Podcięte skrzydła. Czy następny Android to Terminator?
 Oceń wpis
   

Czy Twój ulubiony serwis napisał już, że Android to kolejna płonąca platforma? Zamiast skocznego Hello Moto, Android niczym w filmie Terminator może usłyszeć: You're terminated. 

W lutym 2011 Stephen Elop, CEO firmy Nokia porównał system operacyjny telefonów swojej firmy (Symbian) z płonącą platformą. Nie bacząc na krytyków radykalnie przestawił Nokię na współpracę z Microsoft. Nowocześniejszy system Windows Phone 7 ma pod koniec tego roku odzyskać dla Nokii inicjatywę na rynku mobilnym.

Symbian przegrał rywalizację z iOS, systemem firmy Apple. iOS był dla Nokii szokiem. Dominujący wcześniej na rynku gigant, nie był w stanie zrozumieć sukcesu Apple iPhone. Z punktu widzenia inżynierów z Espoo iPhone był zaledwie zabawką o ograniczonych możliwościach, zaś system iOS nie dorównywał Symbianowi pod żadnym względem.

Inżynierowie przegapili kluczowy, jak się okazało, czynnik - łatwość obsługi. Skoncentrowana na wyśrubowanych danych technicznych Nokia nie umiała też odpowiedzieć na marketingowe “zakrzywienie rzeczywistości” wokół produktów Apple.

Zakup firmy Motorola Mobility przez Google wydaje się wzmacniać inny system mobilny - Android. Android to alternatywa dla iOS oparta na otwartym oprogramowaniu. Podobnie jak iOS system miał wiele ograniczeń, a jego główną zaletą był uproszczony, oparty na ikonach interfejs. Android jak żaden inny system nadawał się do tworzenia klonów Apple iPhone. Odpowiadał na potrzeby konsumentów niczym Apple, zaś marketingową przewagę Cupertino niwelował niczym Nokia lepszym sprzętem oraz polityką cenową.

Po co Google kupił Motorolę?

Czy w Mountain View nie wiedzą o problemach prawnych? Oczywiście Google musi mieć świadomość zagrożenia i na pewno już szykuje jakieś rozwiązanie, choćby finansowe.

Jednak uzasadnienie tej transakcji nie musi kryć się w odpowiedzi na pytanie kto kupił, ale raczej kto sprzedał.

Sprzedaż komórkowej części Motoroli najbardziej ucieszyła jednego człowieka.

Carl C. Icahn od końca lipca próbował powtórzyć manewr zbankrutowanej firmy Nortel, która niczym na aukcji sprzedała się wraz z pakietem posiadanych patentów.

Google tę aukcję przegrało w walce z konsorcjum konkurentów: Microsoftu, Apple i RIM.

Icahn zaoferował Mountain View Motorolę, ze znacznie większą historią patentową (17000 ważnych patentów, 7500 w rejestracji).

W rezultacie zarobił prawie 450 milionów dolarów w jeden weekend.

Strategia rozwijanego przez Google systemu Android przyniosła oczekiwane efekty. Dziś Android to jedyny poważny konkurent dla iOS. Zakup Motorola Mobility teoretycznie wzmacnia pozycję Androida - to sojusz podobny do tego, który Nokia zawarła z Microsoftem. Sojusz o ogromnej sile rażenia na kluczowym rynku USA, gdzie marka Motorola jest dla telefonii komórkowej tym, czym Nokia była w Azji i w Europie.

Niestety, Android ma teraz bardzo poważne kłopoty. Tak poważne, że przypominają się słowa Elopa z prezentacji o “płonącej platformie”. Albo te, użyte przez innego menadżera z Finlandii, Ansji Vanjokka: wybór Androida byłby dla Nokii jak sikanie w zimie we własne spodnie, aby się ogrzać. Faktycznie. Choć dziś Android  wygląda kwitnąco, za chwilę może się okazać ogromnym problem dla wszystkich używających go producentów.

Problemem systemu Android jest Edward J. Naughton, prawnik specjalizujący się w patentach, prawach autorskich i licencjach w sektorze IT (warto zauważyć, że pracował także dla Microsoft). Naughton twierdzi, że Google oraz producenci telefonów i tabletów z systemem Android w wersji Honeycomb, łamią licencję GPLv2, nie upubliczniając pełnego kodu. Zgodnie z licencją, a dokładnie jej punktem 4*, oznacza to, że wszystkie te firmy straciły prawo do dalszego rozpowszechniania oprogramowania pochodzącego z systemu Linux, które jest integralną częścią systemu Android.

Żeby z powrotem nabyć prawa do licencji nie wystarczy już spełnienie jej warunków, czyli publikacja kodu po fakcie. Należy osobno wystąpić o licencję do każdego z twórców kodu Linuksa.

Co gorsza, zgodnie z licencją, nawet producenci używający wcześniejszych niż Honeycomb wersji Androida, publikowanych przez Google, nie są bezpieczni. Umowa licencyjna GPLv2 wymaga bowiem oddzielnej publikacji kodu przez każdego producenta. Tego zaś nie robił prawie żaden z producentów urzadzeń z systemem Android, jak dowiódł na przykładzie tabletów Matthew Garrett.

Efekt? Każdy, nawet najmniejszy deweloper, którego kod jest użyty w systemie Android może wystąpić o odszkodowanie i/lub wycofanie tego kodu z użycia.

Florian Mueller, prowadzący jeden z najważniejszych serwisów o sporach patentowych, sugeruje nawet, że protest jednego dewelopera może doprowadzić do sytuacji podobnej jak z tabletem Samsung Galaxy Tab 10.1, którego sprzedaż w UE została wstrzymana na wniosek Apple.

Czy znajdą się chętni na taki krok? Prawie na pewno - Google nie od dziś mówi o organizowaniu przez Microsoft i Apple koalicji posiadaczy patentów firmy Novell. O tym zagrożeniu wspomina nawet oficjalna informacja Google o zakupie Motoroli.

W tej niepewnej prawnie sytuacji zakup Motorola Mobility przez Google wcale nie wzmacnia platformy Android. Wprowadza jedynie dodatkowe zamieszanie. Transakcja musi zostać zaakceptowana przez agencje antymonopolowe. Inni niż Motorola producenci urządzeń z systemem Android, a zwłaszcza Samsung i HTC muszą poważnie zastanowić się nad swoim dalszym rozwojem. Nokia z Microsoft szykują ofensywę marketingową nowych telefonów z Windows Phone 7 Mango. Społeczność Open Source planuje wydanie naprawdę wolnego systemu operacyjnego B2G w ramach Fundacji Mozilla.

A Steve Jobs spokojnie buduje nową siedzibę swojego imperium.

-- 

*“Poza przypadkami jednoznacznie dozwolonymi w niniejszej Licencji, nie możesz kopiować, modyfikować, sublicencjonować ani rozpowszechniać Programu. We wszystkich pozostałych wypadkach, każda próba skopiowania, sublicencjonowania lub rozpowszechnienia Programu jest nieważna i powoduje automatyczne wygaśnięcie twoich praw z tytułu Licencji. Niemniej jednak, stronom, które już otrzymały od ciebie kopie albo prawa w ramach niniejszej Licencji, licencje nie wygasają tak długo, jak długo strony te w pełni stosują się do nich.”

[fot: Some rights reserved by Micky.!]

Komentarze (9)
iPhone w toalecie, czyli co łączy Jobsa z Crapperem
 Oceń wpis
   

Jeśli czytasz dużo o technologii, to pewnie nie raz cisnęło Ci się na usta “ajfon srajfon”. Mało kto zdaje sobie sprawę z tego, jak blisko prawdy jest to powiedzenie. Chyba żaden wynalazek nie miał historii tak podobnej do telefonu komórkowego jak muszla klozetowa. Ten stary, lecz jakże przydatny cud techniki miał nawet swojego Steve’a Jobsa!

Telefon komórkowy to gadżet rozpalający dziś wyobraźnię mas. Wynalazcy, projektanci, inwestorzy, dystrybutorzy i użytkownicy potrafiący godzinami roztrząsać zalety swoich ulubionych rozwiązań. Słowa klucze: iPhone, Nokia, Samsung, HTC, iOS, Symbian, Android, Windows Phone... Wspaniałe.

crapper toilet

[Fot: CC-BY-SA by radioedit]

Z toaletami było kiedyś tak samo. W ciągu niecałych 100 lat technologiczna nowinka stała się powszechnym dobrem. Spośród tysięcy fantazyjnych modeli, do dziś przetrwało zaledwie kilka standardów. Po drodze pojawiło się kilka fortun, a jeden człowiek, nieco niezasłużenie, został uznany za wynalazcę jednego z najważniejszych rozwiązań w tej dziedzinie. Thomas Crapper to przecież wypisz wymaluj Steve Jobs swoich czasów. Od razu jednak dementuję, słowo “crap” [ang. gówno, śmieć] nie pochodzi od nazwiska króla klozetów, jest znacznie starsze. Podobnie jak słowo "job" [ang. praca, zawód] ma niewiele wspólnego z szefem Apple.

Crapper nie wynalazł też ani spłuczki (zrobił to pisarz, John Harrington, w 1596 roku), ani syfonu w kształcie litery S blokującego brzydkie zapachy z kanalizacji (Alexander Cummings, 1775). Jego patenty były znacznie mniej istotne - Crapperowi zawdzięczamy m.in. pływak sterujący dopływem wody do rezerwuaru.

To co naprawdę stanowiło o sukcesie Crappera to, jak w przypadku Jobsa, design. Oczywiście nie wymyślony przez samego Crappera. Jeśli Crapper to ówczesny Jobs, to jego Woz'em był Albert Giblin, a rolę Jonathana Ive odegrał Thomas Twyford.

Co tam wynalazcy, zobaczcie Jobsa: 

Thomas Crapper

[Fot: public domain, wikimedia]

Firma Crappera instalowała muszle klozetowe projektu Twyforda, będące jednolitym elementem ceramicznym. Crapper instalował też nowoczesne syfony odporne na przeciekanie, opatentowane w 1898 roku przez Giblina. Syfony te były osią marketingu firmy. Thomas Crapper oferował nie tylko instalację samej muszli, ale też aranżację łazienki.

Podobieństwo strategii Thomas Crapper & Co. do dzisiejszych działań Apple jest uderzające. Cudze rozwiązania opakowane w łatwy w obsłudze, elegancki design. Nacisk na jakość wykonania i instalacji. Reklamy, sugerujące, że wykorzystane cudze wynalazki są zasługą firmy. Wreszcie, oprócz dostarczania samego hardware’u - zajmowanie się “ekosystemem” czyli całą łazienką.

Rozwiązania oferowane przez Thomas Crapper & Co., z pewnymi modyfikacjami przetrwały do dziś. Twoja toaleta jest prawdopodobnie jednolitym elementem ceramicznym, podłączonym do zaworu S i wyposażonym w spłuczkę z pływakiem. Twój wkład w personalizację sedesu jest dziś ograniczony, jak w iPhone, do wyboru nakładki - czyli deski klozetowej. Możesz za to dokupić aplikacje, czyli pozostałe wyposażenie łazienki.

To samo obserwujemy w świecie telefonów komórkowych. Spośród setek rozwiązań, dominujący staje się telefon w formie płaskiego pudełka z ekranem dotykowym. Podobne są interfejsy, oraz zainstalowane sensory. Wszystkie nowe smartfony łączą się z tymi samymi standardami 3G/WiFi/HSDPA/Bluetooth, wszystkie mają GPS, akcelerometr, czujnik światła.

iPhone nigdy nie był rewolucyjny, nie wprowadził żadnego rozwiązania nienznanego innym producentom. Niczym produkt Crappera, wyznaczył jednak standard, za którym podążyli konsumenci.

Boom na biznes związany z klozetami trwał od 1775 roku (syfon S) do 1907 roku. To wtedy optatentowano ostatni ważny element nowoczesnego klozetu - spiralne spłukiwanie pozwalające na “samooczyszczanie się” muszli. Firma Crappera wprowadzała swoje rozwiązania w latach 1880. Dwadzieścia lat wystarczyło, aby jej agresywny marketing zatrzymał rozwój różnorodnych technologii w zakresie muszli klozetowych.

Dziś muszla klozetowa jest standardowym towarem. Poza wyjątkami w klasie premium i na lokalnych rynkach (Japonia), do domu zamawia się po prostu kompakt W.C. Większość użytkowników nie patrzy na markę dosiadanego klozetu (Koło, Roca, Grohe etc.), ani jego parametry techniczne.

Pierwszy telefon komórkowy zaprezentowano w 1973 roku, jednak prawdziwy rozwój technologii to lata 1990-2010. Apple wprowadził swojego iPhone w 2007 roku. Większość producentów podąża za wzorem tego produktu już dziś. Czy niechęć Nokii do wprowadzenia na rynki telefonów N9 i N950 (wyposażonych w "nowy" system MeeGo) oznacza, że obserwujemy już koniec okresu innowacji w telefonii komórkowej?

Jeśli historia się powtarza, to wszelkie nowe pomysły dotyczące rynku mobile możemy spuścić do klozetu... Za 20 lat wszyscy będziemy bezrefleksyjnie używać klona iPhone. Wszystko jedno, kto go wyprodukuje.

Komentarze (2)
TVN 24: 10 lat junk food news w Polsce.
 Oceń wpis
   

TVN 24 świętuje swoje dziesięciolecie. Minęło już 10 lat karmienia widzów śmieciowymi wiadomościami. 10 lat, po 7 dni w tygodniu. Całą dobę.

junk foodKrytyka TVN24 jako medium w Polsce ma dwa główne nurty. Pierwszy, zbywany hasłem “oszołomy” zarzuca stacji, że prezentuje określony profil polityczny. Drugi, słyszany ze strony medioznawców i “poważnych dziennikarzy”, to zarzut, że stacja ta rozpowszechnia infotainment, czyli miesza wiadomości z rozrywką.

Oba zarzuty są, przynajmniej w części, prawdziwe. Żaden z nich nie dotyka sedna problemu, jaki polska przestrzeń publiczna ma z TVN24 i jej naśladowcami. Niestety przez 10 lat, zgodnie z prawem Kopernika - Greshama, proponowany przez stację format wiadomości telewizyjnej wyparł niemal całkowicie rzetelną informację i publicystykę.

Moim zdaniem problem nie leży w promowaniu określonych poglądów politycznych. To cecha mediów od samego początku. Polityczny profil mają zresztą media o najwyższej jakości - lewicowy jest Guardian, liberalny the New York Times, konserwatywny the Wall Street Journal.

Problemem nie jest też samo infotainment, obecne w mediach od prawie zawsze, a w polskiej telewizji co najmniej od 25 lat, czyli od pierwszego Teleexpressu.

TVN24 robi nam krzywdę serwując junk food news. Czym są junk food news? Po raz pierwszy tego terminu użył Carl Jensen, szef programu Project Censored, prowadzonego przez Fundację Sonoma State University.

Jensen zauważył, że według redaktorów, media zapełniane są informacjami możliwie najważniejszymi i atrakcyjnymi dla jak największej publiczności. Innymi słowy Project Censored nie miał sensu, gdyż o doborze informacji decyduje nie żadna cenzura, a poszukiwanie największej oglądalności (czytelnictwa, słuchalności etc.).

Czy rzeczywiście redaktorzy wyróżniają najważniejsze informacje? Jensen postanowił to sprawdzić, a wyniki wyglądały tak jak dzisiejsze TVN24. Większość jeśli nie całość programu można przecież przypisać do jednej z następujących kategorii:

  • Wiadomości związane ze znaną marką (plotki o gwiazdach)
  • Wiadomości związane z seksualnością
  • Wiadomości jo-jo (np. kursy akcji, przeróżne zmieniające się codziennie statystyki)
  • Informacje o szołbiznesie (premiery filmów)
  • Najnowsze mody (np. Facebook)
  • Rocznice (10 lat TVN24!)
  • Wiadomości sportowe (piłka nożna!)
  • Polityka

Co dziś mamy w TVN24? Zajrzyjmy na portal tvn24.pl.
Najważniejsze informacje:
- Zamieszki w Anglii: Premier się budzi
- Zamieszki w Anglii: odwołano mecz towarzyski z Holandią.
- Zamieszki w Anglii: reakcje piłkarzy Rooney’a i Ferdinando
- Zamieszki w Anglii: przypadek chuligana pobitego i okradzionego przez kolegów
- Kursy walut: CHF, EUR, AUD etc. etc.

Czy to naprawdę są najważniejsze wiadomości dla odbiorców TVN? A nawet jeśli, to czy naprawdę nie można oczekiwać od stacji rzetelnego komentarza. Dlaczego o zamieszkach wypowiada się Rooney, zamiast specjalistów od przestępczości młodzieży w miastach?

To jest właśnie problem z TVN24 i jej naśladowacami. Dostarczają nam łatwą do przeżucia papkę śmieci.

 [fot. na górze by pterjan CC-BY]

Komentarze (4)
Z biblioteczki (kontr)rewolucjonisty
 Oceń wpis
   

Skąd się biorą rewolucje? Dlaczego w wiadomościach wszystkie wyglądają tak samo? I co w tej całej historii robią Buzek i Krzaklewski?

Historia jest galerią obrazów, w której znajduje się mało dzieł oryginalnych i dużo kopii. Alexis de Tocqueville

W TV kolejna rewolucja. Na głównym placu odległej stolicy zebrały się masy młodzieży. Zwołali się przez Internet, identyfikują się kolorem lub datą i występują przeciwko okrutnemu reżimowi. Młodzi ludzie buntują się. W Tunezji, w Algierii, w Egipcie, w Jordanii, w Jemenie, w Libii. Masakrują ich w Syrii. Oburzeni protestują na placach Hiszpanii. Młodzież walczy o zmiany w Iranie, Burmie, w Chinach. Co zagotowało głowy młodych ludzi na całym świecie?

Kiedy oglądam migawki z kolejnych placów wypełnionych młodzieżą, zdjęcia kolejnych młodych męczenników bestialsko mordowanych przez policję, kiedy słyszę o kolejnej kolorowej rewolucji z chwytliwym przekazem, mam coraz większe wątpliwości. Dlaczego od jakiegoś czasu wszystkie rewolucje pokazywane w mediach wyglądają tak samo?

Kiedy słyszę, że demonstranci używają Twittera i Facebooka, a dziennikarze mówią o “internetowej rewolucji” zaczynam się zastanawiać. Arabska zimowa rewolucja, w polskich mediach zwana “wiosną” chyba z sympatii dla buntowników - zaczęła się w Tunezji. Zaczęła się (podobno) od tego, że tunezyjska policja zarekwirowała bezrobotnemu ojcu ośmiorga dzieci nielegalny stragan z pożyczonym towarem. Skąd ten biedak i wszyscy jego znajomi mają konta na Facebooku, telefony i komputery. Dlaczego niezważając na rachunki i policyjne pałki organizują demonstracje?

W sierpniu 2010 roku nieznany nikomu Dominik Taras zorganizował swoją “antykrucjatę”. Na Krakowskim Przedmieściu udało mu się zgromadzić kilka tysięcy osób w niezbyt ważnej sprawie. Użył do tego Facebooka. News? Tylko dla dziennikarzy. To, że “wszyscy są na fejsie” było zarówno dla organizatora, jak i dla warszawskiej młodzieży naturalne. Nikt nie pamięta, że jeszcze półtora roku wcześniej, w maju 2009 roku zaledwie 5 procent polskich internautów kojarzyło nazwę Facebook po jej pokazaniu przez ankietera. Czy Facebook to naprawdę dobre narzędzie do wzniecania zamieszek? Być może, ale skąd wziął się w Tunezji czy Egipcie?

Zacznijmy jednak od podstawowego pytania.

Skąd biorą się rewolucje?

Alexis de Tocqueville toured America in the 18...W 1856 roku Alexis Henri Charles Clérelde, wicehrabia de Tocqueville opublikował dzieło “Dawny ustrój i rewolucja”. Na podstawie obserwacji Rewolucji Francuskiej, de Tocqueville dowodził, że rewolucje są kontynuacją obalonego ustroju. Wybuchają zaś nie wtedy, kiedy sytuacja jest najgorsza, a wtedy gdy pojawiają się zmiany na lepsze. Bunt powoduje frustracja spowodowana zbyt wolną poprawą sytuacji.

“Najniebezpieczniejszy dla złego rządu jest zazwyczaj ten moment, kiedy zaczyna się on reformować.” Alexis de Tocqueville

Obserwacje de Tocqueville’a wydają się pasować do sytuacji przynajmniej części z krajów, które możemy dziś oglądać w relacjach telewizji Al-Dżazira. Sponsorowanej przez emira Kataru, dziwnym trafem nie dotkniętego zamieszkami.

Na przykład, można zgadywać, że mimo brutalności reżimów i praktycznego braku praw obywatelskich od lat 80. XX wieku zarówno w Tunezji Asada, jak i w Egipcie Mubaraka poziom życia podnosił się dzięki dochodom z turystyki oraz, paradoksalnie, dzięki stabilności politycznej.

De Tocqueville byłby jednak bezradny wobec wielu innych rewolucji. Co miałby powiedzieć o tej w Iranie, gdzie reżim zaostrzył kurs. Jak interpretować rewolucyjny początek wojny domowej w Libii - w kraju gdzie sytuacja obywateli była właściwie niezmienna, a w porównaniu z sąsiednimi krajami luksusowa.

W drugiej połowie XX wieku pojawił się nowy rodzaj rewolucji, bliższy starym coups d’etat niż walce klas. To rewolucje fabrykowane, inspirowane i wspierane z zewnątrz. Nie muszą być robione wbrew społeczeństwu, czasem zyskują masowe poparcie. Nie są jednak efektem działań reżimu, ani w ogóle sytuacji wewnętrznej. To gra obcych interesów.

Doktryna Szoku, błyskotliwa książka Naomi Klein z 2007 roku wylicza całą listę podobnych rewolucji i przypisuje je amerykańskim neokonserwatystom. Rzeczywiście amerykańscy politycy dawali się złapać na sponsorowaniu rewolucji, jednak ani socjotechniki, ani techniki sabotażu i dywersji nie mają przypisanej ideologii. Eksport rewolucji nie jest pomysłem made in USA. Rewolucjoniści mogą w zależności od swych barw politycznych korzystać z przeróżnych poradników.

Nie piszę tu bynajmniej o filozoficznych rozprawkach typu Manifestu Komunistycznego.  Przyjrzyjmy się ciekawszej literaturze wywrotowej.

Biblioteka (kontr)rewolucjonisty Che Guevara's Saturday night in Leeds Hyde park

Image by phill.d via FlickrKlasyczna dziś La Guerra de Guerrillas (Kuba: Wojna partyzancka) Che Guevary z 1961 roku służyła za podręcznik zarówno lewicowym, jak i prawicowym bojownikom, mimo iż autor zapewniał, że foquismo najlepiej działa przeciw totalitarnym dyktaturom. W praktyce porady El Comandante najlepiej sprawdzają się w słabo zurbanizowanych krajach, o słabej sieci łączności i przy założeniu masowego niezadowolenia z reżimu. Guevara uważał Afrykę za “słabe ogniwo imperializmu” jednak w Kongo poniósł porażkę. Metoda foco sprawdziła się za to w Nikaragui, Salwadorze, Grenadzie i Gwatemali.

Wydana 10 lat później the Anarchists Cookbook (Anarchistyczna książka kucharska) miała być protestem przeciwko wojnie w Wietnamie. Anarchistyczna jest tylko z nazwy. Ze względu na zawarte w niej dokładne i ilustrowane instrukcje produkcji różnych niebezpiecznych urządzeń, książka stałą się obiektem zainteresowania FBI (zobacz wyniki lektury). W 2010 roku jej posiadanie było jedną z okoliczności obciążających Iana Davisona, brytyjskiego neonazisty próbującego przyrządzić wybuchowe danie według przepisu z książki. Ze względu na praktyczne podejście, błędy rzeczowe i brak koncepcji strategicznych, ta książka cieszy się niezasłużoną sławą.

Aby to naprawić, anarchistyczny nie tylko z nazwy kolektyw Crimethinc wydał własną “anarchistyczną książkę kucharską” pod tytułem “Recipe for Disaster” (Przepis na katastrofę). Głównym powodem jej powstania był brak odniesień do anarchistycznej ideologii i metod działania w poprzedniej książce kucharskiej. Recipe for Disaster nie zawiera też błędów obecnych w the Anarchists Cookbook i jest dużo ciekawszą lekturą. Choć nie tak znana jak oryginał, książka ta odegrała większą rolę w praktyce. Wpływ Recipe for Disaster można zauważyć w działaniach odwołujących się do “akcji bezpośredniej” ruchów anarchistycznych, antyfaszystowskich oraz alterglobalistycznych.

“Samotne wilki” czyli związani z radykalną prawicą terroryści działający w pojedynkę inspirują się artykułem “Leaderless Resistance” (Opór bez przywódców) Louisa Beama z 1984 roku. Beam, sam należący do Ku-Klux-Klanu przypisywał koncepcję tajemniczemu pułkownikowi Amossowi z CIA, jednak jej początki sięgać mogą II wojny światowej. Samotne, rozproszone komórki sieci oporu miały stanowić zabezpieczenie przed aparatem terroru potężniejszego wroga. Amoss miał na myśli komunistów po inwazji na USA, Beam amerykański rząd.
Co ciekawe, pierwszą ofiarą rozproszonego terroru padli jednak myśliwi. Leaderless Resistance zainspirowało bowiem grupy radykalnych obrońców praw zwierząt. Samotnym wilkiem był także sprawca niedawnych ataków w Norwegii, Anders Breivik. Taktyka samotnych wilków jest wyjątkowo skuteczna, acz jednorazowa. Terrorysty praktycznie nie da się wykryć, jednak jego pierwsza akcja jest zwykle ostatnią. Pozbawiony wsparcia po ujawnieniu nie ma szans na ucieczkę przed siłami bezpieczeństwa.

[EDIT] Umknęła mi jeszcze jedna, bardzo ważna dla prawicowych radykałów książka. To The Turner Diaries (Dzienniki Turnera), napisana przez Andrew MacDonalda. MacDonald, czyli William Luther Pierce, to zmarły w 2002 roku przywódca National Alliance, jeden z najważniejszych ideologów wyższości białej rasy w USA. Książka opisuje losy Earla Turnera, członka Organizacji bohatera kampanii terroru i sabotażu, która w ciągu stu lat doprowadzić miała do "oczyszczenia" USA z wszystkich nie-białych. Turner ginie co prawda zrzucając bombę atomową na Pentagon, ale Organizacja zwycięża. Pierce napisał jeszcze jedną, jak sam to ujął "bardziej praktyczną" książkę "Hunter" opisującą  losy weterana wojny wietnamskiej mordującego mieszane rasowo. małżeństwa. Mimo to, The Turner Diaries mają większy wpływ na bojowników - książka byłą inspiracją do co najmniej sześciu aktów terroru.[/EDIT]

Bojownicy kierujący się islamem i ideą świętej wojny korzystają z aż 1600-stronicowego dzieła “Da’wat al-muqawamah al-islamiyyah al-‘alamiyyah” (Wezwanie do światowego islamskiego ruchu oporu) Mustafa Setmariam Nasara, lepiej znanego też jako “Abu Mus’ab al-Suri”.System al-Suriego zwany ‘nizam’ - po polsku to chyba właśnie “system” - opiera się na sieci niezależnych komórek terrorystycznych, nie połączonych żadną organizacją, a jedynie wspólnym celem. Niestety nie znalazłem pełnego tłumaczenia tego dzieła na żaden znany mi język. Według specjalistów książka Nasara inspirowała m.in. wykonawców ataków w Madrycie i Londynie.

Rewolucja na wynos

Ruchy rewolucyjne, które obserwujemy dziś w Al-Dżazira mają swój własny, nowoczesny elementarz. To Canvasopedia, serwis internetowy prowadzony przez organizację CANVAS (Centre for Applied NonViolent Action & Strategies).

CANVAS to następca serbskiego ruchu młodzieżowego Otpor!, który w 2000 roku przyczynił się do obalenia Slobodana Milosevica. Celem CANVAS jest... powtórka z rozrywki, czyli masowe powielanie metody Otpor! w innych krajach. Otpor! w swoich wyjątkowo skutecznych kampaniach korzystał z pism Gene’a Sharpa, człowieka nazywanego Clausewitzem wojny bez przemocy.

Kim naprawdę jest demoniczny Gene Sharp? To 80-letni staruszek, emerytowany profesor politologii uniwersytetu Dartmouth. Zajmuje się głównie problematyką “walki bez przemocy”. Sharp zidentyfikował aż 198 metod takiej walki.

Gene Sharp jest też fundatorem Albert Einstein Institution, organizacji zajmującej się “obroną wolności i demokracji oraz redukowaniem przemocy na tle politycznym przez propagowanie walki bez przemocy”. W tłumaczeniu na polski, to organizacja produkująca i eksportująca rewolucję “instant”.

Prace Sharpa, a zwłaszcza jego opus magnum, czyli podręcznik “Od dyktatury do wolności” są podstawową lekturą dzisiejszych ruchów rewolucyjnych, zwłaszcza tych z naszej części świata. Oficjalnie do inspiracji przyznają się między innymi gruzińska Kmara (obalony prezydent Szewardnadze), ukraińska Pora (pomarańczowa rewolucja), białoruski Żubr (na razie bez sukcesów), albański MJAFT!, rosyjska antyputinowska Oborona, oraz KelKel z Kirgistanu (jedna z sił biorących udział w rewolucji przeciw Akajewowi).

Hugo Chavez oskarżał AEI Sharpa o próbę zamachu stanu w Wenezueli. Egipski młodzieżowy Ruch 6 kwietnia korzystał z porad udzielanych przez CANVAS. Także hiszpański ruch oburzonych, który właśnie doprowadził do skrócenia kadencji rząd Zapatero stosuje metody zalecane przez bostońską instytucję.

Jak dotąd metody Sharpa są wyjątkowo skuteczne, nie powiodło się tylko tam, gdzie przywódcy mają masowe poparcie społeczne i/lub wyjątkową kontrolę nad przepływem informacji: Białoruś, Burma (Myanmar), Chiny, Iran, Rosja, Wenezuela. Wszystkie inne cechy reżimu wydają się być nieistotne.

Rewolucja na wynos według Sharpa wygląda zawsze tak samo - zmieniają się tylko logotypy i slogany pod którymi maszerują rewolucjoniści oraz twarze młodych męczenników. Albert Einstein Institution jest więc fabryką rewolucji znacznie skuteczniejszą niż Al-Kaida czy Bractwo Muzułmańskie, nie mówiąc już o KGB czy CIA. Gene Sharp jest zresztą nieustannie i chyba niesłusznie oskarżany o związki z tą ostatnią.

Do sukcesu w walce z dowolną dyktaturą AEI potrzebuje właściwie tylko jednego - niekontrolowanych środków masowej komunikacji w rękach młodzieży. W kampaniach ruchu Otpor! używano tradycyjnych narzędzi marketingu ATL i BTL i profesjonalnych agencji reklamowych wspieranych badaniami marketingowymi. Od plakatów, przez gadżety (ołówki przed głosowaniem), poprzez lokalne media i spoty w telewizji.

W krajach o silniejszej cenzurze, lub tam, gdzie ruch protestu nie ma silnego wsparcia finansowego niezbędne jest stworzenie lub wykorzystanie niezależnych kanałów komunikacji. To dlatego we wszystkich “afrykańskich” działaniach AEI tak silną rolę odgrywa Internet. Skąd ludzie mają do niego dostęp?

Ja tego Pana skądś znam...

Tu na scenę wchodzi inny darczyńca organizacji CANVAS. Człowiek roku 2000 Gazety Wyborczej, George Soros. Przez swój Open Society Institute sfinansował badania nad rozwojem social media w Afryce Północnej i ich wpływ na możliwość zmiany reżimu. W tym raporcie (oraz w Al-Dżazira) można zobaczyć dotychczasowe efekty badań. Soros finansuje też wymianę doświadczeń między uczestnikami młodzieżowych ruchów pro-demokratycznych (cokolwiek to znaczy).

Inny sponsor CANVAS, organizacja National Endowment for Democracy (NED), finansuje szkolenia i poszukiwania młodych liderów i aktywistów w krajach będących potencjalnym celem kolejnych rewolucji.

Polityczne i finansowe wsparcie zapewnia także The International Republican Institute utrzymywana z budżetu federalnego USA organizacja zajmująca się “demokratyzacją” innych państw i zarządzana przez Johna McCaina, republikańskiego kontrkandydata Obamy w 2008 roku.

Warto tu wspomnieć o “zapomnianych” osiągnięciach IRI w Polsce. Organizacja swego czasu przyznawała się do zintegrowania w 1997 roku polskiej centroprawicy i utworzenia partii Akcja Wyborcza Solidarność, a następnie Ruchu Społecznego AWS wspierającej Mariana Krzaklewskiego w przegranych wyborach prezydenckich. To była piękna katastrofa.

IRI szkoliła także Jerzego Buzka, ówczesnego Premiera RP, dziś przewodniczącego PE. Celem szkolenia było “podniesienie zdolności komunikacyjnych” ówczesnego Premiera RP, tak, aby nie dopuścić do rozpadu prawicowej opozycji. O traumie AWS chyba już nie pamiętamy, ale sam Buzek trzyma się całkiem nieźle.

Oczywiście twierdzenie, że to Gene Sharp na zlecenie Sorosa i Johna McCain’a wywołuje rewolucje przy pomocy nieświadomej młodzieży jest co najmniej przesadzone. W rozruchach zapewne biorą udział prawdziwi ludzie przekonani o swoich racjach. Ich ryzyko jest realne, na ulicach zwykle leje się prawdziwa krew.

Mimo to, wzruszając się kolejną dawką rewolucyjnego infotainment warto pamiętać, że współczesne rewolucje nie są już romantycznymi eskapadami Guevary, anarchistycznymi protestami z książki kucharskiej, ani nawet szaleństwem terrorystów.

To dopracowane w szczegółach scenariusze napisane w Bostonie, realizowane za pieniądze ważnych i bogatych ludzi. Tym razem biedna młodzież zamiast pistoletów dostaje telefony i szkolenia. Szkoda, że czołgi dyktatorów pozostają bez zmian.


Komentarze (2)
Głos ludu
 Oceń wpis
   

Okazuje się, że jest 100 osób, które chcą czytać wnet. Raz na tydzień, bo tyle czas zajęło zebranie setki głosów. Albo głasków, jak brut(t)alnie ujął to pewien były bloger.

Od poprzedniego wpisu blog odwiedziło ponad 500 osób, czyli 1/5 odwiedzających zagłosowała (chyba, że ktoś oszukiwał i głosował kilka razy). To naprawdę nieźle, zważywszy, że nic tu się nie pojawiało od tak dawna. 

Chcecie czytać głównie o telewizji oraz o Afryce Północnej. To pierwsze jest zrozumiałe - Tele Tydzień ma największy zasięg w polskiej prasie, trafiając do 33 procent populacji. Dla porównania, najpopularniejszy program telewizyjny - Prognoza Pogody w zeszłym tygodni trafił zaledwie do 11 procent Polaków. 

Co do afrykańskiej rewolucji, nie jestem pewien. Coś szykujecie w związku sytuacją w Ojczyźnie?

Na wnet rewolucji nie planuję, raczej powolną transformację :) Stay tuned.

 

 

Komentarze (3)
1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10 |
Ankieta
Co stanie się z telewizorami?
Zostaną wyparte przez komputery PC
Przejmą funkcje komputerów PC
Razem z PC znikną z rynku
Będą się rozwijać niezależnie od komputerów
Nie mam zdania na ten temat
Mam inne zdanie (komentarz pod wpisem)
O mnie
Piotr Wrzosiński
Piotr Wrzosiński
Najnowsze wpisy
2011-10-03 10:41 W zeszłym tygodniu pod nowym adresem
2011-09-25 18:20 Minął kolejny tydzień
2011-09-19 11:07 Podsumowanie tygodnia
2011-09-12 13:37 Przedruk i przeprowadzka
2011-09-02 17:36 Wybierz swój e-book!
Najnowsze komentarze
2015-02-24 18:33
KamilDawid:
Minął kolejny tydzień
Mam nadzieje, że to nie będzie koniec bloga. Zapraszam
2014-10-08 04:36
Thank you:
Nie ukradliśmy tego HTC z Windows Mobile. Serio.
Thank you http://gamesfree4flash.blogspot.com/[...]
2014-10-08 04:34
Thank you:
Nie ukradliśmy tego HTC z Windows Mobile. Serio.
Thank you http://downloadgamesair.blogspot.com/[...]