Brudny e-PR w praktyce. Instrukcja. I co dalej?
 Oceń wpis
   
Co to jest e-PR?
Rozmaici szalbierze nazywają tak zwyczajne spamowanie na blogach, forach czy w komunikatorach internetowych. Innym eufemizmem na tą praktykę są "działania operatorskie".
e-PR czy też działania operatorskie to nie tylko spam, to także oszustwo. Taki zwyczajny, pospolity występek z art. 286 kk

e-PR w wydaniu polskich agencji, tych dużych i tych malutkich łamie zapewne także Ustawę o świadczeniu usług drogą elektroniczną, jest bowiem zwykle informacją handlową bez zgody usługobiorcy. Bez niczyjej zgody, bo "operatorzy" o żadną zgodę nie pytają.

Ostatnio w ramach wyjątkowo przyjemnych obowiązków służbowych zapisałem się na PROFEO - ot kolejny serwis społecznościowy do przeklikania.
Spotkałem tam jednak coś wyjątkowego: szczere wypowiedzi operatora e-PR.
Wypowiedzi te są tak niesamowite, że trawiłem je przez dłuższy czas przed publikacją. Przeczytajcie je, a potem, mam nadzieję, razem zastanowimy się co z tym e-PR można jeszcze zrobić.
1. Dlaczego operator ukrywa reklamowy charakter tekstu:
Porównując - kiedy piszę artykuły podpisane jako reklamowe są oceniane przez użytkowników negatywnie, a ja wychodzę na sprzedawczyka.
Kiedy piszę po cichu.. to zależy. Zwykle jest dobrze. potem się pojawia ktoś, kto właśnie wymyśla, że piszę artykuły sponsorowane (nadal się to zdaża rzadko). I potem zwykle wszystko wraca do normy. Ale oczywiście zdarzają się wpadki. A wtedy bywa różnie. Mimo wszystko zawsze jest grono tych, którzy mnie oplują i tych, którzy mają do mnie "szacunek" (czy jak to tam nazwać), że byłam w stanie zrobić dobrą robotę, tylko zaliczyłam wpadkę.
2. Jak operator skutecznie ukrywa swoje intencje:
 Przecież ja jako operator nie piszę: kupcie produkt x, bo jest najlepszy. Bo kto by mi uwierzył ;)
Piszę, że mam produkt x i fajnie mi się go używa, albo że go lubię za coś tam. albo że inny tego nie ma. ale nikomu nie mówię, że ma kupić/lubić/cokolwiek. ja mówię o swoich uczuciach
3. Zasady etyczne w małych agencjach ePR:
nie pracuję jedynie w (nazwa poważnej agencji - wycięte przez wnet) jeśli o to chodzi. Tam działania są zupełnie innej natury niż te o których rozmawiamy. (... - wycięte przez wnet)
Pracuję również w firemce (5 osobowej), która jako dodatek do różnych usług reklamowych dodaje promowanie na forach itd. W tej firmie nikt nie stosuje się do żadnych zasad pisania, bo i po co? klienci są zadowoleni z takiej reklamy, mimo, że badania wskazują, że tylko 15% jest skutecznych.
4. Rozterki operatora, konflikt etyki ze skutecznością.
ujmę to tak: zasady etyczne mam własne, ale dostosowuję je do tego, czego wymaga ode mnie firma.(... - wycięte przez wnet, o poważnej agencji), w firemce nie ma żadnych zasad, poza wyrobieniem odpowiedniej normy, toteż nie przejmuję się standardami (wręcz trzeba je łamać). Mój problem to nie jest czego wymagają klienci i firma. Ja tu tylko pracuję.
5. Tak po prostu musi być.
ależ proszę, możecie linkować i cytować. Nidgy nie będę zaprzeczać, że moje osobiste zasady moralne odbiegają od kanonu :)
a co do firmy - skoro ona oferuje, a klienci się na to decydują.. nadal mimo wpadek, to jest to rzeczywiście ciekawe zjawisko jeśli chodzi o styk wielu nauk.
Oczywiście, że zdaję sobie sprawę z mojej postawy, ale co to tak naprawdę znaczy? nic ponad to, że pewne zasady mi wiszą, a na inne rzeczy się godzę. Ot, cała zbrodnia. Przecież nie mnie dotknął konsekwencje, tylko firmę reklamowaną. która może obwinić firmę reklamującą (ona nie jest z ePR, to chyba oczywiste). Tak czy inaczej mnie nikt nie pociągnie do odpowiedzialności, bo nie ma za co.

Tą dyskusję można znaleźć na PROFEO, ale lepiej jej nie szukajcie.
IMO operator naprawdę nie jest niczemu winien, mimo że wbrew temu co widać wyżej, to on by odpowiadał za oszustwo. To zwykle jakiś przymierający głodem student, który łapie się każdego zajęcia. Zwykle na początku nie jest tak zdemoralizowany, a potem... cóż każdy musi sobie racjonalizować swoje działania. Problemem nie jest więc odrzucenie zasad etycznych przez bezpośrednich wykonawców tego e-PR.

Problemem jest rynek. Rynek bez zasad i bez wyciągania konsekwencji.
Dlaczego marketerzy zgadzają się na ryzyko e-PR mimo jego małej skuteczności i możliwej katastrofy wizerunkowej?
Dlatego, że poza nielicznymi przypadkami tej katastrofy nie ma.

Po akcji Axe sam miałem pretensje do przyłapanego "operatora", nie do Unilevera ani nie do jego agencji zlecającej nieetyczne działanie. Nawet nie wiem, która to agencja.

Teraz też pierwszą myślą jest, żeby napiętnować tego, kto się przyznał do swych działań.
Ale może powinniśmy poszukać tej "pięcioosobowej firemki bez żadnych zasad" i listy jej klientów? I może to Ci klienci powinni być jakoś ukarani, za to, że proszą firemkę o brudne działania?
Tak wiem, to nie oni oszukują użytkowników internetu. To ten operator schowany za proxy.

Więc nie ma winnych?
Szkoda, bo codziennie tracimy czas i energię na czytanie tych fałszywych komunikatów. Czasem się na nie nabieramy i tracimy też pieniądze.
Czasem jak w wypadku spamu o klonie blipa niedoświadczony operator trafi na niewłaściwy blog. Wtedy operator traci pracę, agencja przeprasza... I szuka kolejnego zlecenia.

Czy da się coś z tym zrobić?
A może to tylko mi przeszkadza? Proszę, powiedzcie, że nie tylko mi. :)

[Ten wpis powstał we współpracy z autorem bloga http://thelemita.blox.pl]
Komentarze (10)
TVN24.pl - jak wydać milion w minutę?
 Oceń wpis
   
Wystarczy się pospieszyć z publikacją takiego obrazka:
tvn24 o 21:00
Taki screen pojawił się na blipie o 21:33. I jeszcze drugi z artykułem opisującym wyniki sondażu już o 20:30.

TVN24 najpierw stwierdził, że to źli hakerzy się włamali na stronę portalu. A teraz udaje, że nic się nie stało. Jednak od czego są szybkie roboty google:

Google zdradza tvn
Fakty są następujące: tvn24.pl świadomie lub nie ujawnił wyniki sondażu przed zakończeniem ciszy wyborczej. Nie da się tego zwalić na hakerów, te strony były dostępne. A plik xml z CMS nadal chyba jest.

Grzywna za taką publikację może wynieść nawet 1 milion złotych. Gratuluję!
PS: o2.pl też opublikowało w czasie ciszy wyborczej wyniki sondaży (aż dwóch) i to na stronie głównej. Dlaczego im nie gratuluję? Bo nie pisali o hakerach tylko po cichu schowali zakazaną informację linkując do narzekania na zasady ciszy wyborczej.
Komentarze (2)
Reklamy i kłamstwa na blogach, pomroczność jasna.
 Oceń wpis
   
Dziś na Mashable! Pete Cashmore [swoją drogą, adekwatne nazwisko do tematu] dość uroczo zastanawia się: "Co jeśli czołowi blogerzy dostają pieniądze za reklamę bez oznaczenia jej treści?".
W komentarzach do najbardziej znanych blogów takie podejrzenie często pojawia się w komentarzach, jednak zwykle czytelnicy nie traktują go poważnie. BusinessWeek pisze o dochodach najbardziej znanych blogerów. To nie są małe pieniądze. BoingBoing ma podobno ponad milion dolarów z reklamy rocznie.
"Czy zaryzykowałbyś taki roczny dochód za jeden większy zastrzyk gotówki?"- pyta Cashmore. Przecież taka wykryta fałszywa informacja zmniejszy oglądalność i wpływy z oficjalnych reklam. Dla Amerykanina to oczywiste.

"Czy na pewno oszustwo zmniejszy dochody także w Polsce?" Czy przestaliście czytać ZjadamyReklamy, albo AK74 po tym jak oszukali nas wszystkich? Czy zauważyliście, żeby oni mieli mniej zleceń? Bo mi się wydaje, że jest wręcz przeciwnie. Teraz są znani i zapraszani, prowadzą kolejne projekty. Może właśnie dlatego, że sprzedali nasze zaufanie.

Czytacie ich dalej, nawet ja czytam Artura (Ireny nigdy nie czytałem).
Dlatego nie mogę się zgodzić z Cashmore'm. Ryzyko polskiego blogera-reklamiarza jest niewielkie, jeśli ktoś straci to nabrany czytelnik a nie blogger.

Jest jeszcze cisza wyborcza, więc nie będę się rozwodził nad tym, że to specyficznie polskie zjawisko, zasiane na początku naszej nowej demokracji. To się zaczęło zaraz po odejściu rządu Mazowieckiego, kiedy otoczenie prezydenta Wałęsy a zwłaszcza partia Porozumienie Centrum braci Kaczyńskich, zaczęła proces przyzwalania na korupcję.
Na rady nadzorcze obsadzane przez ministrów i urzędników ministerstwa, na "dorabianie", "zabezpieczanie partii" przez przejmowanie mienia państwowego. Niestety nikt tego nie przerwał, nikt nie powiedział, że tak nie wolno, że urzędnik ma swoją pensję i honor służby cywilnej i zakazane mu są inne synekury.

To się rozlało na nas wszystkich, wszyscy myślimy, że to normalne, że ktoś "dorabia", że jeśli nie ma przepisu to wolno, że jeśli jest przepis to można go obejść. Że kasa usprawiedliwia. Naprawdę tak myślimy, czy tylko coś nas zaćmiło na chwilę?
Czy to nie jest "pomroczność jasna" całego społeczeństwa?
Polecam Wam wszystkim zbiór felietonów Jacka Żakowskiego pt. "Nauczka".
Mamy nauczkę, ale jeszcze nie tak dużą. Jeszcze nie do końca wiemy, że uczciwość to ważna sprawa. Ważniejsza niż szybki zysk. Także na blogach. I z dwojga złego, używajcie znaczka Krytyków, zamiast nas oszukiwać.
Komentarze (5)
Pedofile w serwisach społecznościowych. Problem dla Google.
 Oceń wpis
   
Jak się okazuje ten problem jest trudny nawet dla takiego potentata jak Google. Dzisiejszy the Wall Street Journal opisuje perypetie internetowego giganta, który próbuje monetyzować Orkut.
logo orkut




Orkut to należąca do Google sieć społeczna bardzo popularna w Ameryce Południowej. comscore rank

Jak widać na tabelce, Google ma na Orkucie całą masę odsłon, przy których możnaby teoretycznie wyświetlić reklamę.

Niestety dla Google próba wykorzystania Orkuta jako powierzchni reklamowej została odrzucona przez użytkowników z Brazylii.
I to jak odrzucona - krytycy reklamy na Orkucie wyszukali (nie jest to znowu takie trudne) reklamy umieszczone obok treści pornograficznych, w tym zdjęć dzieci i zwierząt.
Organizacja SaferNet twierdzi, że na orkucie jest 3000 profili pedofilów, korzystających z 1200 grup tematycznych.

Wykładowca prawa Thiago Tavares Nunes de Oliveira przygotował raport opisujący Orkut jako miejsce, gdzie Google popełnia przestępstwa rozpowszechniania pornografii oraz "hate crime" - czyli nawoływania do przemocy.

Google zgodnie z polityką ochrony prywatności odmówił policji ujawnienia danych użytkowników, którzy takie treści zamieścili. Spowodowało to oskarżenie lokalnego dyrektora Google przez brazylijskie władze, grzywnę 100 000 $ i zamknięcie biura Google w Brazylii.

Google w związku z brazyliską aferą wzmocnił system kontroli i usuwania treści, oraz rozluźnił politykę prywatności na terenie Brazylii przekazując cześć danych brazylisjkim władzom (czym ściąga sobie na głowę kolejne kłopoty, tym razem z obrońcami wolności słowa i prywatności).

Amerykańskie National Center for Missing and Exploited Children monitorujące zjawisko dziecięcej pornografii w Internecie twierdzi jednak , że Orkut ma w swoich treściach proporcjonalnie tyle samo pedofilii co inne serwisy społecznościowe.

Problem może dotykać więc również inne firmy sprzedające i kupujące reklamy w serwisach społecznościowych, czy innych opartych na treściach tworzonych przez użytkowników.
Żadna firma nie chce przecież aby jej marka pojawiła się obok filmu z gwałconym dzieckiem.
Sytuacja z Brazylii pokazuje nam jak niepewnym medium reklamowym są serwisy społecznościowe.

Ciekawy jestem jak radzą sobie z tym polskie serwisy - oczywiście przy ich malej skali problem jest łatwiejszy do opanowania, ale chętnie przeczytam jak Fotka, Epuls, albo Grono zapewniają reklamodawcom, że ich reklama nie wyląduje obok dowodu przestępstwa.

[via: Futuristic Play by Andrew Chen]
Komentarze (3)
Skype + MySpace = darmowe rozmowy. Dla prawie wszystkich.
 Oceń wpis
   
Od listopada 110 milionów użytkowników serwisu społecznościowego MySpace uzyska możliwość prowadzenia darmowych rozmów telefonicznych za pośrednictwem Skype. W tym celu obie firmy stworzyły nową, skypeową wersję komunikatora MySpaceIM.

Jest to pierwszy przypadek zastosowania technologii Skype w aplikacji wyprodukowanej przez inną firmę i kolejny krok oddzielenia sieci skype od samej aplikacji (pierwszym było środowisko deweloperskie i możliwośc tworzenia aplikacji dołączanych do komunikatora skype).

Aby skorzystać z usługi skype na MySpace nie będzie wymagane pobieranie aplikacji skype, wystarczy MySpaceIM. MySpaceIM ma w tej chwili 25 milionów użytkowników, zaś z sieci skype korzysta kiedy to pisze 5 mln osób, ale zarejestrowanych jest ponad 100 mln kont.
Rozmowy będzie można wywoływać także bezpośrednio przez linki umieszczone w profilach na MySpace.
Nowa usługa będzie wprowadzona w 20 krajach w których MySpace ma lokalizowane wersje. U nas nie. W Polsce MySpace ma na razie tylko puste biuro w Krakowie. Skype możemy sobie za to pobrać z onetu. I proszę bez malkontenctwa, ja pamiętam jak nawet na stacjonarny telefon (to taki z kabelkiem od ściany) czekało się 5 lat.

[via: TechCrunch]
Komentarze (1)
2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10 | 11 |
Ankieta
Co stanie się z telewizorami?
Zostaną wyparte przez komputery PC
Przejmą funkcje komputerów PC
Razem z PC znikną z rynku
Będą się rozwijać niezależnie od komputerów
Nie mam zdania na ten temat
Mam inne zdanie (komentarz pod wpisem)
O mnie
Piotr Wrzosiński
Piotr Wrzosiński
Najnowsze wpisy
2011-10-03 10:41 W zeszłym tygodniu pod nowym adresem
2011-09-25 18:20 Minął kolejny tydzień
2011-09-19 11:07 Podsumowanie tygodnia
2011-09-12 13:37 Przedruk i przeprowadzka
2011-09-02 17:36 Wybierz swój e-book!
Najnowsze komentarze
2015-02-24 18:33
KamilDawid:
Minął kolejny tydzień
Mam nadzieje, że to nie będzie koniec bloga. Zapraszam
2014-10-08 04:36
Thank you:
Nie ukradliśmy tego HTC z Windows Mobile. Serio.
Thank you http://gamesfree4flash.blogspot.com/[...]
2014-10-08 04:34
Thank you:
Nie ukradliśmy tego HTC z Windows Mobile. Serio.
Thank you http://downloadgamesair.blogspot.com/[...]