Społeczny pasożyt Google.
 Oceń wpis
   
Nowa usługa Google Shared Stuff, (to nie ma nic wspólnego z narkotykami) to kolejny krok do uspołecznienia sieci.

Shared Stuff pozwala łatwo dzielić się linkami przez email lub specjalną stronę ze znajomymi:
podziel się stroną
... oraz przeglądać treści udostępnione nam przez innych użytkowników:
rzeczy udostepnione przez przyjaciółAby skorzystać z usługi wystarczy malutka wtyczka w przeglądarce (pobierz sobie).

Wtyczka share stuff

Dzięki Shared stuff Google buduje "pasożytniczą" sieć społeczną, która wchłania treści z całego obszaru sieci oglądanego przez użytkowników i dostępną za pośrednictwem Google. Podobny pomysł, ale oparty na aplikacji desktopowej ma ekipa Red Hat - nazywa się to Mugshot.org.

Podobne agregatory wydają się być bardziej użyteczne od tradycyjnych serwisów społecznych. Czy oznacza to, że Shared Stuff i mugshot to zwiastuny wnet nadchodzącej "Web 3.0"?

[via: Google Operating System]
Komentarze (6)
Blip już nie jest Beta!
 Oceń wpis
   
Witamy w dorosłym życiu Blip.pl
logo blip
Blip to polska aplikacja oferująca miniblogging - odpowiednik twittera tylko fajniejszy.
Po przykrych przygodach wieku młodzieńczego (klon o podobnej nazwie), mimo ostrej konkurencji (corobisz.pl, moblo.pl), blip pod skrzydłami Gadu Gadu wyszedł z wersji Beta.
Oznacza to niestety koniec "elitarności", ale z drugiej strony... Zapraszamy do blipowania!

[update są już potwierdzenia na bliplogu  i w biurze prasowym GG]
Komentarze (0)
Anonimowość w sieci jest niebezpieczna
 Oceń wpis
   
Dzisiejszy artykuł Bruce'a Scheinera w Wired analizuje zagrożenia dla bezpieczeństwa danych w sieci Tor.
Tor logo
Tor to sposób na zapewnienie sobie anonimowości w czasie przeglądania sieci, bazujący na tzw. trasowaniu cebulowym (the Onion Routing).
Mówiąc po ludzku informacje miedzy Twoim komputerem a serwerem www zamiast podążać bezpośrednią drogą do celu, krążą w sieci Tor losową ścieżką poprzez kilka serwerów. Te serwery starają się ukryć ślady, tak, że nikt obserwujących w pojedynczym punkcie na trasie nie jest w stanie ustalić skąd i dokąd podążają.
schemat TOR
Dzięki przekazywaniu danych przez Sieć Tor możemy uniknąć zagrożeń płynących z monitorowania przez Państwa i instytucje ruchu sieciowego.

Jednak Tor staje się niebezpieczny, jeśli ktoś chciałby sprawdzić co oglądamy lub wysyłamy. Wtedy wystarczy podsłuchiwanie w jednym punkcie sieci Tor.
Pod koniec zeszłego miesiąca wyniki takiego eksperymentu przedstawił szwedzki badacz bezpieczeństwa w Sieci Dan Egerstad. Okazało się, że w skuteczność Tor uwierzyły m.in ambasady (a więc i służby specjalne) wielu krajów. Egerstadowi przy pomocy pięciu węzłów sieci Tor udało się przechwycić hasła i nazwy użytkownika do ponad 100 skrzynek pocztowych należących do pracowników ambasad Iranu, Indii, Japonii, Rosji, Kazachstanu i Uzbekistanu. Uzyskał też dostęp do kont pocztowych MSZ Iranu, biura konsularnego Wielkiej Brytanii w Nepalu, Demokratycznej Partii Hong Kongu, Akademii Obrony Narodowej Indii oraz Organizacji Badań i Rozwoju Obronności Indyjskiego Ministerstwa Obrony.

Tor może bowiem chronić informacje skąd i dokąd płynie informacje, jednak nie chroni zawartości tej informacji (w każdym razie przestaje ją chronić w tzw. ostatnim węźle). Jeśli zawartością jest wiadomość poczty email system Tor ujawnia jedynie, że chcieliśmy ją ukryć, co może zwiększać podejrzenia podsłuchiwaczy.
Problem w tym, że wierząc w "bezpieczeństwo" anonimowej sieci Tor, około 90% użytkowników zapomina w niej o szyfrowaniu wysyłanych danych. Dlatego, jeśli chcesz się schować, pamiętaj, anonimowość nie zabezpiecza danych. Trzeba je jeszcze zaszyfrować.
Komentarze (0)
Startup w Polsce? A łyżka na to - Niemożliwe.
 Oceń wpis
   

Katarzyna Ogórek, opiekunka bbloga i moja koleżanka z Money.pl wyprodukowała dziś news dnia dla polskiego Internetu. Podchwycili wszyscy święci, a w każdym razie netto i antyweb.

Jednak komentarze jakie się pojawiają dziwią się treściom z nagłówka wiadomości Kasi (że 15 mln, że Nasza Klasa, że młody, czy naprawdę tyle dostał) i nie odpowiadają na najważniejsze (chyba) pytania.

Dlaczego nie kupiła tego serwisu „wszystko asymilująca" Agora?
Dlaczego nie rzucili się na „naszą klasę” żądni zysków rzutcy biznesmeni z Business Angels Seedfund?
Dlaczego naszej klasy nie dofinansował żaden z funduszy, które mają od PARP pieniądze UE na wspieranie innowacyjnych przedsięwzięć? A może któryś wsparł, ale zapomniał o tym poinformować?
Co takiego jest w polskim rynku, że znający się na rzeczy (naprawdę!) człowiek pisze, że na startup wystarczy 20 000 PLN? Na dodatek inni mu zgodnie potakują... [wnet wyjaśniam, że 20 000 PLN to 2/5 kapitału niezbędnego do założenia spółki z o.o., więc z całym szacunkiem, wyliczenia naszego lokalnego Guru nijak mają się do rzeczywistości]
Drugi człowiek z branży, też znający się na rzeczy (naprawdę!) pisze w swoim "poradniku", żeby obciąć budżet do 1000 PLN. To nawet na miesiąc legalnej działalności gospodarczej nie starczy...
Dlaczego największe deale w Polskim internecie robi się na kampaniach żelu do włosów? I dlaczego nikogo oprócz wnet nie śmieszą takie informacje?
Dlaczego udane projekty polskiego pochodzenia, takie jak wikidot.com, nozbe.com, hakia.com [podobno hakia nie jest polska tylko z polskim udziałowcem - thx to netto], czy nawet gierki online z Ganymede muszą rozwijać się zagranicą?

Jest kilka przyczyn:

  • Polski rynek jest spętany biurokracją. Nawet przytomni ludzie, tacy jak Michał Olszewski z BAS oczekują od programisty robiącego startup zaawansowanych wyliczeń, planów biznesowych itd. Powiedzmy sobie szczerze – to idiotyzm. Seedfund w normalnym rozumieniu tego słowa jest po to, żeby pomóc zrobić tą część projektu. Ma pomóc startupowi przygotować się do sprzedaży komuś większemu. W rezultacie BAS zasponsorował 5 projektów z ponad 150 [edited] jeśli dobrze zapamiętałem ostatnią prezentację Michała na Auli. Ciekawe co zrobią z resztą kasy, którą trzeba wydać żeby PARP nie odmówił finansowania w następnej transzy.
  • PARP to też niezłe ziółko. Wymaga wypełniania tysięcy kwitów niezależnie od rodzaju i wielkości wsparcia jakiego potrzebujesz. Kiedyś z ciekawości sprawdziłem czy w innych krajach UE rozdawanie pieniędzy z funduszy europejskich jest równie skomplikowane. Gdzie tam. Urzędnicy w agencjach sami wypełniają uproszczone druczki. Ale my musimy być porządniejsi. Trudno, kasy na innowacyjność z Unii nie wydamy.
  • Z kolei inwestorzy branżowi chorują na strach przed niszowością. Powiedzmy to szczerze, nasz rynek jest bardzo trudny. Mamy wielu obywateli, sporą powierzchnię i wyjątkowo mało pieniędzy. Ta sytuacja jest porównywalna do Brazylii. Centrale i akcjonariusze liczą na kokosy patrząc na mapę i dane demograficzne, a kokosów nie ma, bo Polacy nie lubią płatnych usług. Albo lubią ale ich nie stać. Rozwiązaniem wydaje się więc zrobienie serwisu masowego (bo wtedy nawet te kilka bogatszych i płacących procent populacji zwróci nam inwestycję). Nasza klasa nie dostała by kasy od polskiego inwestora branżowego, bo nie jest „masowa”. To nic, że każdy chodził do szkoły i ma swoją klasę do odszukania. Ważne jest to, że to serwis tylko dla tych co mają swoją klasę. Czyli niszowy. Lepszy jest „masowy” plotek.pl. Przepraszam, ale muszę Wam tu pokazać jeden obrazek – porównajmy serwis niszowy z nieniszowym.
alexa plotek vs klasa

  • Kolejna kwestia to podejście marketerów w Polsce do Internetu. Internet to fajna rzecz żeby mieć ją w mediaplanie, bo jest wtedy nowocześnie i "dociera się do młodzieży z wielkich miast". Żeby dotrzeć do młodzieży z wielkich miast trzeba mieć odpowiedni produkt (dezodorant, albo żel do włosów). I odpowiednie miejsce które będzie cool i trendy. Na przykład grono. Albo blogaski. Nasza klasa nie jest cool i nikt nie kupi z niej żelu, co najwyżej pióro żelowe.
Jakie jest rozwiązanie?
Zapomnieć o polskich inwestorach. Natychmiast i na długo.
W Polsce nie dostaniesz wystarczających pieniędzy i wystarczającego know-how.
Skończy się:
- klapą, jak setki nieznanych serwisów,
- wegetacją tak jak BiznesNet Michała Fabera (fajny początek i zastój z brakiem użytkowników i wizji przyszłości),
- albo w najlepszym wypadku na pozycji lokalnego lidera na polsko-brazylijskim rynku. Grono.net jest wielkie ale „zarabia" na żelu do włosów. Kont premium raczej nie udaje im się sprzedać (może powiedzą jak jest w komentarzu?).

Na szczęście Grono znalazło już swoją drogę ucieczki - Intel Capital i Marcin Hejka mogą im pomóc wyjść z grajdołka, w przeciwnym wypadku 60 osób spaliłoby dowolne finansowanie w ciągu roku tworząc kolejne niedochodowe aplikacje.
Szukajcie więc inwestorów i rynku za granicą, a w Polsce jedynie u partnerów z międzynarodowymi powiązaniami i doświadczeniem. Polski rynek jeszcze długo będzie za ciasny dla Waszych wspaniałych, nie wątpię, idei. Tu nie zaczynają się światowe rewolucje.

A może się mylę? Napiszcie co myślicie. A jeśli wpis się podobał, wykopcie go w kosmos :)

[UPDATE]: Jakoś tak wyszło, że niektórzy czytelnicy myślą, że te wpis jest o tym, że oni są źli, albo że branża jest zła itp. Ten wpis jest po to, żeby się zastanowić nad finansowaniem projektów internetowych w Polsce. I tylko po to.

Komentarze (30)
Google Blitzkrieg (BETA)
 Oceń wpis
   
Nie da się tego inaczej określić - to był blitzkrieg.
Google w ciągu 24 godzin zatrzęsło internetem.
Google anti war
Zaczęło się spokojnie od od dawna zapowiadanej premiery aplikacji prezentacyjnej w pakiecie Google Docs. Nawet wiedzieliśmy jak Presently będzie wyglądać bo bawiliśmy się nim wcześniej, zanim Google kupiło producenta. Microsoft trochę się tym przejmował, ale nie za bardzo, bo gdzie tam Appsom do Office'a, przynajmniej dopóki nie działają offline.

google presentation

Drugi ruch Google był nieco bardziej zaskakujący - wiedzieliśmy, że testowane są mobilne reklamy kontekstowe, jednak ich komercyjne uruchomienie już dziś to naprawdę duże zaskoczenie. I powiedzmy to szczerze, rewolucja Google dosięgnęła właśnie treści mobilnych.


Prawdziwe zaskoczenie nadeszło chwilę później. Google Labs wypuściły spod swojej opieki dwie aplikacje, obie rewolucyjne.
Po pierwsze GOOG411.
goog411
Po drugie Google Reader.
Google reader
GOOG411 to jedyna w swoim rodzaju infolinia.Całkowicie darmowa z każdego telefonu w USA. Błyskawicznie informuje o lokalizacji i danych kontaktowych potrzebnych nam usługodawców, co więcej, łączy z nimi (dalej za darmo) i pozwala na błyskawiczne zamówienie żądanej usługi.
tle="Kliknij tutaj, aby zablokować ten obiekt" style="left: 425px ! important; top: 0px ! important;">tle="Kliknij tutaj, aby zablokować ten obiekt" style="left: 425px ! important; top: 0px ! important;">
Google Readera nie muszę pewnie przedstawiać, to powszechnie używany czytnik subskrypcji RSS z możliwością ich porządkowania a od niedawna także przeszukiwania. Google Reader jest aplikacją dostępną także offline. Google Reader jest także w pełni zlokalizowany, w tym na język polski.

Podsumujmy efekty dzisiejszych działań.

Google monopolizuje amerykański rynek informacji o usługach - mobilny i internetowy.
Nie ma Cię w Google? To znaczy, że nie ma Cię wcale.

Google rozpoczęło proces demontowania dostarczycieli treści mobilnych i wysysa pieniądze ze wszystkich operatorów komórkowych (fundujących użytkownikom dostęp do reklam Google w ramach abonamentów z "free Internet plan").
Teraz opłaci się mieć stronę z treściami dla telefonów komórkowych, nawet jeśli nikt nie będzie chciał płacić SMSami. Teraz będzie dużo treści za które wystarczy zapłacić kliknięciem. Jamba! może powoli pakować swoją Crazy Frog.
Google wspierane przez Cap Gemini otwarcie zaatakowało dominację Microsoft na polu aplikacji biurowych.

Czy ktokolwiek może jeszcze zatrzymać dominację Google nad światem informacji elektronicznej?
I czy ktokolwiek ma interes żeby to robić? W końcu wszystkie usługi Google są dla nas bezpłatne.
Przynajmniej dopóki Google stara się trzymać zasady Do no evil.
Komentarze (2)
1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 |
Ankieta
Co stanie się z telewizorami?
Zostaną wyparte przez komputery PC
Przejmą funkcje komputerów PC
Razem z PC znikną z rynku
Będą się rozwijać niezależnie od komputerów
Nie mam zdania na ten temat
Mam inne zdanie (komentarz pod wpisem)
O mnie
Piotr Wrzosiński
Piotr Wrzosiński
Najnowsze wpisy
2011-10-03 10:41 W zeszłym tygodniu pod nowym adresem
2011-09-25 18:20 Minął kolejny tydzień
2011-09-19 11:07 Podsumowanie tygodnia
2011-09-12 13:37 Przedruk i przeprowadzka
2011-09-02 17:36 Wybierz swój e-book!
Najnowsze komentarze
2015-02-24 18:33
KamilDawid:
Minął kolejny tydzień
Mam nadzieje, że to nie będzie koniec bloga. Zapraszam
2014-10-08 04:36
Thank you:
Nie ukradliśmy tego HTC z Windows Mobile. Serio.
Thank you http://gamesfree4flash.blogspot.com/[...]
2014-10-08 04:34
Thank you:
Nie ukradliśmy tego HTC z Windows Mobile. Serio.
Thank you http://downloadgamesair.blogspot.com/[...]