Bahu - francuskie bebo w Polsce. I po co?
 Oceń wpis
   
logo bahuDostałem dziś spam że ktoś znajomy mnie zaprasza do nowego serwisu. Oczywiście w środku nie było ŻADNEGO mojego znajomego, ale za to taki spam dostał Marcin.
Obejrzałem szybciutko serwis i pokrótce:
Wady:
- kolejny nic nie wnoszący klon "serwisu społecznościowego dla młodzieży opartego na muzyce"
- nikogo tam nie ma (i pewnie nie będzie).
- oszukują w swoim spamie, że ktoś zaprosił, a nikt nie zapraszał. I skąd wzięli mój adres???

Zalety:
- sporo mp3 kupili albo pożyczyli i właśnie ich sobie słucham na wirtualnym iPodzie. Cool.
- ładne to jest i dobrze przetłumaczone
- jak mam wybrać między bebo a bahu, to jednak bahu jest przyjaźniejsze w obsłudze. I samo poznaje skąd jestem, nie muszę pl wpisywać.
- no i widać jak bardzo grono odstaje od zachodnich średniaków.

Jak ktoś chce zaproszenie, to proszę pisać na pwrzosin [at poczta google].

[wpis pobrany z new1.pl]
Komentarze (2)
Flame war przed gwiazdką: kwaśne jabłka Jobsa.
 Oceń wpis
   
Miałem w tym roku pomysł, żeby kupić parę produktów Apple. Nie kupiłem. Nie kupię.
Napiszę Wam dlaczego, bo zbliża się gwiazdka, szukamy prezentów i Apple liczy na większą sprzedaż. Warto jednak zastanowić się nad swoimi wyborami.

Zresztą, dla słabego bloga dobry flejm nie jest zły ;)

Dlaczego chciałem kupić produkty Apple:
iPhone: jest śliczny, a moto Razr V3 już dawno się opatrzyła.
iMac 20": świetnie by mi pasował do wystroju pokoju w którym pracuję.
MacBook: potrzebowałem nowego notebooka, a wśród znajomych z branży macbooki są popularne. I są ładne.

Co kupiłem:
Nokia N95 zamiast iPhone.
LCD TV monitor Samsung SyncMaster 941MW plus dosypanie pamięci i lepsza karta graficzna do PC, zamiast iMaca
Dwa Acery z serii Aspire, zamiast MacBooka.

Dlaczego Nokia N95 a nie iPhone:
Po pierwsze Nokia chciała mi sprzedać telefon, a Apple proponował tylko odtwarzacz mp3, ponieważ chwilowo mieszkam w gorszej części świata.
Po drugie N95 nie jest może tak ładna jak iPhone oraz nie ma ekranu dotykowego, ale:
- ma bardzo fajny aparat z flashem, pierwszy w telefonie z jakiego korzystam
- ma bardzo fajny odtwarzacz wszystkiego oraz TV out i uPnP po WiFi.
- ma GPS do którego przyzwyczaiłem się na motce a1000
- ma 3G
- jest na otwartym systemie symbian
- ma dodatki lokalizowane dla Polski - mapy, przewodniki, interfejs.
- działa na niej Fring
Na dodatek Nokia była tańsza o około 300 PLN i ma wszystko legalne i gwarantowane.

Dlaczego rozbudowałem PC + monitor LCD TV Samsunga zamiast kupić iMaca?
- mam teraz szybszą maszynę niż iMac większy niż ten który chciałem kupić i dodatkowo telewizor
- mogę godzinami grać w Railroads i Civ IV :)
- nie muszę zmieniać żadnych przyzwyczajeń i kupować nowych licencji na swój software
- zaoszczędziłem około 1000 PLN
- mogę nadal sam rozbudowywać swój komputer używając ogólnie dostępnych standardowych i niedrogich części.

Dlaczego wybrałem laptoka Acer zamiast MacBooka?
- oglądałem MacBooka w empiku w domach centrum i przeraźliwie buczał. Podobno to im się zdarza, mnie odstraszyło. chociaż w iSpotach nie buczały, to jednak ja nie chcę buczącego skoro nie będę umiał sam go naprawić.
- Acer też może być ładny, zwłaszcza ten z serii "clamshell".
- Oba nowe laptoki mają większą matrycę niż MacBook i lepiej nadają się do prezentacji i multimediów
- nie potrzebuję żadnych przejściówek żeby się podłączyć do projektora
- też mam wifi, bluetooth, kamerę, głośniki stereo.
- a w dodatku czytnik kart pamięci
- i lepszą grafikę (GeForce Go) co pozwala na używanie gier z poprzedniego punktu
- poza tym nie musiałem zmieniać przyzwyczajeń,
Acer był naprawdę dużo (ok. 2000 PLN) tańszy od MacBooka, więc dodatkowo mogłem kupić jeszcze jednego, słabszego ale ładniejszego :)

Co zyskałem: dużo większą funkcjonalność, spore oszczędności, spokój duszy.
Co straciłem: fajny look, bycie modnym,  możliwość snobistycznego wywyższania się i puszenia pawiego ogona.

Zanim kupicie komuś śliczny prezent z jabłkiem, pomyślcie. Dacie mu coś, co  nie jest otwarte, wymaga  dziwacznych przejściówek i formatów, specjalnego nowego oprogramowania, nie pozwala się rozbudować,  trzeba się uczyć obsługi nowego interfejsu i nie da się ich samemu naprawić jak już padną.
Jabłka są bardzo ładne, są tez modne. Jednak mają mniejszą funkcjonalność i większe koszty zakupu i obsługi, mniej dostępnego softu (chyba, że wybierzecie Windows na jabłko).

A teraz zróbmy flejm łor w komentarzach, powiedzcie mi, dlaczego w przyszłym roku mam jednak zainwestować w mało użyteczne, piękne i drogie gadżety od Apple :)
Komentarze (38)
Znalazłem całkiem fajny blogoid Agory.
 Oceń wpis
   
Ten serwis zrewolucjonizuje media elektroniczne. W przyszłym roku chcemy być najpopularniejszą stroną internetową w Polsce, za trzy na świecie.
Ben Hacker, dyrektor zarządzający Manageria.pl


Nie mogę w to uwierzyć, ale chyba spodobał mi się blogoid Agory. Trochę szkoda, że sam na to nie wpadłem. Czy o biznesie można pisać na luzie, a jednak merytorycznie? Jak mówią w Google, nie musisz być w garniturze, żeby być poważnym. To prawda.

Nowy serwis ze stajni gazeta.pl, Manageria - udowadnia, że to możliwe.
Otwierający nową stronę cytat z fikcyjnego (czy na pewno? ;) ) dyrektora serwisu jest oczywiście przesadzony. Jednak moim zdaniem to naprawdę jest taka mała rewolucja w polskim światku informacji ekonomicznych.
Tak wiem, że jest już (a może był?) bizonek.pl o podobnych założeniach. Ale kto by tam czytał jakiegoś bizonka.
Manageria może za to trafić na jedynkę gazety, która z kolei trafia pod polskie strzechy.
Myślę, że przyciągnie do gazetowych wykresów giełdowych więcej kliknięć niż jakikolwiek tekst w starej Gospodarce (chyba tak sie ten dział nazywa).
Zobaczcie bowiem co tu mamy: Leo Beenhaaker jako manager idealny, MP3 walczy z CD, lobbying w branży farmaceutycznej. Na oko najnośniejsze tematy ostatniego tygodnia. I na dodatek Soros, który zdaniem Managerii stawia na seks. Chyba każdy kto interesuje się gospodarką i/lub ma trochę humoru kliknie choć jeden z tych tytułów.

Niestety nie do końca jest tak wesoło, w Managerii jest jeszcze trochę literówek a teksty nie porażają głębią wywodu. Istnieje niebezpieczeństwo, że czytelnicy stwierdzą, że to strata czasu i oduczą się klikać na fajne tytuły gospodarcze gazety. Manageria to wciąż beta, z wielkim potencjałem, ale tylko beta. Może być świetnym uzupełnieniem do naszego manager.money.pl.

Dużo większą wadą managerii jest powielanie przez Gazeta.pl strategii innych niebranżowych portali.
Onet, Interia czy WP też naganiają użytkowników na swoje sekcje biznesowe chwytliwymi tytułami na stronie głównej. Robią masę ruchu którą widać w Megapanelu, tylko co z tego wynika dla reklamodawców?
Niewiele, bo ludzie naprawdę zainteresowani informacjami finansowymi idą od razu na money.pl, a jeśli już przypadkiem zbłądzą na onet to od razu szukają właściwej sekcji. Tytuł o rozwiązłym Sorosu nie sprzeda usług finansowych i zapewne trafi hen poza grupę docelową, u potencjalnych inwestorów wzbudzając jedynie przelotny uśmiech. I właśnie za ten uśmiech dziękuję Managerii.

[disclaimer: autor jest współpracownikiem Money.pl, jednak powyższy wpis, tak jak i inne na tym blogu są jedynie wyrazem jego prywatnych poglądów]
Komentarze (1)
Wywiad z twórcą Elefanta.pl - Piotrem Krawcem
 Oceń wpis
   
Jakiś czas temu pisałem na wnet o pierwszym polskim projekcie social browsing, jakim jest Elefanta.pl. Dziś mogę Wam zaprezentować wywiad z Piotrem Krawcem, twórcą tego serwisu. Zapraszam!

logo elefanta

Elefanta.pl - rekomendujemy ulubione strony internautów

Piotr Wrzosiński: Jakie są źródła pomysłu na elefanta.pl? Dlaczego postawiliście właśnie na social browsing?

Piotr Krawiec: Światowe zasoby Internetu szacuje się na blisko 25 miliardów stron. Jak wiele z nich zna typowy internauta? 50, 100, może 500??? Czy to świadczy o tym, ze pozostałe są mało wartościowe lub nieciekawe? Oczywiście, nie. A dlaczego z nich nie korzystamy? Bo ich nie znamy, nie są wypromowane.
Poszukując treści w sieci internauci korzystają przede wszystkim z wyszukiwarek, które w celu skatalogowania oraz indeksowania stron używają robotów internetowych - czyli maszyn. Ma to wiele zalet, jednak także poważną wadę - pomija się aspekt jakościowy katalogowanych stron. Dzięki odpowiednim zabiegom, takim jak chociażby pozycjonowanie, często strony o wątpliwej jakości znajdują się wysoko w wynikach wyszukiwania w wyszukiwarkach.
Dlatego korzystanie z tych narzędzi nie zawsze przynosi pożądane rezultaty, a trwa coraz dłużej. Brak czasu oraz chęci przeglądania samodzielnie setek wyników wyszukiwania przez internautów, powoduje, ze ograniczamy się do najlepiej wypromowanych pierwszych 10, 20 stron.

Alternatywą dla szukania jest znajdowanie oraz projekty określane mianem „social bookmarking” (my proponujemy polski odpowiednik linkowarki internetowe), które narodziły się kilka lat temu w USA i stały się bardzo popularne wraz z pojawieniem się trendu Web 2.0 – serwisy, w ramach których użytkownicy tworzą i dostarczają treści.
Powyższe projekty charakteryzują się tzw. społecznymi mechanizmami wyboru – to znaczy, że ludzie gromadząc ciekawe strony w ramach serwisów temu celowi dedykowanymi, dokonują oceny gromadzonych stron właśnie poprzez ich wybór. Dzięki temu tworzone są rankingi popularności wartościowych i ciekawych stron. Im więcej osób zapamiętuje bowiem daną stronę, tym jej pozycja w rankingu rośnie, gdyż to oznacza, że jest wybierana przez wielu internautów i że warto ją rekomendować innym.

A jeżeli chodzi o powody biznesowe, to są trzy. To bardzo interesujące projekty, istnieje nisza na polskim rynku i wreszcie rośnie popularność projektów web 2.0, także w Polsce.
Dodatkowym powodem były także potrzeby własne pomysłodawców, którzy dotychczas korzystali z zagranicznych rozwiązań.

PW: W czym elefanta.pl jest lepsza niż StumbleUpon czy Flock?

Piotr Krawiec: Elefanta jest lokalnym, polskim rozwiązaniem – w związku z czym odpowiada potrzebom polskich internautów, co przejawia się choćby dużym udziałem stron polskich w stosunku do zagranicznych. Ponadto Elefanta jest kompilacją kilku projektów oraz naszych własnych pomysłów wspartych siedmioletnim doświadczeniem. Posiada także zdecydowanie lepszą grafikę oraz naszym zdaniem lepiej jest rozwiązana kwestia animowania społeczności wokół serwisu.

PW: Jak macie zamiar promować serwis?


Piotr Krawiec: Będziemy focusowali się przede wszystkim na narzędziach, które oferują dobrą relację efektywności do ceny.

PW: Czy do elefanty będą dodawane kolejne funkcjonalności a jeśli tak, to jakie?

Piotr Krawiec: Tak, oczywiście, ale na razie nie będę zdradzał szczegółów.

PW: Czy macie już jakiegoś inwestora?

Piotr Krawiec: W biznes planie przewidzieliśmy rozmaite wydatki, które finansujemy z zaplanowanego budżetu - kapitały własne.
Nie mniej jesteśmy otwarci na propozycje, ale nie jest to dla nas być albo nie być.

PW: Jak w takim razie zamierzacie finansować Elefantę?

Piotr Krawiec: Plany są następujące. Chcemy postawić na dualny model przychodowy: reklamy oraz konta Premium. Zacznę od drugiej formy. Jak pokazują badania oraz praktyczne przykłady np. największego serwisu społecznościowego - Fotka.pl (ponad 5 mln zarejestrowanych użytkowników), także w Polsce można już generować całkiem spore przychody z tego źródła. Co prawda na razie grupa internautów, która jest skłonna zapłacić za treści lub po prostu chęć wyróżnienia się w ramach serwisu jest relatywnie mała i stanowi około 1 do 3% ogólnej populacji internautów (liczbowo to ok. 150 do 400 tysięcy, liczby wahają się w zależności od serwisu). Jednak jak pokazuje przykład Fotki, nawet tak "niewielka" grupa jest w stanie wygenerować duży przychód – nawet 40-50% ogólnych przychodów serwisu. W przypadku Fotka.pl planowane przychody na ten rok to ponad 4,5 mln zł. To pokazuje potencjał kont Premium.

Jeżeli chodzi zaś o reklamę, to elefanta.pl jest doskonałym przykładem projektu, dzięki któremu reklamodawcy mogą w sposób w nowatorski dotrzeć do bardzo skrupulatnie zidentyfikowanej i wyselekcjonowanej grupy docelowej, określanej nie tylko na podstawie typowych danych demograficznych jak wiek, płeć, miejsce zamieszkania, ale także na podstawie nowych, unikatowych danych, takich jak: zainteresowania, zwyczaje czy upodobania internautów.

Dzięki Elefancie marketerzy mogą jeszcze lepiej poznać swoją grupę docelową, mogą np. dowiedzieć się co ludzie, którym chcą powiedzieć o swoim produkcie lub usłudze lubią robić, jakie mają zainteresowania, jak spędzają czas wolny, itd. Dzięki takiemu podejściu zyskują ogromną, dodatkową wiedzę, której nie mają ich konkurenci. To powoduje, że mogą dotrzeć w sposób skuteczny, a jednocześnie nieinwazyjny z reklamą do grupy docelowej. W Polsce takie podejście dopiero zaczyna być popularne; jednak na zachodzie, gdzie wiele branż i segmentów rynków jest w fazie dojrzałej, przez co walka o klienta stoi na dużo wyższym poziomie, jest już codziennością.

Z mojego marketingowego doświadczenia oraz zaprzyjaźnionych marketerów, wynika, że taka bogata wiedza o potencjalnych klientach jest nie tylko czymś oczekiwanym, ale coraz częściej wymaganym. Dzięki takiej wiedzy dobry marketer może budować przewagę konkurencyjną.

PW: Jakie zamierzacie wprowadzić formy reklamy?


Piotr Krawiec: Jeżeli chodzi o formy reklamy, to będą one ustalane indywidualnie – w zależności od potrzeb klienta. Elefanta.pl w oczywisty sposób nie będzie wykorzystywała form agresywnych, typu: top layer czy interstitial, co nie znaczy „mniej skutecznych". Dzięki dodatkowej wiedzy o potencjalnych klientach, o której mówiłem wcześniej, reklamodawcy mogą w sposób unikatowy, nie przeszkadzający użytkownikom w korzystaniu z portalu, zaprezentować swój produkt czy usługę. Będzie to reklama, a właściwie w odpowiedni sposób podana informacja o produkcie, która jest praktycznie nieinwazyjna, a jednocześnie doskonale wpisująca się w potrzeby oglądających ją internautów.

PW: Czy będziemy mogli Cię zobaczyć na spotkaniach branżowych (kiedy i jakich)?

Piotr Krawiec: W miarę możliwości i wolnego czasu, oczywiście. Na koniec, chciałbym wspomnieć, że Elefantę, zaledwie w ciągu dwóch tygodni po starcie, odwiedziło ponad 15 tysięcy unikalnych użytkowników. Co ważne, otrzymaliśmy już pierwsze propozycje od reklamodawców. To dobry prognostyk na przyszłość, bowiem praktycznie nie zdarza się, aby na tym etapie przedsięwzięcia istniało zainteresowanie z ich strony.

PW: Pewnie przyszli z wnet. Dzięki za rozmowę.
Komentarze (4)
Jak blip wygrał z SecondLife i czym będzie Web 3.0
 Oceń wpis
   
Wnet wybrał się na weekend w puszczańskie ostępy. Oczywiście zapewniwszy sobie szybkie łącze WiFi oraz telewizję kablową na sobotę. Były one niezbędne do obserwowania czegoś, co mogło stać się przełomem dla polskiej reprezentacji (pierwszy awans do finałów mistrzostw Europy), oraz czegoś, co mogło się stać przełomem dla polskiej społeczności Second Life. O piłce pewnie już ktoś napisał lepiej, więc ja trochę o Second Life.

Wydaje mi się, że dyskutując o Web 2.0 pomijamy zwykle najważniejszy aspekt tej zmiany. Uproszczenie interfejsu użytkownika. Oprócz tej zmiany Web 2.0 nie różni się właściwie niczym od tego, co było w Internecie wcześniej.
Tamta sieć w gruncie rzeczy też była UGC, od samego początku w CERN. Z łatwiejszym interfejsem udostępniliśmy możliwość dodawania treści większej części populacji. Oto (prawie) cała rewolucja.

Dlatego wydaje mi się, że jeśli przejdziemy kiedyś do Web 3.0 to zmiana również będzie polegała na kolejnym uproszczeniu interfejsu. Zwiastunami takiej zmiany są aplikacje pozwalające na sterowanie głosem, dodawanie treści bezpośrednio z urządzeń mobilnych, oraz SecondLife.

SecondLife bazuje na całkiem starym koncepcie VRML - sposobie na tworzenie trójwymiarowej "wirtualnej rzeczywistości". SL daje swoim użytkownikom prosty, zbliżony do naturalnego interfejs do poruszania się w wykreowanym świecie, oraz w miarę proste, choć jeszcze o wiele za trudne w obsłudze, narzędzia do tworzenia zawartości nowego, wirtualnego świata. Od wprowadzenia "voice chat" SL jest coraz bliższy tego, czym może być kolejna edycja Sieci.

W tym laboratorium Web 3.0 grupa Polska zorganizowała wspólne oglądanie meczu. W klubie Sky Club Polska zebrała się więc grupka polskich użytkowników SL w tym mój awatar.
IMO eksperyment nie wypalił, uciekłem po pięciu minutach do innego innowacyjnego serwisu - blip.pl.

Dlaczego? Brak streamingu obrazu w SL spowodował, że musiałem oglądać TV, odwracając uwagę od świata SecondLife. Mecz był transmitowany w formie dźwięku, co utrudniało komunikację głosową z innymi użytkownikami i wymuszało powrót do tradycyjnego tekstowego IM.
Najważniejszym jednak powodem dla którego wybrałem blipa była sieć społeczna.
SL nie odwzorowuje w żadne sposób moich realnych kontaktów. Znam kilkoro polskich graczy, jednak żadnego z nich nie spotkałem w realu (albo nie wiem, że spotkałem).
mecz w SL

Tymczasem blip to miejsce gdzie w czasie rzeczywistym moge komunikować się ze swoimi realnymi znajomymi (ok, tylko z tą geek'ową ich częścią, ale zawsze).
Oprócz zmiany interfejsu charakterystyką nowego paradygmatu sieci będzie bowiem odwzorowanie realnej sieci społecznej użytkownika. Tego co niektórzy chcą (błędnie) nazywać "social graph".

Wiem już czym będzie Web 3.0 - to naturalny interfejs komunikacji z realną siecią społeczną z możliwością wykorzystania urządzeń mobilnych.
Blip jest bliżej tej definicji niż SecondLife!
Komentarze (3)
1 | 2 | 3 | 4 |
Ankieta
Co stanie się z telewizorami?
Zostaną wyparte przez komputery PC
Przejmą funkcje komputerów PC
Razem z PC znikną z rynku
Będą się rozwijać niezależnie od komputerów
Nie mam zdania na ten temat
Mam inne zdanie (komentarz pod wpisem)
O mnie
Piotr Wrzosiński
Piotr Wrzosiński
Najnowsze wpisy
2011-10-03 10:41 W zeszłym tygodniu pod nowym adresem
2011-09-25 18:20 Minął kolejny tydzień
2011-09-19 11:07 Podsumowanie tygodnia
2011-09-12 13:37 Przedruk i przeprowadzka
2011-09-02 17:36 Wybierz swój e-book!
Najnowsze komentarze
2015-02-24 18:33
KamilDawid:
Minął kolejny tydzień
Mam nadzieje, że to nie będzie koniec bloga. Zapraszam
2014-10-08 04:36
Thank you:
Nie ukradliśmy tego HTC z Windows Mobile. Serio.
Thank you http://gamesfree4flash.blogspot.com/[...]
2014-10-08 04:34
Thank you:
Nie ukradliśmy tego HTC z Windows Mobile. Serio.
Thank you http://downloadgamesair.blogspot.com/[...]