Wnet w Magazynie Mediafun
 Oceń wpis
   

Maciek Budzich właśnie wydał swój Mediafun Magazyn [PDF]. Polecam, bo w środku znajdziecie m.in przedruk tekstu "7 powodów, aby nie zatrudniać specjalistów social media..." z Wnet. Sa też polemiki Dominika Szarka oraz Anny Kusak (nie znam jej, ale i tak pozdrawiam).
 

Poza tym magazyn jest pełen innych ciekawych artykułów. Jego największą zaletą jest jednak bardzo ładny układ graficzny. Maciek, nie obraź się, ale grafik z Ciebie lepszy niż bloger.

Miłej lektury!

 

 

Komentarze (0)
Social Media HERO w każdej firmie!
 Oceń wpis
   

W poprzednim wpisie przekonywałem, że zatrudnianie specjalistów social media jest błędem. Często są oni niekompetentni i stanowią duże ryzyko dla reputacji marki. Anemiczne odpowiedzi potwierdzają tą tezę bardziej niż mógłbym przypuszczać.

Jacek Gadzinowski trafnie rozpoznał się jako bohatera jednego z przykładów. W swoim komentarzu nie odpowiada na żaden z zarzutów. Nieśmiale zauważa jednak:

“Wszystko zależy, kto jakie ma potrzeby - czy potrzeba wsparcia zewn.”

Rozumiem więc, że Jacek dokonuje profesjonalnej analizy potrzeb klienta. Następnie stwierdza, że nic tu po nim i grzecznie przeprasza. Oby tak było.

Bardziej rozbudowaną i zdecydowaną odpowiedź napisał Dominik Szarek. Dominik pisze:

“Piotrek, w zdecydowanej większości się z Tobą zgadzam, ale ten tekst jest dość dziurawy. Zapominasz o bardzo dużej grupie osób, którzy bez odpowiedniego nakierowania, wskazówek i przeszkolenia nie są w stanie ruszyć z działaniami w social media...”

W swoim wpisie na webshake.tv, Dominik dodaje też:

“No to udać się po poradę do tych specjalistów, czy nie?
TAK, jeśli nie łapiesz internetu, działasz w zupełnie innej branży i nie masz w swojej firmie nikogo, kto to potrafi, nie znasz mechanizmów działania popularnych serwisów społecznościowych (nie, nie we wszystkich chodzi o wrzucanie fotek) i nie wiesz jak się do tego zabrać.”


Niestety, obie odpowiedzi utwierdzają mnie w przekonaniu, że dostępni w Polsce specjaliści w przeważającej większości są po prostu niekompetentni. Niekompetentny konsultant jest zaś gorszy niż zaraza. Zabierze pieniądze, narobi kłopotów i ucieknie.
Jeśli nie łapiesz Internetu, działasz w zupełnie innej branży itd. itp. NIE ZATRUDNIAJ SPECJALISTÓW SOCIAL MEDIA.

Weź lepiej przedostatni, wakacyjny numer Harvard Business Review i przeczytaj artykuł “Empowered”.

Josh Bernoff i Ted Schadler z Forrester Research prezentują tam koncepcję HEROes Compact.
To model, który pozwala zidentyfikować w Twojej firmie pracowników, którzy chcą i potrafią stać się twarzą firmy w social media oraz wprowadzać innowacje.

HEROes Compact polega na umowie między trzema stronami. Posiadający odpowiednią wiedzę (narzędzia) i chęci pracownicy (HEROes - Highly Empowered and Resourceful Operatives) podejmują innowacje. Ich kierownicy zgadzają się na to i zapewniają wsparcie ze strony działu IT. Dział IT zapewnia odpowiednie narzędzia i chroni przed ewentualnym ryzykiem.

hero compact

Źródło: Forrester Research


Forrester Research zbadało 5000 pracowników, szukając wśród nich potencjalnych HEROes. Identyfikowano ich badając dwa wymiary. Pierwszy dotyczył kultury organizacji (czy czujesz się motywowany do samodzielnego rozwiązywania problemów w pracy?). Drugi umiejętności praktycznych (czy używasz w pracy pobranych samodzielnie, nieautoryzowanych przez kierownika aplikacji? czy używasz nieautoryzowanych stron wymagających logowania?).
Wśród wszystkich badanych, aż 20% to potencjalni HEROes. W firmach technologicznych aż 37% pracowników chce i potrafi informować o Twojej firmie w social media. W działach marketingu i sprzedaży HEROes to aż 35% pracowników.

Stosując HERO Compact firma zyskuje potencjał innowacji i nadąża za internetowymi nowościami - tak jak nadążają za nimi zainteresowani tematem pracownicy. Menadżerowie chwalą udane działania i nie karzą nieudanych eksperymentów. Dział IT zapewnia bezpieczeństwo i skalowalność rozwiązań.

Zamiast zatrudniać zewnętrznych specjalistów, lepiej poszukać w swojej firmie pracowników, którzy lubią nk.pl, blip czy facebooka. Oni na pewno są na bieżąco z trendami na ich rynku i wśród ich Klientów. Choć prawdopodobnie nie czytają Techcrunch, wiedzą wszystko o produktach i usługach swojej firmy. Są prawdziwi i... nie trzeba ich zatrudniać. Ucieszą się, że mogą korzystać ze swoich ulubionych narzedzi w pracy. Tymczasem administratorzy firmowej sieci będą mogli skoncentrować się na swojej pracy, zamiast po raz kolejny blokować “nielegalne” Gadu-Gadu.

Czy to naprawdę działa? Bernoff i Schadler przytaczają sporo przykładów. Najbardziej znany to pomoc świadczona Klientom przez pracowników BestBuy za pośrednictwem Twittera: Twelpforce.

HEROes dostarczają swoim firmom także mniej oczywistych innowacji. Black & Decker korzysta teraz w swoich szkoleniach z nadesłanych przez pracowników filmów z narzędziami Black & Decker w roli głównej.

Firma ubezpieczeniowa Aflac pomaga księgowym i kadrowym w korzystaniu ze świadczeń za pośrednictwem własnej społeczności Duck Pond (200 tys. użytkowników), zaś swoim sprzedawcom pomaga za pomocą innego wewnętrznego serwisu społecznościowego, The Buzz (korzysta z niego 2 800 sprzedawców miesięcznie).

Takie pomysły nie rodzą się w głowach zewnętrznych specjalistów, nie piszą o nich na blogach poświęconych gadżetom. Żeby wdrożyć podobne innowacje oprócz znajomości internetowych trendów, trzeba mieć wiedzę z wewnątrz organizacji.

Przeczytaj więcej o HEROes. Może znajdziesz ich w swojej firmie?

Komentarze (6)
7 powodów, aby nie zatrudniać specjalistów social media
 Oceń wpis
   

Czytając polski Internet trudno nie zauważyć wysypu rozmaitych “specjalistów” zajmujących się social media. Ba! powstają całe agencje i działy w agencjach. Są nawet tacy, co mają specjalny dział do kampanii na Facebooku. Jeśli nie chcesz narazić swojej marki na nienawiść Internautów, raczej ich nie zatrudniaj. Oszczędzisz nerwy i pieniądze.

Social media – czyli internetowe narzędzia pozwalające na komunikowanie się i interakcję z użytkownikami za pośrednictwem ich znajomych (sieci społecznych) są modne nie bez powodu. To naprawdę dobre narzędzie do promocji marki. Komunikat przekazany lub poparty autorytetem znajomego jest bardziej wiarygodny niż zwykła reklama. Nasze ciepłe uczucia do przyjaciół mogą opromienić reklamowaną markę. W social media mamy też możliwość dialogu z klientami. Możemy tworzyć z nimi pozytywne relacje, budować lojalność i zapewniać lepszą obsługę.

Zatrudnienie fachowców wydaje się być świetnym pomysłem. Wybiorą dla nas najlepsze sposoby dotarcia do grupy docelowej, zbudują atrakcyjny wizerunek marki, wykorzystają wszystkie zalety nowych narzędzi.

Niestety, świat nie jest idealny. Większość katastrof wizerunkowych w social media, zostało wywołanych nie przez wady produktów, źle wykonane usługi czy nieatrakcyjne marki. Katastrofy były spowodowane wynajęciem specjalistów. Często nawet kompetentnych, ale za to nieuczciwych.

Social media opiera się na interakcjach społecznych. Interakcje społeczne wymagają zaufania. Zaufanie buduje się uczciwością i szczerością. Wynajęty konsultant nie identyfikuje się z marką i jego przekaz nie jest szczery. Użytkownicy Internetu potrafią szybko zidentyfikować wynajętych aktorów, fałszywe “prawdziwe historie”, niezgodność budowanego wizerunku z rzeczywistością.

Co gorsza, spora część aktywnych na rynku specjalistów jest niekompetentna. Ich wiedza opiera się na pobieżnym przeglądaniu zagranicznych blogów. W wypadku zdobycia kontraktu testują swoją wiedzę na koszt Klientów. Zwykle bezmyślnie kopiując rozwiązania z innych rynków.

Kilka przykładów?

Jest na przykład dość znana, młoda i gniewna agencja, która zaleca koncentrowanie się na facebooku, ignorując naszą klasę. Nieważne gdzie są klienci, ważne co podnieca panów z agencji. Tej samej, która “eksperymentuje” powtarzając identyczne wpisy jako wypowiedzi dwóch różnych marek.

Jest też bardzo znany specjalista, skądinąd bardzo pracowicie budujący swoją własną markę, który dziwi się, że skasowano mu konto założone niezgodnie z regulaminem Facebooka. Oraz, że musiał czekać kilka godzin na odpowiedź na pytanie dlaczego zostało ono skasowane. Ten sam zresztą, który był przekonany, że blip ma skalę podobną do twittera i próbował zdobyć 3000 użytkowników obiecując losowanie iphone’a w maju 2009 roku (do dziś nikt tylu nie ma).

Jest też inna agencja, która wczoraj polecała narzędzie do określenia wpływów w social media, będące w rzeczywistości naciągactwem obśmianym w branżowych mediach jakiś miesiąc temu. Dziś zachwyca się ładną stroną producentów tej katastrofy. To ta agencja sprowokowała mnie do wpisu – dziękuję.

Te przykłady to nie najgorsi, nieznani, początkujący czy inne niezdary. To super modna śmietanka z branżowych magazynów. To do nich pewnie wysłałbyś brief.

Jest więc co najmniej siedem powodów, aby nie zatrudniać specjalistów social media:

1. Ty najlepiej znasz swoją markę
2. Ty najlepiej znasz swoich klientów
3. Ty najlepiej odpowiesz na pytania klientów
4. Ty najszybciej zareagujesz na prośbę o pomoc dotycząca twojego produktu/usługi
5. Ty będziesz sugerować się swoimi klientami, a nie wzmiankami na amerykańskich blogach
6. Ty będziesz szanować swój budżet i reputację
7. Nikt nie zarzuci Ci kłamstwa, co najwyżej niezręczność

Oczywiście, są w Polsce ludzie, którzy naprawdę mogą pomóc w budowie strategii social media. Niektórzy pracują nawet w agencjach reklamowych. Niektórzy są bardzo dobrzy w tym co robią. Problem w tym, ze nie jest łatwo odróżnić ich od tych mniej kompetentnych. Niezależnie od tego, czy i kogo zatrudnisz, prawdziwa interakcja z klientami leży po Twojej stronie. Dlatego zastanów się, zanim komuś powierzysz swoją reputację i pieniądze.
 

Komentarze (11)
Biedne Ovi Store w pajęczej sieci
 Oceń wpis
   

Zapraszam na Spider's Web, gdzie dzięki uprzejmości Przemka Pająka pojawił się mój tekst "Nie takie Ovi biedne jak je malują".

Ovi Store (c) Nokia

Kto pamięta Ovi Store? Przemek Pająk twierdzi, ze to platforma zapomniana przez deweloperów i powątpiewa w przyszłość Symbian OS. Rzeczywistość Ovi jest jednak znacznie bardziej różowe niż wydaje się większości komentatorów.

Czytaj dalej w Spider's Web

 

Komentarze (0)
Alternatywa dla Facebooka?
 Oceń wpis
   

Kolejne zmiany w zasadach użytkowania i polityce prywatności facebooka owocują dyskusjami i spektakularnymi gestami części bardziej zaawansowanych użytkowników Internetu. Nie zmienia się jednak trend błyskawicznego wzrostu tego serwisu, także w Polsce. Ludzie lubią facebooka i nie przejmują się zmianami zasad, prawdopodobnie nawet ich nie znają.

diaspora logo

Czy problem naprawdę jest wart roztrząsania? Czy powinnismy “dezaktywować” swoje konta na FB? Faktycznie, ilość informacji o naszych zwyczajach udostępniana domyślnie przez Facebook wszystkim zainteresowanym dramatycznie wzrosła w stosunku do zasad stosowanych na początku działania serwisu.

Matt McKeon na podstawie analizy zmian w regulaminach Facebooka wykonanej przez EFF, przygotował wizualizację, która pokazuje, jak bardzo zmieniły się zasady gry proponowane użytkownikom serwisu jako domyślne

prywatność Facebook 2005 (Matt McKenon)

Rys: Informacje z konta Facebook domyślnie udostępniane w 2005 roku (Matt McKeon)

prywatność Facebook 2010 (Matt McKenon)

Rys: Informacje z konta Facebook domyślnie udostępniane w kwietniu 2010 roku (Matt McKeon)

Facebook tworzy kolejne mechanizmy mające na celu zbieranie informacji na temat działań swoich użytkowników w innych serwisach. Wprowadzone niedawno “społeczne wtyczki” (social plugins) umieszczane w serwisach innych niż Facebook pozwalają na zbieranie informacji o tym, z jakich stron korzystają użytkownicy serwisu oraz jakie treści polecają swoim znajomym.

Facebook nie przekazuje tych danych właścicielom serwisów, które zamieszczają social plugins. Zebrane dane będą mu służyć do oferowania skutecznych kampanii reklamowych. Wtyczki po tygodniu od ich udostępnienia były uruchomione w ponad 50 000 serwisach - jeśli przeglądasz je będąc zalogowanym w Facebooku, dane o tym trafią do firmy Marka Zuckerberga.

Fred Stutzman z University of North Carolina sprawdził, co dzieje się, kiedy korzystasz ze stron internetowych 15 największych serwisów informacyjnych w USA. Aż 9 z nich przekazywało informacje do Facebooka: MSNBC, CNN, CBS, ABC, Fox News, Washington Post, Tribune, USATODAY (Gannet) oraz serwisy lokalnych gazet należących do firmy McClatchy. 

Warto zauważyć, ze ikony niezależnego dziennikarstwa, The New York Times oraz BBC nie dołączyły do Open Graph. Zuckerberg nie dowie się też co czytamy w serwisach news Yahoo, AOL i Google - konkurujących z Facebookiem na rynku reklamy internetowej.

Zbieranie coraz większej liczby informacji i udostępnianie ich poza kontrolą użytkowników prowokuje mniej lub bardziej spektakularne protesty. Jednym z nich jest akcja QuitFacebookDay - zachęcająca do zrezygnowania z serwisu Facebook w dniu 31 maja 2010.

Facebook ignoruje takie akcje. Ich skala nie ma żadnego wpływu na jego działalność. Co więcej, poziom zadowolenia użytkowników Facebooka również nie ma zbyt dużego wpływu na jego rozwój. Prawdziwym problemem z Facebook nie jest zagrożenie prywatności użytkowników. Problemem jest brak kontroli nad środowiskiem interakcji społecznej oraz brak wpływu na zasady tej interakcji przez użytkowników.

Facebook już od dawna nie jest społecznością tworzoną z myślą o użytkownikach. Dziś Facebook pracuje dla reklamodawców oraz twórców aplikacji. Facebook nie jest podwórkiem ani szkolnym korytarzem. To raczej galeria handlowa. Reguły i funkcje w serwisie są tworzone z myślą o biznesie i z natury rzeczy ograniczają wolność użytkowników - tak, aby usprawnić zarabianie na nich.

Mimo to, z Facebooka praktycznie nie da się dziś zrezygnować. Przez swoją skalę stanowi dziś jedno z głównych miejsc interakcji online. Brak konta na Facebooku oznacza dziś pozostawanie poza swoją społecznością. Według badań Pew Research aż 73 proc. dorosłych użytkowników Internetu w USA ma konta na Facebooku. Według badania Social Media Matters 2010, aż 47 proc. amerykańskich internautów codziennie zagląda do tego serwisu.

Czy oznacza to, że Facebook przejmie wszystkie interakcje, a poza nim “nie będzie niczego”? Niekoniecznie. Ogromna skala Facebooka ogranicza jego zastosowania. Ze względu na konieczność globalnego dostosowywania się do wymagań lokalnych regulatorów rynku, Facebook musi zabraniać wielu rzeczy - strzec praw właścicieli znaków towarowych, cenzurować “niemoralne” zdjęcia i teksty etc. W rezultacie użytkownicy otrzymują ujednolicony, akceptowalny produkt bez możliwości jego modyfikacji.

To trochę jak kawiarnie Starbucks. Pasuje wszystkim, ale raczej nikogo nie zachwyca na dłuższą metę. Nawet wykorzystując zaawansowany marketing i przewagę finansową Starbucks nie wyeliminuje konkurencji w postaci malutkich “cafe luis” z poszczerbionymi filiżankami i super mocną kawą. Nie wygra też z herbaciarnią w stylu Zen.

Na dodatek oprócz Facebooka/Starbucksa istnieją inni potężni gracze lokalni (Nasza-Klasa/Coffee Heaven) i globalni (LinkedIn/McDonalds) ze swoją specyfiką i zasobami pozwalającymi na konkurencję. Istnieje też sporo ludzi, którzy swoją kawę parzą w domu. Czy są ludzie, którzy w domu będą tworzyć swojego Facebooka?

Oczywiście, że są. Jednym z najnowszych projektów, które mają na celu zbudowanie takiego Facebooka dostosowanego do własnych potrzeb jest Diaspora. Diaspora opiera się na idei GNU Social. Jej oprogramowanie ma być wolne i zapewniać pełną kontrolę nad tym jakie dane i komu udostępniamy. Sieć Diaspora ma być całkowicie zdecentralizowana - każdy użytkownik miałby w komputerze serwer ze swoim profilem. Diaspora ma być też chroniona silnym szyfrowaniem GPG.

Diaspora: Personally Controlled, Do-It-All, Distributed Open-Source Social Network from daniel grippi on Vimeo

Na razie projekt jest w sferze marzeń. Jego twórcy zebrali na swój projekt już ponad 160 000 dolarów (też możesz się dorzucić), oraz spore zainteresowanie społeczności Open Source, w tym m.in. Luisa Villa z Fundacji Mozilla. Także główne media zainteresowały się projektem.

Trudno powiedzieć, czy Diaspora będzie kiedyś prawdziwą alternatywą dla Facebooka. Projekt OneSocialWeb oparty na XMPP i dotowany przez Vodafone na razie nie okazał się sukcesem. To samo można powiedzieć o wolnej wersji Twittera - serwisie Identi.ca. Bazująca na podobnym pomyśle "własnego serwera" Opera Unite nie zdobyła serc użytkowników. Mimo to, wspieram projekt Diaspora. Każda alternatywa jest lepsza niż brak wyboru.

Komentarze (4)
1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10 |
Ankieta
Co stanie się z telewizorami?
Zostaną wyparte przez komputery PC
Przejmą funkcje komputerów PC
Razem z PC znikną z rynku
Będą się rozwijać niezależnie od komputerów
Nie mam zdania na ten temat
Mam inne zdanie (komentarz pod wpisem)
O mnie
Piotr Wrzosiński
Piotr Wrzosiński
Najnowsze wpisy
2011-10-03 10:41 W zeszłym tygodniu pod nowym adresem
2011-09-25 18:20 Minął kolejny tydzień
2011-09-19 11:07 Podsumowanie tygodnia
2011-09-12 13:37 Przedruk i przeprowadzka
2011-09-02 17:36 Wybierz swój e-book!
Najnowsze komentarze
2015-02-24 18:33
KamilDawid:
Minął kolejny tydzień
Mam nadzieje, że to nie będzie koniec bloga. Zapraszam
2014-10-08 04:36
Thank you:
Nie ukradliśmy tego HTC z Windows Mobile. Serio.
Thank you http://gamesfree4flash.blogspot.com/[...]
2014-10-08 04:34
Thank you:
Nie ukradliśmy tego HTC z Windows Mobile. Serio.
Thank you http://downloadgamesair.blogspot.com/[...]