2009 roku według Wnet

Popularne blogi prezentują nam dziś rzadką pulpę zmieloną z wiadomości ukradzionych zagranicznym mediom oraz prostackich komentarzy.  Na próżno szukać w blogosferze wartościowych treści. To wyjątki ograniczone właściwie do branżowych nisz. Także w nich nie jest łatwo.

Czy wiecie, że są branżowe “blogi” tworzone od zera przez agencje reklamowe, które służą tylko do zapewniania “contentu” dopasowanego do reklam? Nie one są jednak najgorsze, w końcu piszący w nich ludzie otrzymują kilka złotych za każdy wpis, inni ludzie komentują i tez dostają za to jakieś grosze a marketerzy się cieszą. Najgorsze jest to, jakie mamy “autorytety” na blogowej scenie.

Gdzieś zniknęli ludzie, którzy mieli pojęcie o jakiejś dziedzinie życia i o niej pisali. Konkursowi na "blog roku" patronuje gazeta, której naczelny chciał, aby Internauci całowali go w dupę. Tymczasem w 2009 roku najważniejsze blogi prowadziło dwóch facetów w czapeczkach.

Pierwszy z nich (ostatnio pojawiający się bez czapeczki), Grzegorz Marczak prowadzący Antyweb nie jest najgorszy. Właściwie jest całkiem dobry w porównaniu z resztą blogów i serwisów o technologiach. Z podziwu godnym uporem zbiera i komentuje informacje z zagranicy, walcząc z trudną materią języka polskiego. Hazan przez lata dorobił się też dużej wiedzy o polskim rynku. 

Choć więc nie można liczyć na wnikliwe analizy, Antyweb nie zawodzi jeśli chodzi o wybór nowinek technologicznych z poprzedniej nocy. To ma swoją wartość. Równie dużą, jeśli nie większą wartość mają komentarze czytelników, które wytykają ewentualne błędy autora bloga. W rezultacie dostajemy całość, którą można polecić jako jedno z najlepszych źródeł informacji o nowinkach technologicznych w języku polskim. Jeśli w 2010 roku Grzegorz znajdzie sposób na poprawienie jakości publikowanych treści, ma szansę na stworzenie polskiego Mashable - konkurentów brak.

Dużo gorszy jest drugi facet w czapeczce. Kominek, to zjawisko które moim zdaniem zasługuje na tytuł hucpy 2009 roku. Niestety, ten “najpopularniejszy polski bloger” wyhodowany przez blox.pl jest właśnie taki, jak polski Internet.

Kim jest Kominek? Jeśli ktoś jeszcze nie wie, Kominek to facet w czapeczce piszący o swoich frustracjach seksualnych oraz problemach z trawieniem. Kominek stał się prawdziwą gwiazdą po widowiskowej walce z firmą produkująca budyń. Oprócz “najpopularniejszego bloga” (właściwie dwóch w jednym) ma też inny, mniej popularny serwis oraz najchętniej śledzone konto w serwisie Blip.pl. Różne wersje treści wydalanych przez Kominka docierają do 250 – 300 tysięcy użytkowników miesięcznie.

Najgorsze jest nie to o czym pisze Kominek. Blogi to świetne miejsce na ludzkie wydzieliny, erotykę czy skargi konsumenckie. Problemem nie jest też to, w jaki sposób Kominek pisze. W przeciwieństwie do Antyweb Kominek pisze bardzo dobrze, to autor o świetnym piórze.

W Kominku najgorsze jest kreowanie się na “eksperta od blogów”. Kominek uważa, że blog służy do zarabiania pieniędzy i obraża ludzi, którzy się z nim nie zgadzają. Właściwie to głównie stara się obrazić konkurentów do marketingowych budżetów, czyli “Galerianki Blogosfery”. Kominek twierdzi, że blog musi mieć dużą widownię i dużo kasować za reklamę (w tym wypadku dużo to 5 000 złotych). Gdyby zastosować się do rad Kominka, właściwie tylko Kominkowy blog nadawałby się do reklamowania.

Kominka z blogami łączy dziś jedynie układ graficzny strony. Kominkowe serwisy miotają się w przestrzeni między serwisem “prokonsumenckim”, serwisem z opowiadaniami erotycznymi, oraz forum dyskusyjnym dla dorosłych. W przeciwieństwie do normalnej relacji autora bloga z czytelnikami, Kominek nie jest ani “zaufanym znajomym”, ani też “znajomym ekspertem”. Jest raczej osobą wywołującą skrajne emocje. Na dodatek z silnym podtekstem erotycznym.

Nie wiem jak jest dzisiaj, ale sukces Kominka w blox.pl nie był budowany na ekspertyzie w zakresie produktów spożywczych czy life mentoringu. Wynikał z umiejętnego pozycjonowania strony na dość ekstremalne hasła związane z seksem (NSFW!), oraz erotyczne podteksty w komentarzach. Takie pozycjonowanie, kategoria "tylko dla dorosłych" na blox.pl, oraz rosnąca liczba komentarzy napędziły masę krytyczną użytkowników (wcale nie taka dużą jak na serwis erotyczny). Czy czyni to z niego superblogera - czy raczej administratora serwisu erotycznego z aspiracjami do mainstreamu?

Kominek z uporem próbuje  wywołać sequel budyniowej afery atakując kolejne marki - ostatnio Burger Kinga i ING. W końcu poprzednia dała mu rozgłos w mainstreamie. Gdyby się udało, może firmy płaciłyby Kominkowi nie za miejsce na reklamę, ale za brak wpisów na ich temat. Można by sprzedawać abonamenty dla każdej marki, zaś nieposłusznych biczować.

Wbrew pozorom, wpisy Kominka wcale nie musiały jednak szkodzić firmie produkującej budyń. Jej marka stała się przez chwilę znana bardziej niż inne. Kominek nie jest też żadnym autorytetem w dziedzinie smaku budyniu. Jego czytelnicy mogli iść do sklepu i kupić opisywany budyń – świadomie, żeby go sprawdzić, lub nieświadomie, bo był jedynym jaki im się z czymkolwiek kojarzył. Właściwie, to nie wiadomo, czy producent budyniu nie zapłaciłby za powtórzenie tej akcji.

Dość jednak marudzenia na Kominka, nikt go nie każe czytać. Lepiej zobaczcie, na jakie blogi warto było zaglądać w zeszłym roku. Jest ich naprawdę sporo!

Oto najlepsze polskie blogi 2009 roku według wnet:

1. Brutto – czyli Netto na Tumblerze – choć brak już rozbudowanych komentarzy, znajdziecie tu interesujące obserwacje. Nie wiem czy to jest blog, ale w moim Feedly jest na okładce.

2. Lege Artis – czasopismo internetowe stosujące prawo w praktyce. Olgierd Rudak z uporem maniaka uczy, bawi i wychowuje niekumate społeczeństwo. Na dodatek pisze przystępniej niż również polecany Vagla.

3. Zezowaty Zorro – jeśli interesuje Was gospodarka, ZeZorro jest świetny, polecam też jego ostatnią “książkę” – Szachrownica.

4. WO – Wojciech Orliński nie wie zbyt dużo o komputerach – w końcu korzysta z Maca.  Za to ciekawie komentuje prawicową blogosferę, polityczne aktualności. Na dodatek słucha dobrej muzyki.

5. Chakier – specyficzny, bardzo specyficzny humor dla geeków. Warto spróbować.

Polecam też blogi: Artura Kurasińskiego, Dominika Kaznowskiego, blog kultura 2.0, Maksa Cegielskiego, Tomasza Topę, Pawła Nowaka, Macieja Lipca, Konrada Ciesiołkiewicza, Annę Miotk

Wszystkim autorom blogów (także tym nie wymienionym) dziękuję i proszę o więcej.

Jakie były Twoje ulubione blogi 2009 roku? Podziel się z innymi!

Komentarze (16)
1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10 |
Ankieta
Co stanie się z telewizorami?
Zostaną wyparte przez komputery PC
Przejmą funkcje komputerów PC
Razem z PC znikną z rynku
Będą się rozwijać niezależnie od komputerów
Nie mam zdania na ten temat
Mam inne zdanie (komentarz pod wpisem)
O mnie
Piotr Wrzosiński
Piotr Wrzosiński
Najnowsze wpisy
2011-10-03 10:41 W zeszłym tygodniu pod nowym adresem
2011-09-25 18:20 Minął kolejny tydzień
2011-09-19 11:07 Podsumowanie tygodnia
2011-09-12 13:37 Przedruk i przeprowadzka
2011-09-02 17:36 Wybierz swój e-book!
Najnowsze komentarze
2015-02-24 18:33
KamilDawid:
Minął kolejny tydzień
Mam nadzieje, że to nie będzie koniec bloga. Zapraszam
2014-10-08 04:36
Thank you:
Nie ukradliśmy tego HTC z Windows Mobile. Serio.
Thank you http://gamesfree4flash.blogspot.com/[...]
2014-10-08 04:34
Thank you:
Nie ukradliśmy tego HTC z Windows Mobile. Serio.
Thank you http://downloadgamesair.blogspot.com/[...]