2007-10-05 13:38
Na Read/Write Web pojawił się interesujący artykuł Alexa Iskolda z AdaptiveBlue.
Artykuł dotyczy tego, co wnet lubi najbardziej - poszukiwania funduszy na rozwój startupów (przeczytaj, co pisałem na ten temat wcześniej).
Alex ma doświadczenie z pozyskiwaniem inwestora - ostatecznie udziały w jego firmie objął fundusz Union Square Ventures.
W swoim artykule omawia stare zasady funkcjonowania VC (czyli takie jakie teraz są, niestety, w Polsce) i porównuje je z obecnymi trendami, które może do nas kiedyś dotrą. A może nie.
Jak więc działa stary (czytaj: jedyny w Polsce) model finansowania przez VC/inwestora?
1. Aby zainwestować wymagamy przygotowania biznesplanu.
Biznesplan ma formę książki na około 70 stron. Zawiera m.in.:
Zwykle wymaga on wielu zmian dokonywanych przez przedstawicieli VC/inwestora, ponieważ w technologicznym startupie nie ma fachowców od biznesplanów.
2. Na podstawie tego biznesplanu możemy zainwestować.
Niestety nasz VC/inwestor ma mało specjalistów a dużo pieniędzy.
Dlatego może zaangażować się w jedynie kilka projektów i chce zaangażować w nie duże środki.
Co za tym idzie, ingerencja VC/inwestora w projekt i jego udział w spółce będzie absurdalnie duży.
Wymaga sie też, aby biznesplan uzasadniał (zbyt) dużą inwestycję i aby obiecywał szybki jej zwrot.
Oczywiście taka strategia VC jest zupełnie nieadekwatna dla współczesnych spółek technologicznych.
Po pierwsze tylko niewielka część projektów będzie w stanie jednocześnie rozwijać i utrzymywać swój projekt i tworzyć rozbudowany biznesplan.
Tak naprawdę, to będą tylko te projekty, które nie potrzebują wsparcia od lokalnego VC/inwestora.
Po drugie, VC angażując się silnie w kilka projektów ogranicza szansę powodzenia swojej strategii - większość inwestycji VC jest chybiona, tylko nieliczne przynoszą zysk. Naiwnością jest sądzić, że VC wybierze akurat te zyskowne.
Po trzecie, silne zaangażowanie przedstawicieli VC/inwestora często szkodzi projektowi - spółki technologiczne opierają się na wizjonerstwie i innowacyjności. Robert Sutton słusznie wskazuje, że dla innowacyjności jednym z kluczowych zagrożeń jest zbyt wczesna ingerencja działu finansów. VC/inwestor zapewne będą próbować obciąć "niesprawdzone" koncepcje w akceptowanym biznes planie.
Po czwarte zaś zbyt duże inwestowanie w fazie startowej doprowadzi do przerostów zatrudnienia i uniemożliwi zwrot z inwestycji. To typowe dla (zbyt) wielu przedsięwzięć internetowych "spalanie kasy" to właśnie wynik błędnej strategii VC.
W rezultacie VC/inwestorzy mogą wspierać głównie słabe klony bez szansy na globalny rozwój, na dodatek opóźnione przez prace nad słabym biznes planem.
Jak więc powinien wyglądać dobry VC?
Zdaniem Alexa (w pełni popieranym przez wnet, oraz przez rzeczywistość, która skrzeczy):
Dobry VC jest mały (stary VC powinien wydzielić z siebie kilka, kilkanaście mniejszych) i wyspecjalizowany.
Może to też być po prostu wydzielony budżet inwestora branżowego.
Dzięki specjalizacji w danej branży i niższej kwocie zaangażowania VC/inwestor ma szansę uruchomić większą ilość projektów i zwiększa swoje szanse na zysk z inwestycji.
Finansowanie fazy początkowej (seeding) powinno być podzielone na transze i pokrywać niezbędne koszty startupu, w tym przygotowywanie dokumentacji biznesowej.
Ponieważ finansowanie w takiej formie jest mniejszym ryzykiem, a mały nowy VC/inwestor jest wyspecjalizowany w swojej dziedzinie, szczegółowy biznesplan jest tworzony właśnie przez VC wraz ze startupem.
Startup ze słabiej zaangażowanym VC jest zdrowszy, a jego zespół bardziej zaangażowany w rozwój serwisu. VC nie ma możliwości zabijania innowacji, ponieważ mniejsze finansowanie oznacza mniejszy udział w spółce.
Science fiction? Nieprawda, Alex przytacza przykłady:
Te małe inwestycje mają szansę na zwrot, kiedy sprzedadzą swoje udziały w spółkach większym graczom. Wtedy będzie już gotowy prawdziwy biznesplan, rozwinięty i funkcjonalny projekt i realna innowacja.
Czego i Tobie wnet życzę :)
PS: przypominam, że możecie do mnie (p.wrzosinski [at] money.pl) wysyłać propozycje startupów rozszerzających potencjał grupy money.pl i Verlagsgruppe Handelsblatt

[disclaimer: robiłem korektę merytoryczną jednej z książek Roberta Suttona dla wydawnictwa Helion]
[disclaimer: zawodowo zajmuję się m.in poszukiwaniem startupów dla Money.pl]
Artykuł dotyczy tego, co wnet lubi najbardziej - poszukiwania funduszy na rozwój startupów (przeczytaj, co pisałem na ten temat wcześniej).
Alex ma doświadczenie z pozyskiwaniem inwestora - ostatecznie udziały w jego firmie objął fundusz Union Square Ventures.
W swoim artykule omawia stare zasady funkcjonowania VC (czyli takie jakie teraz są, niestety, w Polsce) i porównuje je z obecnymi trendami, które może do nas kiedyś dotrą. A może nie.
Jak więc działa stary (czytaj: jedyny w Polsce) model finansowania przez VC/inwestora?
1. Aby zainwestować wymagamy przygotowania biznesplanu.
Biznesplan ma formę książki na około 70 stron. Zawiera m.in.:
- opis rynku i konkurencji,
- opis modelu biznesowego
- wyliczenie możliwości biznesowych oraz zagrożeń dla projektu
- opis zespołu (lub sposobów jego pozyskania)
- oraz najśmieszniejszą część - plan finansowy na najbliższe 5 lat.
Zwykle wymaga on wielu zmian dokonywanych przez przedstawicieli VC/inwestora, ponieważ w technologicznym startupie nie ma fachowców od biznesplanów.
2. Na podstawie tego biznesplanu możemy zainwestować.
Niestety nasz VC/inwestor ma mało specjalistów a dużo pieniędzy.
Dlatego może zaangażować się w jedynie kilka projektów i chce zaangażować w nie duże środki.
Co za tym idzie, ingerencja VC/inwestora w projekt i jego udział w spółce będzie absurdalnie duży.
Wymaga sie też, aby biznesplan uzasadniał (zbyt) dużą inwestycję i aby obiecywał szybki jej zwrot.
Oczywiście taka strategia VC jest zupełnie nieadekwatna dla współczesnych spółek technologicznych.
Po pierwsze tylko niewielka część projektów będzie w stanie jednocześnie rozwijać i utrzymywać swój projekt i tworzyć rozbudowany biznesplan.
Tak naprawdę, to będą tylko te projekty, które nie potrzebują wsparcia od lokalnego VC/inwestora.
Po drugie, VC angażując się silnie w kilka projektów ogranicza szansę powodzenia swojej strategii - większość inwestycji VC jest chybiona, tylko nieliczne przynoszą zysk. Naiwnością jest sądzić, że VC wybierze akurat te zyskowne.
Po trzecie, silne zaangażowanie przedstawicieli VC/inwestora często szkodzi projektowi - spółki technologiczne opierają się na wizjonerstwie i innowacyjności. Robert Sutton słusznie wskazuje, że dla innowacyjności jednym z kluczowych zagrożeń jest zbyt wczesna ingerencja działu finansów. VC/inwestor zapewne będą próbować obciąć "niesprawdzone" koncepcje w akceptowanym biznes planie.
Po czwarte zaś zbyt duże inwestowanie w fazie startowej doprowadzi do przerostów zatrudnienia i uniemożliwi zwrot z inwestycji. To typowe dla (zbyt) wielu przedsięwzięć internetowych "spalanie kasy" to właśnie wynik błędnej strategii VC.
W rezultacie VC/inwestorzy mogą wspierać głównie słabe klony bez szansy na globalny rozwój, na dodatek opóźnione przez prace nad słabym biznes planem.
Jak więc powinien wyglądać dobry VC?
Zdaniem Alexa (w pełni popieranym przez wnet, oraz przez rzeczywistość, która skrzeczy):
Dobry VC jest mały (stary VC powinien wydzielić z siebie kilka, kilkanaście mniejszych) i wyspecjalizowany.
Może to też być po prostu wydzielony budżet inwestora branżowego.
Dzięki specjalizacji w danej branży i niższej kwocie zaangażowania VC/inwestor ma szansę uruchomić większą ilość projektów i zwiększa swoje szanse na zysk z inwestycji.
Finansowanie fazy początkowej (seeding) powinno być podzielone na transze i pokrywać niezbędne koszty startupu, w tym przygotowywanie dokumentacji biznesowej.
Ponieważ finansowanie w takiej formie jest mniejszym ryzykiem, a mały nowy VC/inwestor jest wyspecjalizowany w swojej dziedzinie, szczegółowy biznesplan jest tworzony właśnie przez VC wraz ze startupem.
Startup ze słabiej zaangażowanym VC jest zdrowszy, a jego zespół bardziej zaangażowany w rozwój serwisu. VC nie ma możliwości zabijania innowacji, ponieważ mniejsze finansowanie oznacza mniejszy udział w spółce.
Science fiction? Nieprawda, Alex przytacza przykłady:
- Y Combinator wspiera technologiczne startupy finansowaniem fazy seed (10-20K USD);
- Charles River Ventures uruchomił program Quick;
- Jeff Clavier uruchomił mały fundusz (12M USD) dla startupów.
Te małe inwestycje mają szansę na zwrot, kiedy sprzedadzą swoje udziały w spółkach większym graczom. Wtedy będzie już gotowy prawdziwy biznesplan, rozwinięty i funkcjonalny projekt i realna innowacja.
Czego i Tobie wnet życzę :)
PS: przypominam, że możecie do mnie (p.wrzosinski [at] money.pl) wysyłać propozycje startupów rozszerzających potencjał grupy money.pl i Verlagsgruppe Handelsblatt

[disclaimer: robiłem korektę merytoryczną jednej z książek Roberta Suttona dla wydawnictwa Helion]
[disclaimer: zawodowo zajmuję się m.in poszukiwaniem startupów dla Money.pl]
Komentarze (3)
Kategoria
Ogólne






