Rumuński startup. Chapeaux bas!
 Oceń wpis
   

Właśnie zbieram szczękę z podłogi, bo Microsoft BizSpark zaprezentował jeden ze swoich startupów. Rumuński. O nazwie Startech.

Co robi Startech? Sprawia, że kazda firma może bezboleśnie wejść do świata mobilnego internetu. Dwie główne usługi proponowane przez Startech to dosotosowywanie istniejących serwisów www do urzadzeń mobilnych, oraz generowane w czasie rzeczywistym statystyki mobilnego ruchu.

Największym serwisem korzystającym ze startech jest teraz ShareMobile.ro, rumuński odpowiednik niesławnego serwisu odsiebie.com, tyle, że dla telefonów komórkowych. Choć dostosowanie serwisu do telefonu Nokia N97 nie jest najlepsze (patrz niżej), to funkcja statystyk zrobiła na mnie naprawdę niezłe wrażenie.

[ShareMobile w wersji Startech na N97]

[Strona statystyk Startech]

Startech ma na razie niewielu Klientów, na dodatek ich użytkownicy pochodza głównie z Rumunii i Nigerii. Mimo to, warto zauważyć, że używane na tych rynkach urządzenia nie odbiegają od tych z bogatszych krajów. Globalizacja.

[marki telefonów w statystykach startech]

Na stronie Microsoft BizSpark znajdziecie też wywiad z szefem Startech, Alexandrem Dacian Stanciu.

Gdyby ktoś jeszcze nie wiedział: Microsoft BizSpark to globalny program mający ułatwiać technologicznym startupom korzystanie z technologii Microsoft. Informatyczny gigant przez trzy lata udostępnia uczestnikom BizSpark pakiet darmowych licencji na swoje oprogramowanie, wsparcie techniczne, oraz dostęp do szeregu usług oferowanych przez sieć ponad 600 lokalnych partnerów programu. Dołączenie do programu kosztuje jedynie jednorazową opłatę w wysokości stu dolarów.

Z pomocy Microsoftu w ramach programu BizSpark mogą skorzystać tylko firmy istniejące krócej niż 3 lata, mające przychody poniżej pół miliona dolarów rocznie i tworzące oprogramowanie lub usługi oparte na technologiach Microsoft. Więcej znajdziecie w fajnej prezentacji z Auli, tutaj.

 

Komentarze (1)
LinkedIn - Od dziś naprawdę (?) otwarci na biznes.
 Oceń wpis
   

LinkedIn, serwis społecznościowy dla "profesjonalistów" i zorientowany na relacje biznesowe idzie w ślady Facebooka. Od dziś każdy może tworzyć aplikacje działające w serwisie. Udostępniono także widgety pozwalające korzystać z funkcji serwisu na innych witrynach.

LinkedIn ma teraz około 50 milionów użytkowników. Od niedawna pozwalał na częściową integrację konta na LinkedIn ze statusami z Twittera i Facebooka. Serwis dopuszczał też kilka aplikacji, takich jak BlogLines czy Amazon Affiliate wyświetlających informacje na profilach użytkowników.

Pierwsze zapowiedzi otwarcia serwisu na zewnętrzne aplikacje pojawiły się ponad dwa lata temu. Dziś LinkedIn wreszcie udostępnił programistom narzędzia. Podobno są one proste w obsłudze i oferują spore możliwości. Przykładem nowej aplikacji do LinkedIn może być wyszukiwarka informacji z profili knx.to. Serwis pozwala na wyszukiwanie informacji w profilach znajdujących się w sieci użytkownika prowadzącego wyszukiwanie.

Niestety większość pierwszych zastosowań sprowadza się do listowania "streamu" z LinkedIn robiąc tą sieć społeczną kolejnym Twitterem. Szkoda, bo LinkedIn już był zintegrowany z Twitterem i taka funkcjonalność Tweetdecka nie tylko nic nie wnosi, ale zwiększa liczbę duplikatów informacji.

Marshall Kirkpatrick z RWW zwraca też uwagę na ograniczenia stawiane przez zagmatwana licencję i warunki korzystania z API LinkedIn. Podobno warunki te zmieniały się już w trakcie pierwszych godzin po ich publikacji.

Mimo to, warto docenić kolejny serwis pozwalający na dodawanie zewnętrznych aplikacji. Myślicie, że coś się z tego wykluje?

Komentarze (0)
Nowa Opera - teraz z Opera Unite
 Oceń wpis
   

Tradycyjnie Wnet powiadamia o nowej wersji ulubionej przeglądarki.

Nowa Opera 10.10 to pierwsza stabilna wersja z rewolucyjnym rozwiązaniem Opera Unite, zamieniającym każdy komputer w serwer internetowy. Możesz teraz łatwo udostępniać pliki, muzykę, zdjęcia a nawet utrzymywać stronę internetową bez korzystania z zewnętrznych usługodawców. Po prostu włącz nową Operę.

Pełen opis Opery znajdziecie na Softonic, gdzie można również pobrać program w wersji dla Windows.

Linki na stronie producenta: Windows, Mac, Linux.

Wszystkie wersje tutaj.

Komentarze (0)
Facebook et al., czyli jak oddajemy wolność za wygodę.
 Oceń wpis
   

Nowe serwisy internetowe kradną nam Internet. Korzystając z Twittera, Facebooka czy Naszej-Klasy tracimy największą zaletę Sieci. Decentralizację. Czyli wolność.

W 2007 roku serwis Facebook zablokował wyszukiwania dla frazy "Ron Paul". Nie zaryzykuję twierdzenia, że właśnie dlatego libertariański kandydat na Prezydenta USA przegrał swoją opartą na Internecie kampanię. Na pewno jednak pomogło to w zwycięstwie Obamy.

Cztery lata temu Facebook nie był jeszcze tak potężny jak dziś. Dziś, w 2009 roku wielu użytkowników traktuje ten serwis jako swoją główną/jedyną usługę internetową. To dlatego spore poruszenie wśród komentatorów wywołał z pozoru niewinny błąd w obsłudze Twittera przez Facebook. W piątek 13 listopada 2009 Facebook przestał obsługiwać odnośniki zawarte w komentarzach z Twittera.

Sam twórca pojęcia Web 2.0, Tim O'Reilly z zaniepokojeniem zareagował artykułem "Wojna o Web".
Blokada linków wychodzących z Facebook, choć początkowo uzasadniana względami bezpieczeństwa, stanowi poważny problem dla wydawców internetowych. Jeśli opierasz swój biznes na użytkownikach z Facebook, jego właściciele mogą Cię po prostu wyłączyć z obiegu.

Niestety, to samo dzieje się np. w wypadku Twittera. Jednym z najlepszych (o ile istnieją dobre, ale o tym za chwilę) serwisów do skracania długich adresów URL był tr.im. W chwili, kiedy Twitter zdecydował, że domyślnym skracaczem ma być bit.ly, tr.im nie miał wyjścia innego niż zwinąć biznes.

Dużo większym, tak dużym, że aż niedostrzegalnym problemem są wyszukiwarki. Nie wszyscy są świadomi, że wielu użytkowników w ogóle nie korzysta już z adresów URL. Używają wyszukiwarek, najczęściej zaś Google. To od tajemniczych, kontrolowanych przez właściciela wyszukiwarki zasad zależy, którą witrynę zobaczą, a która nigdy nie zostanie im przedstawiona. Sytuację pogarszają opisywane akapit wyżej skracacze linków - ich pośrednictwo dodatkowo utrudnia odnalezienie prawdziwego wydawcy interesującej wiadomości.

Jak wiedzą czytelnicy Wnet, od dawna uważam, że przyszłością Sieci są urządzenia mobilne. Teraz wydaje się to być oczywiste dla większości obserwatorów, także dla tych niegdyś sceptycznych. Sposób, w jaki rozwija się ten "ekosystem" w połączeniu z centralizacyjnymi tendencjami w Internecie niesie kolejne zagrożenia.

Aplikacje do telefonów komórkowych są dystrybuowane na kilka sposobów. W okresie wielu systemów operacyjnych dopasowanych do konkretnych modeli urządzeń, dominującą drogą był wspólny proces akceptacji aplikacji przez operatora sieci komórkowej oraz producenta urządzenia. Decydujący głos miał zwykle operator subsydiujący zakup urządzenia przez klienta końcowego. Użytkownik i deweloper byli jedynie petentami bez możliwości legalnego wpływu na to co znajdzie się w ich telefonie. Tak dzieje się także dziś, jeśli chodzi o tańsze modele telefonów.

Symbian OS, jedyny szeroko rozpowszechniony otwarty system operacyjny dla telefonów komórkowych zrywał z ta zasadą pozwalając na rozproszoną dystrybucję. W skrócie wygląda to tak, ze aplikację można pobrać skądkolwiek w dowolny sposób. Od wersji S60 3rd Edition Symbian OS wymaga certyfikacji aplikacji, lecz użytkownik może sam "podpisać" aplikację, którą chce zainstalować na własne ryzyko.

To najzdrowszy dla konkurencji i użytkowników system dystrybucji. Każdy może wyprodukować aplikację, każdy moze ją pobrać z dowolnego miejsca, cena jest dowolnie ustalana przez producenta oprogramowania, a płatne certyfikaty gwarantują bezpieczeństwo aplikacji producentów, którzy się na to zgodzili. Podobny system dystrybucji ma także oparty na Linuksie system Maemo rozwijany przez firmę Nokia.

Najszybciej rozwijająca się platforma aplikacji mobilnych - iPhone OS oraz AppStore to zaprzeczenie otwartego modelu Symbiana. Sukces biznesowy jest tu połączony z całkowitą kontrolą producenta sprzętu nad rynkiem oprogramowania. Apple ma możliwość zablokowania dystrybucji oprogramowania, a nawet usunięcia już zainstalowanej aplikacji z urządzeń użytkowników.

Ten model przynosi producentowi sprzętu ogromne zyski, pozostawiając użytkownikom i deweloperom złudne poczucie kontroli. W rzeczywistości jednak, jedyny wybór jaki Apple pozostawia swoim partnerom to "bierze czy nie?" znany starszym Polakom z PRL-owskich sklepów.

Najdalej idącym w kierunku ograniczenia wolności użytkowników projektem jest opublikowany niedawno system Google Chromium OS. Choć oparty na poczciwym, otwartym Linuksie, system ten jest kompletnym zaprzeczeniem wolności wyboru. Do dyspozycji otrzymujemy całkowicie zależną od firmy Google przeglądarkę internetową, domyślne logowanie do domeny Google Account, oraz domyślne korzystanie z aplikacji dostarczanych przez firmę Google. Bardzo utrudnione, a praktycznie niemożliwe w tym systemie jest instalowanie własnych aplikacji czy nawet zapisywanie czegokolwiek lokalnie. Mamy tu tylko chmurę należącą do Google.

Ilu użytkowników będzie miało tyle samozaparcia, żeby przejść do usług innych dostawców, skoro Google oferuje wszystko? Czy będzie to w ogóle możliwe? Apple pokazał, że można zabronić użytkownikom korzystania z tak powszechnych rozwiązań jak Flash czy Java... Już teraz Chromium OS niczym Facebook ostrzega, że chcesz korzystać z aplikacji "obcych i potencjalnie groźnych". Mark Pilgrim z Google pisze, że nie ma nic przeciwko rozwiązaniu akceptującemu tylko aplikacje zaakceptowane przez jego firmę.

Czy model Apple iTunes/AppStore będzie dominującym sposobem dystrybucji programów i treści cyfrowych w przyszłości? Czy Sieć zamknie się w zamkniętych i chroniących przed wyjściem na zewnątrz systemach - silosach takich jak Facebook, Twitter czy Chromium OS?

Jeśli tak, to monopol Windows z ich ogromną ilością niezależnych aplikacji będziemy wkrótce traktować jak złote lata wolności informacji. A może by tak wcześniej zawalczyć o swoje prawa?

"They that can give up essential liberty to obtain a little safety deserve neither liberty nor safety."

- Benjamin Franklin

Komentarze (2)
Kto rządzi Web 2.0? Poznaj 25 najbardziej wpływowych osób!
 Oceń wpis
   

Traackr, serwis oferujący narzędzia do badania tzw. social media ujawnił listę 25 najbardziej wpływowych osób w (amerykańskim) Internecie.

Lista jest o tyle zaskakująca, że część z tych nazwisk jest niezbyt znana większości Internautów. Brak na niej także uznawanych dotad za najważniejsze postaci - takich jak Mike Arrington z TechCrunch. Od założyciela Mashable, Richarda McManusa znacznie bardziej wpływowa okazała się jedna z autorek serwisu, Sarah Evans.

Badanie Traackr wykazało też kilka ciekawych reguł rządzących internetową popularnością. Wszystkie osoby z TOP 25 są aktywne na blogach oraz na twitterze, 98% używa także serwisu Friendfeed.

Zaskoczeniem moe być fakt, że tylko 12% najbardziej wpływowych postaci mieszka i pracuje na zachodnim wybrzeżu USA - od Silicon Valley znacznie ważniejszy wydaje się być Nowy Jork.

Poznajcie więc najbardziej wpływowe postaci Social Media w 2009 roku:

#1 -  Chris Brogan
#2 -   Brian Solis
#3 -  Sarah Evans
#4 -  Jason Falls
#5 -  Steve Rubel 

Cała lista znajduje się tutaj.

Tutaj znajdziesz więcej na temat badania.
 

Ciekawe, kto w Polsce jest najbardziej wpływowy? Mam dziwne przekonanie, że wcale nie jest to nikt znany z barcampowo/blogowego towarzystwa...

Komentarze (0)
1 | 2 |
Ankieta
Co stanie się z telewizorami?
Zostaną wyparte przez komputery PC
Przejmą funkcje komputerów PC
Razem z PC znikną z rynku
Będą się rozwijać niezależnie od komputerów
Nie mam zdania na ten temat
Mam inne zdanie (komentarz pod wpisem)
O mnie
Piotr Wrzosiński
Piotr Wrzosiński
Najnowsze wpisy
2011-10-03 10:41 W zeszłym tygodniu pod nowym adresem
2011-09-25 18:20 Minął kolejny tydzień
2011-09-19 11:07 Podsumowanie tygodnia
2011-09-12 13:37 Przedruk i przeprowadzka
2011-09-02 17:36 Wybierz swój e-book!
Najnowsze komentarze
2015-02-24 18:33
KamilDawid:
Minął kolejny tydzień
Mam nadzieje, że to nie będzie koniec bloga. Zapraszam
2014-10-08 04:36
Thank you:
Nie ukradliśmy tego HTC z Windows Mobile. Serio.
Thank you http://gamesfree4flash.blogspot.com/[...]
2014-10-08 04:34
Thank you:
Nie ukradliśmy tego HTC z Windows Mobile. Serio.
Thank you http://downloadgamesair.blogspot.com/[...]