Skąd się wziął kryzys kredytowy? Edukacja przez Internet.
 Oceń wpis
   

Internet nie musi być narzędziem dla głupców. Wierzę, że główną funkcją Sieci jest dostarczanie wiedzy.

Doskonałym przykładem zastosowania nowych mediów w funkcji edukacyjnej może być poniższa animacja. W rozpowszechnianym za pośrednictwem serwisów Vimeo i YouTube filmie, Jonathan Jarvis objaśnia mechanizm kryzysu kredytowego.


The Crisis of Credit Visualized from Jonathan Jarvis on Vimeo.

Wizualizacja zastosowana przez producenta tego klipu sprawia, że przekaz jest dużo łatwiejszy do zrozumienia niż artykuły dziennikarzy ekonomicznych w mediach drukowanych. Z drugiej strony film Jarvisa ma zasadniczą przewagę nad mediami elektronicznymi (TV i radio). Odbiorcy jego komunikatu są skupieni na narracji, mogą do filmu powrócić w dowolnej chwili, podyskutować na jego temat i co najważniejsze podzielić się nim z innymi osobami. Do mnie ten film dotarł przez Twitter, do Was przez bloga, do Waszych znajomych pewnie jeszcze inaczej.

Oprócz wątpliwych przyjemności obcowania z bohaterami Pudelka, takimi jak Doda, Paris Hilton czy ograniczonymi intelektualnie politykami do których IMHO zaliczają się zarówno Donald Tusk jak i Jarosław Kaczyński, Internet zapewnia nam możliwość zrozumienia świata. Sieć daje nam wszystkim możliwość dostępu do informacji, oraz edukowania innych. Warto z tego korzystać.

Zobacz też: Jak zrobić własną kampanię wirusową na YouTube.

Komentarze (1)
Pudelek pożarł Dodę i chroni nas przed rewolucją.
 Oceń wpis
   

Wczoraj wspomniałem o rekordzie 14 milionów odsłon dziennie osiągniętym przez plotkarski blog PerezHilton.com. Warto wrócić do tego wydarzenia, ponieważ pokazuje ono jak bardzo zmienił się nasz świat. Internetowe serwisy pożerają nie tylko drukowaną prasę. Perez Hilton pożarł też swoją główną gwiazdę, Paris Hilton.

Perez Hilton pożarł Paris w Google i na Facebooku

Jak pisze dziś Heather Hopkins z firmy Hitwise hasło "perez hilton" jest wyszukiwane 300 razy częściej niż "paris hilton". Co więcej, według badań Hitwise.com, mimo tej ogromnej popularności wśród użytkowników Google, Lavandeira więcej użytkowników ma i tak z Facebooka (8,7 proc., w porównaniu do 7,62 proc. z wyszukiwarki).

Większość czytelników wnet zapewne nie interesuje się jednak ani obleśnym blogerem z Los Angeles, ani rozpuszczoną Paris Hilton. Dlatego to samo zjawisko spróbujemy pokazać na polskich przykładach.

Pudelek pożera Dodę?

 

 

 

Polskim odpowiednikiem bloga PerezHilton.com jest Pudelek należący do O2.pl. Królową kiczu chyba nadal pozostaje Dorota Rabczewska, znana bardziej jako Doda. Pudelek pożarł Dodę.

Według Google, Pudelek jest w Polsce wyszukiwany prawie trzykrotnie częściej niż Doda. Słowo "fakt", oznaczające przecież nie tylko drukowany tabloid o największym w Polsce nakładzie, jest wyszukiwane 11 razy rzadziej niż "Pudelek". Drukowana prasa (i, co gorsza, fakty jako takie) nie są teraz w cenie.

Blogoidy - medium prowincjuszy?

Abstrahując od dość przerażającego obrazu zainteresowań internautów, warto przyjrzeć się rozkładowi geograficznemu wyszukiwań. W wypadku Perez i Paris Hilton (cóż za dobrana para), różnice są bardzo widoczne. Bloger jest popularny zwłaszcza w Kanadzie, Irlandii, Australii. Nikogo nie obrażając - Perez Hilton ma czytelników na prowincji anglojęzycznego świata.

Paris Hilton wzbudza znacznie mniejsze zainteresowanie, za to na bardziej globalną skalę. Największą popularność dziedziczka hotelowej fortuny ma na obszarze południowo-wschodniej Azji i Oceanii, jednak jest wyszukiwana praktycznie wszędzie tam, gdzie Google jest ważną wyszukiwarką.

Podobnie wydaje się być w naszym lokalnym przykładzie. Doda ma znacznie mniejszą od Pudelka, za to rozłożoną mniej więcej równomiernie w całym kraju popularność. Pudelek, ogólnie trzykrotnie bardziej poszukiwany od Dody, najbardziej popularny jest na "ścianie wschodniej". To ukochany serwis "Polski B".

Co ciekawe, należący do gazety Plotek wydaje się lepiej odpowiadać popularności naszej "królowej kiczu". W niczym to jednak nie pomaga, nawet Doda jest od Plotka trzy razy popularniejsza :)

Kły Pudelka w obronie Tuska

Wygląda na to, że rzecz nie w tym, aby podążać za fanami gwiazd. Sekret sukcesu wydaje się leżeć w dotarciu do "prowincjuszy", których nie interesuje sama gwiazda a możliwość jej skrytykowania. Innymi słowy Pudelek nie zajmuje się atakowaniem gwiazd, on tylko sprawia, że plebs może się z gwiazdami zrównać. Pudelek to w pewnym sensie sposób na zatarcie świadomości wykluczenia i niskiej pozycji w drabinie społecznej. Być może to Pudelek chroni nas (a raczej rząd premiera Tuska) przed rewolucją?

Komentarze (14)
Powrót do przyszłości: Jurassic Web PL
 Oceń wpis
   

W Slate Magazine pojawił się świetny wpis Farhada Manjoo wspominającego Sieć w 1996 roku. Dziś trudno sobie wyobrazić, że interesował nas Internet bez YouTube, Digga, blogów Huffington Post, Gawker czy Perez Hilton. Nie było Google, Twittera, Facebooka, ani Wikipedii. Ani Plotka z Pudelkiem.

W Polsce 1996 rok był początkiem rewolucji internetowej. Wcześniej w polskiej sieci dominowali głównie akademicy korzystający z naukowej sieci BITNET/PLEARN oraz uczelnianych numerów dostępowych oraz terminali. Autor tego bloga więcej czasu niż w bibliotece spędzał w CIUW oczekując na swoje 30 minut przed komputerem z systemem OS/2 i supernowoczesną przeglądarką WWW Netscape Navigator (o niebo przewyższającą wbudowany w Windows 95 Internet Explorer 3.0).

Oczekiwanie uprzyjemniał pracujący na UW system mainframe VM - pracowaliśmy na nim w trybie tekstowym na przedziwnych niemieckich klawiaturach o dziesiątkach klawiszy funkcyjnych.

1996 rok dopuścił do Sieci "zwykłych użytkowników". W kwietniu uruchomiono ogólnopolski numer dostępowy TP (0202 122 - działa do dziś!). W grudniu 1996 roku pojawiły się pierwsze darmowe skrzynki e-mail w Polsce - free.polbox.pl (padły nie wiadomo kiedy). Jedynym komunikatorem było właśnie uruchomione ICQ firmy Mirabilis z mniej niż milionem użytkowników na całym świecie. To tam wielu z nas szlifowało swój angielski rozpoczynając rozmowy od sakramentalnego pytania "asl?" (age, sex, language?).

Dominująca wyszukiwarka nazywała się Altavista. Dopiero w 1997 roku powstała polska wyszukiwarka Infoseek - w 1996 roku mieliśmy jedynie Netoskop. W 1996 roku zasobów w języku polskim było dramatycznie mało. Istniał Sunsite, gazeta internetowa Donosy oraz krakowskie wydanie Gazety Wyborczej (Gazeta w Krakowie).

Był pierwszy (beznadziejny) polski portal Wirtualna Polska o dziwacznym adresie wp.cnt.pl. CNT oznaczało Centrum Nowych Technologii. W listopadzie 1996 roku powstał tez Wirtualny Serwis Ekonomiczny, czyli dzisiejsze Money.pl - właściciel bbloga. WSE miał adres "http://www.prorexim.com.pl/wse.htm" i składał się z tabelek z danymi przepisywanymi z porannej papierowej Gazety Wyborczej.

Z braku innych zajęć czytaliśmy więc z wypiekami na twarzach dyskusje w polskim Usenecie, oraz na zapomnianym dziś fenomenie - e-mailowych listach dyskusyjnych. Głównym kanałem komunikacji obok poczty elektronicznej pozostawał IRC, którego największe polskojęzyczne kanały #polska i #warszawa właśnie w 1996 roku przestały być użyteczne ze względu na ogromną ilość użytkowników.

Uwielbiałem tamten Internet. Nie do końca podoba mi się, co z niego wyrosło. Dziś głównym zasobem Sieci nie jest już katalog Biblioteki Kongresu USA. Amerykański megapudelek, Perez Hilton zaliczył wczoraj 14 milionów odsłon. Nie ma czego gratulować.

[zainspirowane przez Slate Magazine - w sieci od 1996 roku!]

Komentarze (9)
A liczba jego 50 i 4. Pobierz Safari 4 na 54. urodziny Jobsa
 Oceń wpis
   

Apple znienacka opublikowało publiczną wersję beta swojej przeglądarki internetowej Safari 4. Być może to nietypowa niespodzianka dla szefa. Dziś bowiem Steve Jobs skończył 54 lata.

przeglądarki safari - Fot: Apple

Steve Jobs, cokolwiek by o nim i produktach Apple nie mówić to prawdziwy wizjoner i guru - jeśli nie technologii to na pewno marketingu.

Na blogu Apple 2.0 znalazłem bardzo fajny film. Jeśli masz 15 minut, możesz dowiedzieć się od szefa Apple czegoś o łączeniu kropek, miłości i godzeniu się ze stratą, oraz co bardzo ważne w wypadku ciężko chorego dziś Steve'a Jobsa, o śmierci.

Apple nie zamiera jednak umierać, o czym świadczy opublikowana dziś nowa wersja przeglądarki [link do pobierania Safari 4 tutaj i na końcu wpisu]. Niech nie odstraszy Was koszmarnie powolne ładowanie się przeglądarki za pierwszym razem. Kiedy już obejrzycie piękne jabłuszko oraz zerżnięty z Opery (a może z Chrome bo Opery w Apple nie chcą znać) panel najczęściej odwiedzanych stron, dostaniecie do dyspozycji wygodną i szybką przeglądarkę.

Oprócz powoli ładujących się Top Sites interesujący jest widok historii, przypominający trochę efekty Aero w Vista czy Compiz w GNU/Linuksach.

safari przeglądanie historii - Fot: Apple

W ogóle przeglądanie historii i zakładek w nowym Safari jest bardzo ulepszone. Nowym rozwiązaniem jest Cover Flow czyli łatwiejsze przeglądanie zakładek i historii. CoverFlow wprowadza do przeglądarki mechanizmy znane z iTunes. Apple poprawił też działanie inteligentnych pasków nawigacji i wyszukiwania - teraz potrafią one podpowiadać także elementy zapisane w historii i zakładkach.

safari cover flow Fot: Apple

"Zawodowców" ucieszą narzędzia deweloperskie wbudowane w Safari 4. Nowa przeglądarka Apple pozwala na optymalizację stron internetowych. 

Producenci nadgryzionych jabłek twierdzą, że nowa Safari jest najszybszą przeglądarką internetową. Podobno w testach Apple Safari 4 wykonywała JavaScript ponad cztery razy szybciej niż poprzednia wersja. Safari 4 obsługuje HTML 5 i ma szybki silnik WebKit znany też m.in. z iPhone i Google Chrome. Mimo to zapewnieniom ekipy z Cupertino trudno uwierzyć na słowo - jak dotąd w niezależnych testach Safari nie wykazywała reklamowanych przewag.

Safari 4 prawdopodobnie nie zachwyci cię prędkością - wręcz przeciwnie pierwsze uruchomienia są drażniąco powolne. Strony jednak ładują się rzeczywiście sprawnie, wizualnie zaś Safari presentuje się naprawde dobrze. Zwłaszcza nowy design wersji dla Windows zasługuje na pochwałę. Jeśli więc nie chcesz personalizować swojej przeglądarki, wypróbuj nowe Safari może Ci się spodobać.

Ja na razie wybieram Firefox z zestawem dobranych do potrzeb wtyczek.

CEO Apple życze zaś co najmniej 44 lat w dobrym zdrowiu.

Pobierz Safari 4 Beta.

[Fotografie: Apple, ciastko CC by mikescia]

Komentarze (5)
Słuchasz Last.fm czy TechCrunch? Tak czy owak masz problem.
 Oceń wpis
   

To dziwne, ale w polskiej sieci cicho o jednej z największych afer ostatniego weekendu. Tym dziwniejsze, że sprawa dotyczy popularnego w Polsce serwisu Last.fm.

your data to RIAA?

TechCrunch: Last.fm oddało dane swoich użytkowników RIAA

Last.fm to społecznościowy serwis pozwalający na bezpłatne słuchanie muzyki oraz informowanie znajomych o odsłuchiwanych utworach. W piątek 20 lutego TechCrunch  poinformował, że dane użytkowników Last.fm są zagrożone.

Według informacji podanych przez Erica Schonfelda z TC, Last.fm będące własnością sieci telewizyjnej CBS miałoby być zmuszone do przekazania danych użytkowników organizacji ochrony praw autorskich RIAA. Miałoby to pomóc organizacji w wyśledzeniu i pociągnięciu do odpowiedzialności użytkowników, którzy słuchali utworów z ostatniej płyty zespołu U2, która przed premierą planowaną na 3 marca, wyciekła do sieci BitTorrent.

Last.fm dzięki oprogramowaniu Audio Scrobbler zbiera informacje o tym kiedy i jakich utworów słuchają jej użytkownicy. Może ich identyfikować po nazwach użytkowników oraz numerach IP używanych do słuchania muzyki komputerów. Gromadzenie i dystrybucja tych danych to podstawowa funkcjonalność serwisu. Zagrożenie kłopotami prawnymi dla użytkowników jest więc bardzo realne.

TC próbował zweryfikować informacje, jednak ani CBS ani RIAA nie skomentowało doniesień, zaś amerykański rzecznik prasowy Last.fm użył niezbyt pewnej formuły: "Według naszej wiedzy nie przekazano żadnych danych do RIAA".

Last.fm: Wiadomości TechCrunch to kupa gówna!

Po publikacji TechCrunch osoby związane z Last.fm zaczęły akcję dementowania informacji o przekazaniu danych użytkowników. Wypowiedzieli się m.in. założyciel serwisu Richard Jones, główny architekt informacji Last.fm Russ Garret. W końcu na oficjalnym blogu Last.fm, Jones w bardzo ostrym tonie odrzucił podejrzenia i zaatakował TechCrunch (nazywając jego informacje "kupą gówna").

W korespondencji z Schonfeldem Russ Garret odpowiedzialny m.in za bezpieczeństwo danych w Last.fm przekonywał, że jego zdaniem posiadane przez serwis dane nie wystarczają do udowodnienia nikomu posiadania nielegalnej kopii utworu.

Czy to w ogóle możliwe?

Niezależnie od prawdziwości zapewnień Last.fm o nieprzekazywaniu oraz bezpieczeństwie danych, warto zastanowić się, co gdyby informacje TechCrunch były prawdziwe. Dane użytkowników Last.fm są poza amerykańską jurysdykcją, serwery znajdują się w Wielkiej Brytanii. Jednak właściciel serwisu swoje interesy prowadzi głównie w USA. Na dodatek CBS jako duży producent treści multimedialnych z pewnością ma wspólne interesy z wytwórniami muzycznymi korzystającymi z ochrony RIAA.

Zapewnienia Jonesa i Garreta o "anonimowości" nazw użytkowników i ich IP można włożyć między bajki. Wystarczy przypomnieć megawyciek anonimowych danych o wyszukiwaniach w AOL. Identyfikacja użytkowników była łatwa dla dziennikarzy. Specjaliści RIAA nie sa gorsi.

Last.fm już teraz przekazuje niektóre dane wytwórniom muzycznym i organizacjom ochrony praw autorskich. Nie zawierają one indywidualnych danych użytkowników, ale zbiorcze informacje o utworach i liczbach odtworzeń zarejestrowanych przez serwis Last.fm

Kolejna Bitwa o Anglię?

Z drugiej strony artykuł na TechCrunch może być odczytany jako czarny PR, a dokładniej FUD atakujący serwis Last.fm. Warto zwrócić uwagę, że od 22 lutego rzeczony "zakazany" album U2 jest w Wielkiej Brytanii i Hiszpanii dostępny na wyłączność w konkurencyjnym dla Last.fm serwisie Spotify. Zarówno Last.fm jak i Spotify koncentrują się teraz na walce o brytyjski rynek muzyki rozpowszechnianej przez internet.

Przesłanie afery z piątku jest dośc jasne: Jeśli chcesz legalnie posłuchać nowej płyty U2 musisz wykupić płatne konto w Spotify. Jeśli jednak Spotify próbuje mnie wystraszyć kłamliwymi plotkami, to dziś wybiorę raczej konto premium w Last.fm. Zresztą U2 jest przereklamowane a Bono to bufon.

Komentarze (4)
1 | 2 | 3 |
Ankieta
Co stanie się z telewizorami?
Zostaną wyparte przez komputery PC
Przejmą funkcje komputerów PC
Razem z PC znikną z rynku
Będą się rozwijać niezależnie od komputerów
Nie mam zdania na ten temat
Mam inne zdanie (komentarz pod wpisem)
O mnie
Piotr Wrzosiński
Piotr Wrzosiński
Najnowsze wpisy
2011-10-03 10:41 W zeszłym tygodniu pod nowym adresem
2011-09-25 18:20 Minął kolejny tydzień
2011-09-19 11:07 Podsumowanie tygodnia
2011-09-12 13:37 Przedruk i przeprowadzka
2011-09-02 17:36 Wybierz swój e-book!
Najnowsze komentarze
2015-02-24 18:33
KamilDawid:
Minął kolejny tydzień
Mam nadzieje, że to nie będzie koniec bloga. Zapraszam
2014-10-08 04:36
Thank you:
Nie ukradliśmy tego HTC z Windows Mobile. Serio.
Thank you http://gamesfree4flash.blogspot.com/[...]
2014-10-08 04:34
Thank you:
Nie ukradliśmy tego HTC z Windows Mobile. Serio.
Thank you http://downloadgamesair.blogspot.com/[...]