Jaka Polska taki Times.
 Oceń wpis
   
Polska logoDawid Kulbaka z Webinside zainspirował mnie do oceny nowej witryny Polska The Times (link może się bardzo przydać).

Layout nowej strony internetowej Polska The Times jest bardzo dobry, przejrzysty, dużo lepszy niż papierowa wersja gazety.
Moim zdaniem to najładniejsza strona gazety codziennej w polskim internecie. Dużym plusem serwisu Polska The Times jest wykorzystanie treści z wiadomosci24.pl.

Niestety w tym miejscu zaczynają się mniej przyjemne obserwacje. Sekcja "Wasze Artykuły" jest na uboczu i na dodatek ukryto rozpoznawalną markę serwisu dziennikarstwa obywatelskiego, który jest chyba największym atutem nowej gazety.

Serwisowi Polska The Times brakuje komentarzy czy forum dla czytelników. To naprawdę podstawowa funkcjonalność dla gazety publikowanej w internecie.
Brak też jakichkolwiek opcji personalizacji. Wydawałoby się, że wydawca będący właścicielem wiadomości24.pl już wie, że w Internecie władzę powinien mieć użytkownik. Niestety nie dostaliśmy możliwości wyboru i sortowania kategorii wyświetlanych informacji według zainteresowań użytkownika.
Bardzo brakuje mi RSS i co za tym idzie widgetów. Szkoda też, że nie wykorzystano bardziej YouTube - marzy się możliwość zostawiania komentarzy filmowych przez użytkowników. To da się przeboleć, bowiem mało kto używa takich "zaawansowanych" funkcji. Jednak bez RSS trudno będzie dotrzeć do zaawansowanych użytkowników - zostaną przy swoich feedach z gazeta.pl.

Trochę dziwi też sposób w jaki reklamowana jako lokalno-globalna gazeta prezentuje informacje regionalne. System ani nie sprawdza skąd go czytam, ani mnie o to nie pyta. Małymi czcionkami w górnej belce wypisano oddzielne tytuły regionalne Polski, zaś po przewinięciu strony widzę boksy z winietami lokalnych mutacji. Wszystkich mutacji, z których większośc w ogóle mnie nie interesuje.
Wolałbym raz pokazać, że interesuje mnie moje miasto i mieć swój lokalny dziennik w internecie. Zdaje się, że taką lokalną gazetą miała być Polska The Times.

Na koniec największa porażka Polska The Times. Znamy wszyscy powiedzenie: "Jeśli czegoś nie ma w Google to znaczy, że to coś nie istnieje". Drodzy Państwo, nowy serwis Polska The Times niestety nie istnieje.
W chwili kiedy piszę ten tekst, zapytanie "site:www.polskatimes.pl" zwraca w google dwa wyniki, jednak oba pochodzą ze skanowania w dniu 26 października, kiedy serwis był jedynie zaślepką. Strony Polski nie da się znaleźć przy pomocy Google przy pomocy żadnej kombinacji słów Polska Times. Nie ma do niej także odnośnika ze strony Polski w serwisie Polskapresse.pl

Wygląda więc na to, że Polska The Times ani nie chce rozpowszechniać swoich treści w internecie, ani też nie chce dowiedzieć się, co o nich myślimy. Po co więc ta strona? Może wystarczy codziennie o 17:00 publikować pełny skan Polska The Times w formie PDF?

Podsumowując otrzymujemy produkt o wielkim potencjale. Polska The Times w internecie ma: świetny layout, przejrzystą nawigację, treści ogólnopolskie, z lokalnych redakcji i największego polskiego serwisu dziennikarstwa obywatelskiego.

Niestety jest to produkt bardzo niedopracowany mimo poślizgu - strona powinna przecież ruszyć wraz z premierą drukowanej gazety. Strony nie można znaleźć w Google. Brakuje jej też najważniejszej zalety serwisu internetowego, czyli interakcji z czytelnikami.

Na szczęście w winiecie serwisu widzimy uspokajające słowo Beta. Z niecierpliwością czekam więc na finalną wersję serwisu.
Komentarze (8)
Elefanta.pl - polski pasożyt.
 Oceń wpis
   
logo elefanta

Pasożyt i bardzo dobrze. Elefanta.pl to sieć społeczna rekomendująca linki (social bookmarking), oparta na toolbarze instalowanym w przeglądarce. Pasożyt, bo bazuje na cudzych treściach, pasożyt dobry, symbiotyczny, bo napędza ruch żywicielom. [edit: stl wskazuje, że to nie pasożytnictwo tylko komensalizm. Brzmi dobrze :)]

Pomysł podobny do StumbleUpon (ponad 3,5 mln użytkowników), ale wykonanie polskie i w ładniejszych kolorach. Niestety nie udało mi się jeszcze ustalić do kogo należy ten serwis, ale jak ktoś się przyzna, to chętnie pochwalę jeszcze raz.

Słonik na szczęście.
Komentarze (14)
Nie warto blogować, zamknijmy bbloga.
 Oceń wpis
   
Kiedy jest się uznanym specjalistą, zwłaszcza w dziedzinie ekonomii,
pisanie bloga się nie opłaca.
No dobrze, w Polsce nie ma jeszcze tego problemu, choćby ze względu na 1) małą ilość uznanych specjalistów w dziedzinie ekonomii, którzy blogują, oraz 2) małą ilość czytelników ich blogów.

Profesor Sadurski jest tu wyjątkiem, ale z innych powodów, jego nie czyta się dla ekonomii, tylko z nienawiści do wykształciuchów :)

Do rzeczy jednak. Nick Carr pisze dziś o przypadku Grega Mankiw'a, ekonomisty z Harvardu, który podjął decyzję o wyłączeniu komentarzy na swoim blogu. Komentarze były, jak pisze Mankiw źródłem zarówno przyjemności jak i frustracji. Niestety gdy blog stał się popularny liczba komentarzy urosła, a czasu uznani specjaliści zwykle nie mają za wiele.
100 komentarzy do przeczytania, to znacznie za dużo jak na nieodpłatne hobby popularyzatorskie.
Inne wykształciuchy,w tym kolega Mankiw'a, Dani Rodrik zaczął się nad tym zastanawiać.
Czy ekonomiczna blogosfera może przetrwać?

Chyba nie może. Popatrzcie:
Jeśli jestem inteligentny i znam się na tym co piszę, to pewnie prędzej czy później mój blog będzie popularny. Jak będzie popularny, to zacznie przybywać związanych z nim obowiązków - choćby ze względu na komentarze i szacunek dla czytelników. Kiedy będę zajmować się blogiem, to nie będę w tym samym czasie zarabiał ani odpoczywał. Będę wiec tracić. A jeśli jestem inteligentny i znam się na ekonomii, to wybaczcie, ale czas zamknąć bloga. Takie rozumowanie przeprowadzi zapewne każdy dobry bloger ekonomista :)
To pójdzie jeszcze dalej, jak śnieżna kula. Bo kiedy ci najlepsi przestaną blogować, to dla tych gorszych (którzy być może nigdy nie byliby tak popularni, albo nigdy nie zorientowali by się, że tracą czas) pisanie bloga przestanie być nobilitujące. Im też przestanie się opłacać. Kiedyś mogli się przynajmniej porównywać do elity, ale po odejściu elit po co się męczyć?
Oczywiście można się z tym nie zgodzić.

Być może większość świetnych blogerów ekonomicznych jest w gruncie rzeczy słabymi ekonomistami - potrafią popularyzować i niewiele więcej. Pisząc bloga mogą mieć szansę na kontrakt wydawniczy albo pracę felietonisty.
W wypadku ekonomistów wszystko więc zależy od realnych umiejętności. Dobry ekonomista nie powinien tracić czasu na blogu.

A co z wnet? Dlaczego tu piszę, i czy nie szkoda mi czasu?

Na szczęście to zupełnie inny wypadek. Na skrzyżowaniu IT i Marketingu blog jest fajnym narzędziem do sprawdzania i szlifowania własnych pomysłów. Można tu też spotkać interesujących ludzi i być może kogoś poznać, albo chociaż stać się rozpoznawanym (choć mówiąc szczerze nic nie jest tak efektywne jak spotkania w realu).
Dla mnie zaś najważniejszą zaletą bloga jest to, że przy okazji jego pisania porządkuję sobie informacje z setek źródeł a te kontrowersyjne mogę sobie w Państwa przemiłym towarzystwie przedyskutować :)
Komentarze (9)
Interfejs 3.0. - zabójca klawiatur nadchodzi. Bardzo powoli.
 Oceń wpis
   
logo SpinVoxPomysł jest genialny i genialnie prosty. Oraz znany od dawna. A nawet realizowany.

To naprawdę proste:
Wyobraź sobie, że mówisz, a to co mówisz zapisuje się w edytorze tekstu.
To naturalny sposób komunikacji - zresztą porównaj ten tekst z czytanym. Mowa jest lepsza niż pismo.

Próbował to robić MS Word 2003, Office 2007 przyznaje w swojej pomocy, że nie potrafi i żeby próbować ze starszą wersją.
Vista podobno potrafi, ale nie po polsku a ja mam polską Vistę i nie mogłem sprawdzić.
Jest jednak takie narzędzie Dragon Naturally Speaking i ono działa. Po angielsku. Trudno się zresztą spodziewać, że cokolwiek zacznie rozpoznawać co mówimy po polsku, w końcu i tak wszyscy będziemy porozumiewać się Galak... Biznesowym Angielskim.

Mimo wszystko ten Dragon nie jest idealny, bo trzeba gadać do komputera, który jak wiadomo nie zawsze jest włączony obok.
Dlatego SpinVox to jest pomysł genialny i rewolucyjny. Otóż do SpinVoxa dzwoni się przez telefon i mówi, on to magicznie konwertuje na tekst a my sobie potem znajdujemy ten tekst na stronie www pięknie napisany. Oczywiście do SpinVoxa można zadzwonić na numer w USA albo w Wielkiej Brytanii. I oczywiście do niego też trzeba mówić po angielsku.
Mimo to, uznałbym to narzędzie za ideał (w końcu od czego jest skype).

Niestety SpinVox tak samo rozumie co mu mówimy jak stary MS Word. Mark "Rizzn" Hopkins z Mashable! ucieszył się ze SpinVoxa bardziej niż ja (na szczęście nie prowadzę tak jak on zarazem radia i bloga) i wnet go sprawdził:

 

Raport Rizzn'a:

What I said: “Ok, well, let’s see… What am I talking about? Oh! Actually I put a new article up on Mashable.com today. ”
What I said, SpinVoxed: “Ok well, see what I’m talking about oh actually put a new article of nashville.com(?) today.”

What I said: “It’s that YouTube or whatever may have helped them get there quicker, citing the new Apple UGC ad that came out as an example.”
What I Said, SpinVoxed: “It’s that a youtube or whatever may have helped them get their quick or setting the new apple UGC ad,…”

What I said: “It’s staying on and letting me talk and so I’m just gonna talk until this thing kicks me off.”
What I said, SpinVoxed: “It’s sticking on let me talk and so I’m just gonna talk into this thing puts me off.”

 

Przypomniało mi się jak próbowałem Worda2003 nauczyć rozpoznawania mowy - to wyglądało tak samo.

Mimo wszystko SpinVox to przyszłość. Przyszłość sieci to urządzenia mobilne i naturalny interfejs komunikacji. Czyli mowa i ruch.
Nie klawiatura. Nie machanie myszką. Nie rysik. Nie stukanie w szybkę.
Interfejs 3.0 to właśnie coś co pozwoli nam z dowolnego miejsca POWIEDZIEĆ to co chcemy i ZAPISAĆ to w Sieci. SpinVox to krok w tym kierunku. Tylko dlaczego taki mały?
Komentarze (13)
Leopard już jutro także w Polsce. Katastrofa?
 Oceń wpis
   
Nowy mac w Macu

Jutro premiera Leoparda. Przybędzie. Ale chyba nie będzie najlepiej przetłumaczony.

Jak może wiecie autor wnet od paru lat zajmuje się lokalizowaniem oprogramowania.
W trakcie dzisiejszej Auli (była naprawdę super) dostałem zaproszenie do przetargu ofert z firmy LocalVersion specjalizującej się w lokalizacjach oprogramowania Apple.
Nowy projekt nazywa się "Lokalizacja interfejsu użytkownika oraz pomocy Mac OS." Przewidywana wielkość to 220 000 słów.
A deadline na oddanie tłumaczenia nie jest na jutro, tylko na koniec lutego.
Innymi słowy, wygląda na to że obecna polonizacja jest tak zła, że trzeba ją całą przepisać.

Ogłaszam więc nieustający konkurs na najgłupsze tłumaczenie na polski w nowym systemie Jabłka. Przykłady wpisujcie w komentarzach. Startujemy jutro, myślę, że może być sporo zabawy :)
Komentarze (10)
1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 |
Ankieta
Co stanie się z telewizorami?
Zostaną wyparte przez komputery PC
Przejmą funkcje komputerów PC
Razem z PC znikną z rynku
Będą się rozwijać niezależnie od komputerów
Nie mam zdania na ten temat
Mam inne zdanie (komentarz pod wpisem)
O mnie
Piotr Wrzosiński
Piotr Wrzosiński
Najnowsze wpisy
2011-10-03 10:41 W zeszłym tygodniu pod nowym adresem
2011-09-25 18:20 Minął kolejny tydzień
2011-09-19 11:07 Podsumowanie tygodnia
2011-09-12 13:37 Przedruk i przeprowadzka
2011-09-02 17:36 Wybierz swój e-book!
Najnowsze komentarze
2015-02-24 18:33
KamilDawid:
Minął kolejny tydzień
Mam nadzieje, że to nie będzie koniec bloga. Zapraszam
2014-10-08 04:36
Thank you:
Nie ukradliśmy tego HTC z Windows Mobile. Serio.
Thank you http://gamesfree4flash.blogspot.com/[...]
2014-10-08 04:34
Thank you:
Nie ukradliśmy tego HTC z Windows Mobile. Serio.
Thank you http://downloadgamesair.blogspot.com/[...]