StreetView w Warszawie, już jest!
 Oceń wpis
   

W sierpniu zeszłego roku informowałem na wnet o tajemniczych samochodach fotografujących polskie miasta. Zagadka jest już rozwiązana.

Złapaliśmy szpiega nie pracującego dla Google! Zdjęcia robiła rumuńska firma eXtreme Soft Group. To ona wypuściła na ulice naszych miast szpiegowskie Dacie Logan.

Zdjęcia z Warszawy, Krakowa, Poznania oraz Wrocławia możecie oglądać tutaj. Norc.ro nie jest związany z Google, ale korzysta z API Google Maps. W rezultacie mamy "niezależne" ale równie (nie)dobre StreetView w Polsce. Zdjęcia były robione także w Austrii, Czechach, Rumunii i na Słowacji.

Swoją drogą, skoro to takie łatwe, tylko czekać aż kolejne nieznane firmy będą nam kraść prywatność.

[via: google operating system]

 

Komentarze (5)
W Internecie piszą lenie i lizusy. Zmieńmy to.
 Oceń wpis
   

Kiedy ostatnio narzekałem na niską jakość informacji dostarczanych przez blogerów i dziennikarzy mediów internetowych, nie sądziłem że będę prorokiem.

Totalna kompromitacja dziennikarzy internetowych

Wkrótce po moim wpisie fałszywa wiadomość prasowa obiegła polską branżę internetowego marketingu. Na dodatek informacja o tym również została ukradziona przez dziennikarzy, którzy po zwróceniu uwagi przez czytelników i tak nie zdołali zlokalizować jej źródła.

Blogerzy wracają do formy?

Bardzo pozytywne zmiany zaszły na Antyweb - Grzegorzowi nie powiodło się stworzenie odpowiednika Blomedii (chyba na szczęście), za to znów mamy dobry blog newsowy. Po cichutku sobie myślę, że to także dzięki mojemu marudzeniu Antyweb wraca do korzeni.

Dlatego zamiast kolejny załamywać ręce nad żałością naszego ogródka i wyśmiewać kolejnych nie-dziennikarzy czy nie-blogerów, zastanówmy się skąd oni się biorą. 

Dlaczego wszyscy piszą to samo?

Żeby się tego dowiedzieć, należy wcześniej spytać dlaczego w ogóle piszą.  Blogerzy zwykle piszą dla popularności.

Dziennikarze piszą dla pieniędzy (i popularności)

Większość pracowników mediów internetowych to młodzi ludzie, którzy próbują się utrzymać w jednym z wielkich miast. Aby uzyskać z wierszówki wypłaty wystarczające na życie, przy stawkach oferowanych w większości polskich serwisów trzeba strzelać newsami jak użytkownicy blipa.
Na dodatek dziennikarze internetowi zwykle na głowie kilka (całkiem różnych) serwisów i dodatkowe zajęcia w redakcji. Dlatego produkują wiadomości o jakości blipnięć czy tweetów. Najchętniej pisali by je zresztą o tej samej długości, ale redakcje rzadko akceptują tekst na 160 znaków.

Nie może dziwić, że każdy press release, nawet idiotyczny, jest traktowany jak cenny skarb. Każda depesza jest przepisywana ASAP, bez sprawdzenia, byle tylko być pierwszym. Za cytowania są czasem premie. Poza tym autorzy rzadko się podpisują, na prestiż nie liczą, więc nie ma najmniejszego powodu, żeby dbać o rzetelność informacji.

Blogerzy piszą dla popularności (i pieniędzy).

Mamy szczęście. Podobny problem jest w Ameryce,  co dziś świetnie analizował Peter Kim, który w dużej mierze zainspirował mnie do tego wpisu.

Żeby być popularnym w polskiej blogosferze, trzeba mieć linki od "znanych blogerów" (różnych w zależności od tematu) oraz pojawiać się na "Wykopie", a jak ktoś może to też na portalu (to dotyczy głównie bloxowiczów).

Aby osiągnąć te dwa kluczowe cele (link u ważniaka + wykop), trzeba być pierwszą osobą, która opracuje informację interesującą dla znanych blogerów. To banalnie proste - patrzysz co np. taki bloger linkuje z zachodnich serwisów, czytasz RSS i przepisujesz zanim top-blogger zdąży pomyśleć nad tematem. Wrzucasz na wykop, blipujesz, że napisałeś i gotowe. Za którymś razem będziesz mieć swoje 5 minut sławy.

Oczywiście można próbować pisać oryginalnie, kontrowersyjnie, wytrwale, ale nie ma to sensu. Jeśli mieszka się w dużym mieście, można się lansować na przeróżnych Barcampach. Jednak klucz do sukcesu bloga jest w linkach i Wykopie.

Niestety rodzi to jeszcze jeden problem. Oprócz pisania o tym samym co "top-blogger", walcząc o popularność lepiej nie podpadać. Obrażony mógłby odmawiać linkowania. W rezultacie blogosfera staje się miejscem gdzie wszyscy piszą to samo i tak samo. Peter Kim określa to zjawisko jako "echo chamber".

Efekty, czyli Żal.pl

Zarówno media internetowe, jak i blogosfera są nudną, pełną błędów i przekłamań papką. Informacji jest niewiele, wszystko się powtarza. Jeśli ktoś znajdzie ciekawy temat, to wszyscy "grzeją" go do nudności. Nikt nie ma czasu ani ochoty na własne zdanie. Jesteśmy leniwi, jesteśmy dla siebie mili, dokoła słychać echo, a czytelnicy odchodzą. Wieje nudą.

Peter Kim daje obrazowe przykłady. Zobacz jak wygląda 50 godzin na Techmeme wcisnięte w 50 sekund - jak bardzo się wszyscy powtarzają. Spójrz na swarm Digga, kiedy Ameryka nie śpi.

Z tego można się wyrwać.

Kiedy wszyscy robią echo, każdy kto stworzy dysonans, wyróżni się.

  • Można to osiągnąć wywołując dyskusję z blogowym/medialnym establishmentem.
  • Można pisać na swój własny sposób (spójrzcie na Setha Godina!).
  • Trzeba myśleć nie o wykopie, nie o innych blogerach, nie o wierszówce.

Myśleć o czytelnikach. Wtedy będzie dobrze. Nie chcę być niczyim echem, a Wy?

Komentarze (12)
Jak stworzyć skuteczny mailing (a nie kolejny spam)
 Oceń wpis
   

Po wpadce z ankietą gazety każdy mógł poczuć jak to jest wysyłać masowy mailing. Poziom produkcji zaprezentowany przez użytkowników - szabrowników był jednak mizerny. Ponieważ właśnie opublikowano fajne badania o mailingach, dowiedzcie się jak stworzyć mailing doskonały. Albo chociaż "w miarę skuteczny".

Dlaczego firmy wysyłają spam?

Masowa wysyłka reklam pocztą elektroniczną to jedno z podstawowych narzędzi marketingu internetowego. Chociaż większości internautów ta forma reklamy kojarzy się ze zwalczanym na wszelkie sposoby spamem, mailing jest wyjątkowo skutecznym i popularnym narzędziem komunikacji z klientem. Według szacunków eMarketer.com wydatki na reklamę przez email w 2009 roku wyniosą 488 milionów dolarów.

Nic dziwnego. Mailing elektroniczny jest bardzo tani zachowując sporą skuteczność. Według badań amerykańskiego Stowarzyszenia Marketingu Bezpośredniego (DMA) wysylka ofert do amerykańskich konsumentów (B2C) miala efektywność 17,2%, zaś do firm (B2B) 9,2%.

Jak wysyłać mailing (a nie spam)?

Aby Twój e-mail nie był potraktowany jako spam i spełnił swoja rolę, musisz spełnić określone warunki. W tym wpisie pomijam wymagane przez prawo informacje o nadawcy, zgodę na otrzymanie takiej wysyłki - te podstawy powinny dotyczyć każdego mailingu. Dla skuteczności Twojej kampanii mailingowej istotne są inne rzeczy.

1. Grupa docelowa.

Im lepiej znasz swoich odbiorców, tym większa będzie skuteczność kampanii. Zewnętrzne bazy danych, mimo teoretycznie większego zasięgu, zwykle oznaczają niższą efektywność.

2. Właściwy tytuł/temat wiadomości.

Generalnie częściej otwierane są wiadomości o krótkich tytułach. Badanie firmy Epsilon [PDF] wykazało, że ważne są też inne czynniki. Co należy zrobić, żeby tytuł maila zachęcił do jego otwarcia?

  • Początek tematu musi zawierać najważniejszą informację
  • Im krótszy temat wiadomości tym łatwiej dostarczysz swój komunikat.
  • Długie tematy powinny być używane tylko w ostateczności.
  • Jeśli masz wątpliwości przetestuj różne wersje tematu

Od siebie dodam też, że temat powinien być uczciwy - napisz o swojej ofercie w temacie. To rozsądne - temat zobaczą wszyscy, a samą wiadomość nieliczni.

3. Właściwa treść komunikatu

Większość poradników nakazuje utrzymywanie jakiegoś określonego stylu wiadomości. Część marketerów przekonuje też o większej atrakcyjności grafik, animacji Flash i multimediów w wiadomościach. Świadczy to o niezrozumieniu zasad rządzących światem internetu.

Takie e-maile reklamowe są równie przyjazne internautom jak reklamy pop-up z ogłuszająca muzyką. Owszem, ktoś może w nie w panice kliknąć, ale na pewno nie będzie oglądał wyświetlonej strony.

Dużo większą skuteczność uzyskasz starając się upodobnić swoj e-mail reklamowy do zwykłego listu od znajomego. Doskonałą listę zasad tworzenia takiego "osobistego" listu zamieścił na swoim blogu Seth Godin. Warto sprawić aby Twój mailing był z nimi choć w części zgodny.

O czym pamiętać?

Właściwy dobór powitania.
Czy w Twojej grupie docelowej w mailach pojawia się zwrot "Szanowny Panie," czy raczej "Witaj," albo "Cześć!"?
Odpowiednie formatowanie. W normalnych emailach bardzo rzadko stosuje się jakiekolwiek formatowanie tekstu. Za to prawie zawsze jest akapit po powitaniu i przed podpisem. Trzymaj się tych zasad także w swoim mailu - każde odstępstwo od normy zwiększa szanse na usunięcie bez przeczytania.
Brak obrazów i multimediów w treści maila. Zajrzyj do swojej skrzynki pocztowej. Wiadomości z takimi dodatkami to zwykle spam, prawda?

Twój email powinien być krótki i zawierać co najmniej kilka odośników. Jeśli ktoś będzie zainteresowany wiadomością, to ich użyje. Jeśli nie, to i tak nieprzeczyta dlugiej epistoły.
 

Kiedy wysyłać swój mailing?

Według badań firmy Smith-Harmon [PDF], najpopularniesze dni wysyłek to poniedziałek i wtorek (39%), oraz czwartek (37%) i piątek (36%).

W poniedziałki ludzie czytają pocztę rozpoczynając tydzień pracy. Wtorek daje szansę na przejrzenie wiadomości w ciągu tygodnia. Koniec tygodnia to idealna pora na wysyłkę, jeśli liczysz na odczytanie wiadomości w weekend.

W rocznej perspektywie aktywność mailingowa jest związana z "okazjami" do zakupów. Prym wiodą oczywiście Święta Bożego Narodzenia. W grudniu mailingów zawsze jest najwięcej i niestety sa wtedy najmniej efektywne.



Uzbrojeni w te informacje możecie tworzyć całkiem fajne mailingi, których nie skasuję przed przeczytaniem.

Zobacz też:

Raport Najlepsze praktyki zarządzania danymi e-mail" (PDF, EN) IAB USA.
Blog E-mail marketing i inne przypadki"
Porady na blogu firmowym freshmail

Komentarze (2)
Blogi to też papka, tylko gorsza.
 Oceń wpis
   

Dominik Kaznowski zachęca do prowadzenia i czytania blogów. Bartek Ciszewski na Managerii (a nawet na jedynce Gazety) przekonuje o wyższości mediów internetowych nad tradycyjnymi. Jeszcze niedawno przyklasnąłbym tym wypowiedziom. Niestety, wygląda na to, że blogosferę to już udało nam się zepsuć.

Dlaczego blogi miały być "lepsze" od tradycyjnych mediów?

Blogi teoretycznie reagowały szybciej, były niezależne i różnorodne oraz międzynarodowe. Na dodatek ich autorski charakter gwarantował rzetelność, o której pamiętają już tylko nieliczni zawodowi dziennikarze.

Tymczasem tradycyjne dziennikarstwo przeżywa kryzys. Nowi adepci sztuki nie mają techniki ani etosu, zapatrzeni są w nie-dziennikarzy z teletabloidów. Wydawcy oszczędzają na wierszówkach, liczy się więc praca na akord. Na dodatek te media, które starają się zachować poziom dołują - vide kurs akcji Agory czy upadek NYT.

Rzeczywiście, w porównaniu z Faktem, SuperExpressem, Superstacją, czy nie daj boże skundlonym bratem blogów - Pudelkiem, blogerzy jawili się jako źródło rzetelnej informacji opatrzonej wnikliwym komentarzem. Komentarz oraz dobór informacji to cechy, które decydują o charakterze każdego medium. Blogi (przynajmniej niektóre) w tej konkurencji wydawały się mieć przewagę nad większością innych mediów w Polsce.

Dostrzegam upadek

Kiedy jednak patrzę na tą część blogosfery, która interesuje mnie jako czytelnika, dostrzegam upadek. Polskie blogi poświęcone wydarzeniom związanym z IT umierają. Ogromna większość z nich to powtórzenia informacji wcześniej (lub jednocześnie) dostarczanych przez zwykłe media. Co gorsza coraz częściej zdarza się, że w blogu czytam to samo co w notce prasowej od agencji PR. Bez dodatkowych informacji, bez interesującego komentarza, bez chwili zastanowienia.

Trzy tematy z ostatnich dni:

- Burger King i akcja kanapka za 10 przyjaciół - Agencja Solski Burton-Marsteller zrobiła świetną robotę. Nawet Tomasz Topa się zalapał. Ani dziennikarze ani blogerzy nie spytali PRowców o plany polskiej wersji kampanii.  Wszyscy publikowali po prostu wyjątki z informacji prasowej = polskiej lub oryginalnej. [Spytałem - Naszej-klasie Whooper na razie nie grozi, nie ma planów powtórzenia kampanii w Polsce]

- Google i CO2. Wszyscy radośnie powtórzyli kaczkę dziennikarską Timesa, zarówno dziennikarze jak i blogerzy. A potem już mniej licznie ją zdementowali. [2 wyszukania w Google nie są równe zagotowaniu szklanki wody]

- The Crunchies. Tu przyznaję, blogerzy wypadli lepiej niż dziennikarze. Przetłumaczyli informację, która umknęła większości działów technologii w zwykłych mediach. Co z tego, skoro Antyweb tłumaczy "Best Clean Tech Startup"- jako "Najlepszy stricte techniczny startup"? OK, można mieć problemy z obcym językiem, ale w komentarzach zadziałał crowdsourcing. Czytelnicy pomogli poprawić tłumaczenie. I co?  Dalej wisi jak było. "Frostbite" pisał już kolejną notkę. Z tezą że skoro "Chcesz dotrzeć do internatów, pojaw się na YouTube.".

Tak jest już od jakiegoś czasu. Brak przemyśleń, szybkie przeklejanie, tłumaczenie po łebkach, na akord za to z błędami merytorycznymi.  Niczym "depeszowcy" w newsroomach dużych mediów, ale bez kontroli redakcji. Gdzie ta przewaga?

Oczywiście, są wyjątki

Och oczywiście, są wyjątki. Ciągle jest Socin, Dominik, Yashke, Mediafun, Vagla (te dwa ostatnie to już chyba nie blogi a profesjonalne serwisy) czy Kultura 2.0. Jeszcze trochę innych blogerów, których zagubiłem w czeluściach Readera warto czytać.

Ale zamilkł Webstop (ostatni news to też PR niestety), nie ma już Netto. Właściwie to od czytania blogów wolę teraz Kartonki, XKCD i Reutersa a raz na tydzień Politykę i the Economist. Przynajmniej unikam błędów językowych.

Kilka podejrzeń

Jakie są przyczyny tego upadku jakości? Mam kilka podejrzeń.

Być może to przez marketerów, którzy zachęcają blogerów do gonienia za "ruchem", czy szeptanego marketingu?  Sami ich zapraszaliśmy do kupczenia blogami i teraz jest efekt. Już nikt się nie oburza za ewidentnie sponsorowane wpisy na blogach takie jak konkursy z rozdawaniem gier komputerowych. Tymczasem jeszcze rok temu pałałem oburzeniem bo Irena napisała o telefonie, który jej wcisnęla jakaś agencja.

Być może to nadchodzący kryzys, który zmusił autorów do rozglądania się za bardziej intratnymi zajęciami? Na wnet mozna znaleźć wpis o tym, że blogowanie się nie opłaca. Więc nic dziwnego, że nie blogujecie. Zwłaszcza, że niektórych blogerów wchłonęły, przynajmniej na razie, bardziej tradycyjne media.

Być może blogosfera już nie jest "trendy". Całkiem możliwe, że to była sezonowa moda, która na naszych oczach przemija.

Na koniec prośba

Jeśli znacie jakieś polskie "blogi o internecie", w których znajdę unikalne informacje i komentarze, to zostawcie komentarz z linkiem, albo napiszcie maila, ale nie na ankieta@gazeta.pl, tylko do mnie, na pocztę google.

Komentarze (15)
Internet jest jak socjalizm w PRL?
 Oceń wpis
   

Gazeta.pl to mój ulubiony portal. Choćby dlatego, że czasem goszczą na nim moje teksty. Technologicznie cudem świata jednak nie jest. Chociaż w tym tygodniu wydarzyły się na gazecie prawdziwe cuda.

Najpierw gazetowy system doboru słów kluczowych do reklam w artykułach uzyskał inteligencję. Wcale nie sztuczną, bestia jest naprawdę mądra i złośliwa. To żaden chochlik drukarski, to jest co najmniej tak mądre jak dziennikarze, za to znacznie mniej cyniczne.

Kiedy więc moja ulubiona Gospodarka.Gazeta.pl wyprodukowała tekst "Lew ryczy na emerytów", mówiący o tym jak OFE zmuszają swoich agentów do oszukiwania ubezpieczonych w celu zgarnięcia prowizji, nasza nowa Wyższa Inteligencja zainterweniowała.

Faktycznie, trąci hipokryzją jednoczesne użalanie się nad biednymi ofiarami chciwych OFE przy jednoczesnym agresywnym sprzedawaniu ofert tychże. Tak technologia zerwana ze smyczy ośmieliła się  wskazać nam miejsce w szeregu. Dobrze, że akurat nie ma kampanii serwisu Broń.pl bo w tekstach o konflikcie w Strefie Gazy byłby makabryczny efekt.

Na szczęście mamy tylko lekko absurdalny zestaw z Google: tanie przeloty (na wojnę) oszczędzające czas i pieniądze, czołgi w Warszawie (z książki telefonicznej), oraz ofertę szkoleń dla negocjatorów, którzy kiedyś być może zakończą konflikt.

To nie koniec dokonań technologicznych w moim ulubionym portalu. Gazeta.pl udostępniła do publicznych testów pierwszy w swoim rodzaju, darmowy, ogólnodostępny system do masowej wysyłki email.

Od 15:43 do 17:53 na moją (nieużywaną) skrzynkę pocztową na serwerze gazeta.pl przyszło 113 testowych maili. Aby skorzystać z nowej usługi wystarczyło wysłać swój "mailing" na adres ankieta@gazeta.pl.

Dokonujący żywota blog Netto (kondolencje, smacznego!) uznał nowe narzędzie Gazeta.pl za największą w Polsce listę dyskusyjną. Moim zdaniem na dyskusje nie ma tu miejsca. To bezdyskusyjnie pionierskie dokonanie, zważywszy, że wysyłki ominęły filtr antyspamowy Google (poczta gazeta.pl jest obsługiwana przez Gmail).

Czasami sobie myślę, że z nami (ludżmi od szeroko pojętego IT) bywa jak z socjalizmem w oczach Kisiela. Bohatersko przezwyciężamy problemy, które bez nas by nie wystąpiły.

Komentarze (4)
1 | 2 |
Ankieta
Co stanie się z telewizorami?
Zostaną wyparte przez komputery PC
Przejmą funkcje komputerów PC
Razem z PC znikną z rynku
Będą się rozwijać niezależnie od komputerów
Nie mam zdania na ten temat
Mam inne zdanie (komentarz pod wpisem)
O mnie
Piotr Wrzosiński
Piotr Wrzosiński
Najnowsze wpisy
2011-10-03 10:41 W zeszłym tygodniu pod nowym adresem
2011-09-25 18:20 Minął kolejny tydzień
2011-09-19 11:07 Podsumowanie tygodnia
2011-09-12 13:37 Przedruk i przeprowadzka
2011-09-02 17:36 Wybierz swój e-book!
Najnowsze komentarze
2015-02-24 18:33
KamilDawid:
Minął kolejny tydzień
Mam nadzieje, że to nie będzie koniec bloga. Zapraszam
2014-10-08 04:36
Thank you:
Nie ukradliśmy tego HTC z Windows Mobile. Serio.
Thank you http://gamesfree4flash.blogspot.com/[...]
2014-10-08 04:34
Thank you:
Nie ukradliśmy tego HTC z Windows Mobile. Serio.
Thank you http://downloadgamesair.blogspot.com/[...]