Podcięte skrzydła. Czy następny Android to Terminator?
 Oceń wpis
   

Czy Twój ulubiony serwis napisał już, że Android to kolejna płonąca platforma? Zamiast skocznego Hello Moto, Android niczym w filmie Terminator może usłyszeć: You're terminated. 

W lutym 2011 Stephen Elop, CEO firmy Nokia porównał system operacyjny telefonów swojej firmy (Symbian) z płonącą platformą. Nie bacząc na krytyków radykalnie przestawił Nokię na współpracę z Microsoft. Nowocześniejszy system Windows Phone 7 ma pod koniec tego roku odzyskać dla Nokii inicjatywę na rynku mobilnym.

Symbian przegrał rywalizację z iOS, systemem firmy Apple. iOS był dla Nokii szokiem. Dominujący wcześniej na rynku gigant, nie był w stanie zrozumieć sukcesu Apple iPhone. Z punktu widzenia inżynierów z Espoo iPhone był zaledwie zabawką o ograniczonych możliwościach, zaś system iOS nie dorównywał Symbianowi pod żadnym względem.

Inżynierowie przegapili kluczowy, jak się okazało, czynnik - łatwość obsługi. Skoncentrowana na wyśrubowanych danych technicznych Nokia nie umiała też odpowiedzieć na marketingowe “zakrzywienie rzeczywistości” wokół produktów Apple.

Zakup firmy Motorola Mobility przez Google wydaje się wzmacniać inny system mobilny - Android. Android to alternatywa dla iOS oparta na otwartym oprogramowaniu. Podobnie jak iOS system miał wiele ograniczeń, a jego główną zaletą był uproszczony, oparty na ikonach interfejs. Android jak żaden inny system nadawał się do tworzenia klonów Apple iPhone. Odpowiadał na potrzeby konsumentów niczym Apple, zaś marketingową przewagę Cupertino niwelował niczym Nokia lepszym sprzętem oraz polityką cenową.

Po co Google kupił Motorolę?

Czy w Mountain View nie wiedzą o problemach prawnych? Oczywiście Google musi mieć świadomość zagrożenia i na pewno już szykuje jakieś rozwiązanie, choćby finansowe.

Jednak uzasadnienie tej transakcji nie musi kryć się w odpowiedzi na pytanie kto kupił, ale raczej kto sprzedał.

Sprzedaż komórkowej części Motoroli najbardziej ucieszyła jednego człowieka.

Carl C. Icahn od końca lipca próbował powtórzyć manewr zbankrutowanej firmy Nortel, która niczym na aukcji sprzedała się wraz z pakietem posiadanych patentów.

Google tę aukcję przegrało w walce z konsorcjum konkurentów: Microsoftu, Apple i RIM.

Icahn zaoferował Mountain View Motorolę, ze znacznie większą historią patentową (17000 ważnych patentów, 7500 w rejestracji).

W rezultacie zarobił prawie 450 milionów dolarów w jeden weekend.

Strategia rozwijanego przez Google systemu Android przyniosła oczekiwane efekty. Dziś Android to jedyny poważny konkurent dla iOS. Zakup Motorola Mobility teoretycznie wzmacnia pozycję Androida - to sojusz podobny do tego, który Nokia zawarła z Microsoftem. Sojusz o ogromnej sile rażenia na kluczowym rynku USA, gdzie marka Motorola jest dla telefonii komórkowej tym, czym Nokia była w Azji i w Europie.

Niestety, Android ma teraz bardzo poważne kłopoty. Tak poważne, że przypominają się słowa Elopa z prezentacji o “płonącej platformie”. Albo te, użyte przez innego menadżera z Finlandii, Ansji Vanjokka: wybór Androida byłby dla Nokii jak sikanie w zimie we własne spodnie, aby się ogrzać. Faktycznie. Choć dziś Android  wygląda kwitnąco, za chwilę może się okazać ogromnym problem dla wszystkich używających go producentów.

Problemem systemu Android jest Edward J. Naughton, prawnik specjalizujący się w patentach, prawach autorskich i licencjach w sektorze IT (warto zauważyć, że pracował także dla Microsoft). Naughton twierdzi, że Google oraz producenci telefonów i tabletów z systemem Android w wersji Honeycomb, łamią licencję GPLv2, nie upubliczniając pełnego kodu. Zgodnie z licencją, a dokładnie jej punktem 4*, oznacza to, że wszystkie te firmy straciły prawo do dalszego rozpowszechniania oprogramowania pochodzącego z systemu Linux, które jest integralną częścią systemu Android.

Żeby z powrotem nabyć prawa do licencji nie wystarczy już spełnienie jej warunków, czyli publikacja kodu po fakcie. Należy osobno wystąpić o licencję do każdego z twórców kodu Linuksa.

Co gorsza, zgodnie z licencją, nawet producenci używający wcześniejszych niż Honeycomb wersji Androida, publikowanych przez Google, nie są bezpieczni. Umowa licencyjna GPLv2 wymaga bowiem oddzielnej publikacji kodu przez każdego producenta. Tego zaś nie robił prawie żaden z producentów urzadzeń z systemem Android, jak dowiódł na przykładzie tabletów Matthew Garrett.

Efekt? Każdy, nawet najmniejszy deweloper, którego kod jest użyty w systemie Android może wystąpić o odszkodowanie i/lub wycofanie tego kodu z użycia.

Florian Mueller, prowadzący jeden z najważniejszych serwisów o sporach patentowych, sugeruje nawet, że protest jednego dewelopera może doprowadzić do sytuacji podobnej jak z tabletem Samsung Galaxy Tab 10.1, którego sprzedaż w UE została wstrzymana na wniosek Apple.

Czy znajdą się chętni na taki krok? Prawie na pewno - Google nie od dziś mówi o organizowaniu przez Microsoft i Apple koalicji posiadaczy patentów firmy Novell. O tym zagrożeniu wspomina nawet oficjalna informacja Google o zakupie Motoroli.

W tej niepewnej prawnie sytuacji zakup Motorola Mobility przez Google wcale nie wzmacnia platformy Android. Wprowadza jedynie dodatkowe zamieszanie. Transakcja musi zostać zaakceptowana przez agencje antymonopolowe. Inni niż Motorola producenci urządzeń z systemem Android, a zwłaszcza Samsung i HTC muszą poważnie zastanowić się nad swoim dalszym rozwojem. Nokia z Microsoft szykują ofensywę marketingową nowych telefonów z Windows Phone 7 Mango. Społeczność Open Source planuje wydanie naprawdę wolnego systemu operacyjnego B2G w ramach Fundacji Mozilla.

A Steve Jobs spokojnie buduje nową siedzibę swojego imperium.

-- 

*“Poza przypadkami jednoznacznie dozwolonymi w niniejszej Licencji, nie możesz kopiować, modyfikować, sublicencjonować ani rozpowszechniać Programu. We wszystkich pozostałych wypadkach, każda próba skopiowania, sublicencjonowania lub rozpowszechnienia Programu jest nieważna i powoduje automatyczne wygaśnięcie twoich praw z tytułu Licencji. Niemniej jednak, stronom, które już otrzymały od ciebie kopie albo prawa w ramach niniejszej Licencji, licencje nie wygasają tak długo, jak długo strony te w pełni stosują się do nich.”

[fot: Some rights reserved by Micky.!]

Komentarze (9)
Głos ludu
 Oceń wpis
   

Okazuje się, że jest 100 osób, które chcą czytać wnet. Raz na tydzień, bo tyle czas zajęło zebranie setki głosów. Albo głasków, jak brut(t)alnie ujął to pewien były bloger.

Od poprzedniego wpisu blog odwiedziło ponad 500 osób, czyli 1/5 odwiedzających zagłosowała (chyba, że ktoś oszukiwał i głosował kilka razy). To naprawdę nieźle, zważywszy, że nic tu się nie pojawiało od tak dawna. 

Chcecie czytać głównie o telewizji oraz o Afryce Północnej. To pierwsze jest zrozumiałe - Tele Tydzień ma największy zasięg w polskiej prasie, trafiając do 33 procent populacji. Dla porównania, najpopularniejszy program telewizyjny - Prognoza Pogody w zeszłym tygodni trafił zaledwie do 11 procent Polaków. 

Co do afrykańskiej rewolucji, nie jestem pewien. Coś szykujecie w związku sytuacją w Ojczyźnie?

Na wnet rewolucji nie planuję, raczej powolną transformację :) Stay tuned.

 

 

Komentarze (3)
Dlaczego przestałem pisać?
 Oceń wpis
   

 Minęło już 135 dni, odkąd pojawił się tu mój poprzedni wpis. Dlaczego wnet zamilkł na tak długo? Pewnie nikogo to nie obchodzi, ale wyjaśnienia należą się co najmniej dwóm osobom. Witold z krainy kiltów i (Pan) Srebnooka, ten wpis jest dla Was.

Oczywiście w Internecie nadal dzieje się sporo. Nowe serwisy, nowe mody, tworzą się bańki spekulacyjne i całkiem przydatne usługi. Pewnie wielu z nas zastanawia się nad tym jak je odróżnić od siebie.

Odkąd przestałem pisać w notatniku z tematami “na bloga” znalazły się potencjalne hity:
-  Lista Midasa - najlepsi inwestorzy VC i ich inwestycje w 2010 roku - od Accel Partners i Jima Breyera, po Foundry Group i Brada Felda.
-  Internetowa rewolucja? - co tak naprawdę dzieje się w Afryce Północnej. Egipt, Syria, Jordania, Libia - to wciąż palący temat. Niestety widzimy tylko fragmenty tej rzeczywistości, doskonale filtrowane przez wszystkich zainteresowanych. Internet jest tu narzędziem dezinformaji..
-  Cyfrowy dramat Japończyków - Tsunami, trzęsienie ziemi i awaria w elektrowni Fukushima to najlepiej zdigitalizowana katastrofa w historii. Mimo to obserwowaliśmy zalew fałszywych informacji. Sami Japończycy padli ofiarą automatyki i robotyki, tam gdzie one faktycznie były, zaś gadżety maskujące słabości japońskiej ekonomii przyniosły więcej szkód niż pożytku.

Mamy też fajną ankietę z 1084 odpowiedziami. Mógłbym więc napisać o tym, co dzieje się z telewizją cyfrową. BTW podczas ostatniej wizyty w Polsce testowałem warszawskie multipleksy i... działają dobrze.

Mogłem też pisać o Wikileaks, o LulzSec i Anonymous. Interesowała mnie mała wojna internetowa, toczona o bardzo duże pieniądze między Jackiem Rostowskim, a umiejącymi liczyć Internautami.

Także moje własne doświadczenia zawodowe to masa tematów do wpisów. Pewnie zainteresowałby Was świat marketingu internetowego niedostępnego dla wyszukiwarek. Świat, który zawodowo interesuje mnie najbardziej.  Większość marketerów staje bezradna wobec ograniczeń „szarych” czy „ciemnych” rynków, do których należy także biotechnologia i farmacja.

Jak ograniczyć zasięg kampanii do obszaru geograficznego objętego specyficznymi regulacjami? Jak zapewnić, że użytkownik z Wielkiej Brytanii nie trafi na stronę prowadzoną zgodnie z prawem USA? Czy możemy sprawdzić, czy loguje się lekarz czy jego niepełnoletnie dziecko? Jak zastąpić wizyty przedstawicieli handlowych komunikacją elektroniczną?
E-detailing, KOL, HCP, compliance, słowa klucze niezrozumiałe dla “specjalistów social media” do znudzenia pytających na Quorze, dlaczego firmy farmaceutyczne rzadko korzystają z Facebooka.

Tematów było i jest wiele. Praca w Szwajcarii zapewnia też doskonałą równowagę między pracą a życiem prywatnym. Mam więcej czasu niż w Polsce. Więcej nawet niż w Hiszpanii. Chodzę na długie spacery, zwiedzam okolice, smakuję wina. Ale nie piszę na blogu.

Głównie dlatego, że czytając inne blogi jestem nimi zmęczony.

Nie chcę rozpętywać kolejnej wojny, ale spójrzcie jak beznadziejnym produktem stała się blogosfera.

Paweł Lipiec jak dobra kioskarka Ruchu promuje dziś telefon, oranżadę i książkę kucharską.
Wielobranżowy SpidersWeb poleca samochód, telewizory i karty telefoniczne nowego starego operatora.
Tomasz Topa zamienił cały swój blog w gazetkę supermarketu z elektroniką.

Antyweb przydeptany przez inwestora to dziś zbieranina przypadkowych postów, które łączy jedynie brak redakcji. Tu chlubny wyjątek, nieznany mi Jan Rybczyński jest naprawdę fajnym autorem. Szkoda, że nie pisze na własny rachunek, bo nie umiem go odsiać z innych postów.

Dla mnie jako czytelnika to jest żenada gorsza od propozycji tabloidów. Nie chcę zgadywać za który wpis panowie dostali pieniądze, a który jest ich uczciwą opinią. Nie potrzebuję 10 postów dziennie będących przeklejką press releasa, albo słabym tłumaczeniem techcruncha. Ja to już wszystko czytałem w swoim feedly. I wolałbym, żeby komentarze wykazywały minimum wiedzy na opisywane tematy. 

Najwyraźniej jestem jednak w mniejszości. Wszyscy klikają ten badziew i klepią się z "autorami" po plecach. 

Kiedy więc zastanawiam się nad napisaniem kolejnego artykułu, myślę sobie, że wcale nie chcę być w tym towarzystwie. Nie czułbym się dobrze jako słup reklamowy. Nie mam też zamiaru pisać na akord jak "szanująca się blogerka". A ten wpis i tak jest za długi dla większości czytelników - tl;dr.

Dlatego zrobimy eksperyment. Jeśli chcesz, żeby wnet ożył wybierz jeden z tematów lub zaproponuj własny.

Zasada jest prosta - jeśli ankieta zbierze 100 głosów, napiszę dla Was kolejny wpis. A jeśli nie? Na pewno nie będę się nudzić :)

Już za późno, teraz możesz wypowiedzieć się w komentarzu, lub zobaczyć wyniki głosowania.

Komentarze (4)
LPP znowu na Facebooku
 Oceń wpis
   

9 marca 2011, po sześciu dniach pełnych "strachu, niepewności i wątpliwości" Facebook przywrócił strony LPP (i usunał z nich spamujący skrypt). Poniżej oficjalny komunikat.


Miło mi poinformować, że 9 marca zostały przywrócone profile marek LPP na portalu społecznościowym facebook.com. Od 3 marca br. profile RESERVED, CROPP i HOUSE zostały zawieszone z powodu zainfekowania złośliwą aplikacją spamującą.

Ze względu na konsekwencje działania wirusa, zwłaszcza narażenie na niebezpieczeństwo fanów marek, zdecydowano się na tymczasowe zawieszenie profili RESERVED, CROPP i HOUSE.

Wspólne działania LPP oraz Facebook doprowadziły do wyeliminowania złośliwej aplikacji, co pozwoliło na reaktywację wszystkich trzech profili.

9 marca br. największe profile marek komercyjnych w Polsce zostały przywrócone.

Wracamy do gry!
łączę pozdrowienia

Katarzyna Makowska
Koordynator ds. Public Relations
RESERVED CROPP HOUSE MOHITO

 

 

 

Komentarze (5)
Skasowani przyjaciele. LPP na Facebooku cd.
 Oceń wpis
   

Zgodnie ze wcześniejszą zapowiedzią uzyskałem kilka szczegółów dotyczących skasowania stron Cropp i House prowadzonymi na Facebooku.

Komentarze zainteresowanych

Agencja Zjednoczenie.com nie zajmowała się stronami LPP w chwili ich skasowania i odmówiła dalszych komentarzy. Aleksandra Berezecka, Dyrektor ds. Projektów i Marketingu w Agencji Zjednoczenie.com rozsądnie zasugerowała kontakt z LPP.

Oczywiście, zrobiłem to równocześnie z pytaniem kierowanym do agencji. LPP w osobie Juliana Chmielewskiego zajmującego się marketingiem marki CROPP odesłało mnie do oświadczenia opublikowanego na ich stronie, jednak po chwili nagabywania uzyskałem też odpowiedzi od Moniki Kapłan-Gerc, Dyrektor Marketingu LPP.

Monika Kapłan-Gerc potwierdziła, że LPP prowadziło działania na Facebooku bez pomocy zewnętrznych agencji.

Czy byliśmy przygotowani na problemy z FB?
Sądzę, że na problemy, które zależą od nas byliśmy i jesteśmy przygotowani. Jak widać z reakcji mediów oraz blogosfery złośliwe działanie programów spamujących jest zaskoczeniem dla dużej części społeczności internetowej.
Faktycznie nie przewidzieliśmy jedynie możliwości błyskawicznej - bez jakiegokolwiek ostrzeżenia - blokady fanpagu przez FB, a następnie bardzo powolnej reakcji z User Operations Facebooka. Ale jesteśmy przekonani, że wkrótce i ten problem uda nam się wspólnie rozwiązać. Jesteśmy w kontakcie z FB i mogę zapewnić, że działania mające na celu odbudowanie społeczności są przygotowywane.

 Dyrektor Marketingu LPP mimo zaskoczenia działaniem Facebooka zachowuje optymizm:
Zapewniam, że zaistniałe trudności mogą tylko zmobilizować nas do bardziej wytężonych wysiłków w działaniach społecznościowych. A i nauka nie pójdzie w las.
Niestety, nie udało się jeszcze uzyskać informacji o rozwoju sytuacji z Facebooka.

Skasowana strona na Facebooku, co robić?

 Przypadek LPP nie jest odosobniony - kasowanie stron na Facebooku to standardowa procedura, o czym możemy się przekonać patrząc choćby na strony Pomocy facebooka, czy radosne dokonania Jacka Gadzinowskiego.

Jeśli  skasowana strona była dotknięta problemem technicznym, a za taki można uznać złośliwy skrypt, który zainfekował strony administrowane przez LPP, należy poinformować Facebook za pomocą specjalnego formularza.
To może zadziałać np. w wypadku strony marki Reserved.
Jeśli strona została już usunięta, jej przywrócenie jest możliwe w procedurze inicjowanej zgłoszeniem na tej stronie.
Żaden z tych sposobów NIE GWARANTUJE przywrócenia stron, Facebook nie jest zobowiązany do odpowiedzi na zgłoszenie.

W wypadku dużych firm, takich jak LPP można też próbować zgłaszać reklamację także poprzez zespół sprzedaży Facebook. Jeśli budżet wydany przez firmę na reklamy w Facebooku przekroczył 10 000 USD firma może mieć dostęp do przedstawiciela handlowego - w Polsce za pośrednictwem ARBO. Nawet taka interwencja nie gwarantuje jednak przywrócenia strony.

Kampania na Facebooku, zarządzanie ryzykiem

Co w takim razie powinni robić marketerzy? Zarządzać ryzykiem, tak jak w każdym innym projekcie. Facebook ze względu na swoje różne ograniczenia nie musi i chyba nie powinien być głównym, a już na pewno jedynym kanałem komunikacji. Jeszcze przed rozpoczęciem kampanii z użyciem tej platformy, tak jak w każdym innym wypadku, należy zastanowić się nad tym jak poradzimy sobie z ewentualnym problemem.

Ryzykiem związanym z Facebookiem, tak jak każdym innym, można i trzeba zarządzać. To od oceny zysków i strat musi zależeć decyzja, co chcemy z tym ryzykiem zrobić: wyeliminować (np. nie korzystając z tej platformy), zmniejszyć (używać Facebooka tylko jako dodatkowego źródła ruchu i komentarzy), transferować (podpisać SLA z agencją interaktywną i niech ona się martwi), czy zaakceptować (i w razie czego zapłacić za straty).

Co dalej ze stronami Cropp, House i Reserved?

W tej chwili trudno ocenić, czy LPP odzyska swoje społeczności na Facebooku, czy może będzie budować je od nowa. Może wybierze inne rozwiązanie i zbuduje własną platformę społecznościową, Facebook zostawiając jedynie jako dodatek? A co Wy zrobilibyście na miejscu pani Moniki?

[Full disclosure: Autor tego bloga jest związany umową o zachowaniu poufności z firmą Facebook Inc.]

Ciąg dalszy nastąpił

Komentarze (1)
1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10 |
Ankieta
Co stanie się z telewizorami?
Zostaną wyparte przez komputery PC
Przejmą funkcje komputerów PC
Razem z PC znikną z rynku
Będą się rozwijać niezależnie od komputerów
Nie mam zdania na ten temat
Mam inne zdanie (komentarz pod wpisem)
O mnie
Piotr Wrzosiński
Piotr Wrzosiński
Najnowsze wpisy
2011-10-03 10:41 W zeszłym tygodniu pod nowym adresem
2011-09-25 18:20 Minął kolejny tydzień
2011-09-19 11:07 Podsumowanie tygodnia
2011-09-12 13:37 Przedruk i przeprowadzka
2011-09-02 17:36 Wybierz swój e-book!
Najnowsze komentarze
2015-02-24 18:33
KamilDawid:
Minął kolejny tydzień
Mam nadzieje, że to nie będzie koniec bloga. Zapraszam
2014-10-08 04:36
Thank you:
Nie ukradliśmy tego HTC z Windows Mobile. Serio.
Thank you http://gamesfree4flash.blogspot.com/[...]
2014-10-08 04:34
Thank you:
Nie ukradliśmy tego HTC z Windows Mobile. Serio.
Thank you http://downloadgamesair.blogspot.com/[...]